Grudniowy koniec sezonu...

Wozik77 2011-12-09 Opowiadania

...
Od dobrej pół godziny wodziłem już palcem po niebieskiej nitce na mapie, starając się znaleźć uzasadnienie dla wyboru miejsca . Za oknem wiatr i zacinający deszcz. Sms od brata też nie zachęcał: „ Nie rozmyśliłeś się jeszcze, ja odpuszczam”. Uśmiechnąłem się tylko i zacząłem wkładać do plecaka kolejne drobiazgi.

Pikanie budzika. 6.40. Czas wstawać. Zanim wyjrzę za okno, szybka toaleta i ubieranie. Rozbudzony dopiero odsłaniam zasłonę. Mocny wiatr przygina konary drzew. Chodnik jednak suchy. Temperatura 1,5 st.
Dostrzegam zdziwioną nieco minę Żony. Widocznie tylko mi się wydawało, że szykuję się w totalnej ciszy. Patrzy na mnie z politowaniem, jednakże nie próbuje nawet mnie zniechęcić.

- Jak dotrzesz na miejsce przyślij wiadomość – rzuca mi półsnem na odchodne.

Warszawę opuszczam bez zbędnej zwłoki. Korki są, owszem, ale w drugim kierunku, do stolicy. Niestety kilka kilometrów za Łomiankami na szybach robi się mokro. Chwilę później pierwsze białe płatki zaczynają spadać z nieba. Termometr pokazuje 0 st. Jadę ostrożnie, nie pędzę. Nie muszę zresztą, bo wiem, że takich desperatów jak ja dziś będzie niewielu, a idę o zakład, że wcale.
Droga mija szybko. Gdy zjeżdżam z głównej szosy, boczną drogę już niemal w całości przykrywa biało-brunatna maź śniegu z deszczem. Na jednym z zakrętów czuję, jak auto traci przyczepność, a przód nie idzie za ruchem kierownicą. Niewielka prędkość powoduje, że wyjeżdżam jedynie na kawałek pobocza. Nie ma żartów.

W oddali widzę już nadrzeczne krzewy. Odcinek rzeki, nad którym nie byłem już dawno. Cieszę się na to spotkanie i wiem jednocześnie, że to ostatni wypad w tym roku. Gaszę silnik i przez chwilę siedzę w ciszy. Świst wiatru słyszę wewnątrz samochodu, a śnieżno-deszczowy opad jest bardziej poziomy niż pionowy. W końcu zbieram się w sobie i wysiadam. Zanim założę wodery moje ręce już mają problem z ruchliwością. Jakoś w końcu montuję zestaw. Czapka na głowę, kaptur, rękawiczki. Jeszcze łyk gorącej herbaty i do boju.

Krótka przeprawa przez nie zadrzewioną łączkę, na której wiatr jakby jeszcze mocniejszy. W końcu jestem nad brzegiem. Niemal ześlizguję się do pierwszego miejsca. Zaczynam rzucać.

Ja chyba zwariowałem. Deszcz ze śniegiem szybko robi ze mnie ociekającego bałwana. Czuje wręcz jak zamarza mi na polikach. Rękawiczki po kilku czyszczeniach przynęty z resztek roślin też są już mokre. Nie poddaję się jednak. Precyzyjne, jak na te warunki rzuty przeczesują co ciekawsze odcinki. Porywisty wiatr robi jednak duży „balon” z plecionki, choć ta w tych warunkach jest chyba i tak lepsza niż żyłka. Musiałby naprawdę mocno walnąć, żebym wyczuł branie. I gdy kopytko osiąga środek koryta następuje właśnie takie tępe łup. Zacinam. Mocno wygięta wędka i szybki dwu-sekundowy odjazd na hamulcu. Nim orientuję się w sytuacji luz. O nie. To było na pewno to branie, dla którego poświęciłem dzisiaj ten wolny dzień. Przyciągam przynętę, na której widać wyraźne cięcie. Przez kwadrans próbuję skusić rywala ponownie, jednak ten ani myśli, by poprawić mi humor.

Schodzę niżej zatrzymując się to tu to tam. Wiatr hula po drzewach i krzewach, nie oszczędzając zakamarków mojego kaptura. W zastoisku przy brzegu wyciągam podrostka i drugi ciut większy spina mi się pod nogami. Są aktywne, żerują, ale ten wiatr naprawdę utrudnia mi zadanie. Wdziera się pod kurtkę. Chce mnie przegonić znad rzeki.
Robię króciutką przerwę na łyk gorącej herbaty. Przyjemne ciepło rozchodzi się od wewnątrz. Postanawiam spróbować bez rękawiczek. Te są już tak mokre, że mam wrażenie jakbym trzymał ręce w wodzie. Chwilę przytrzymuję dłonie w ciepłych kieszeniach spodni. Trzy rzuty i odchodzę od tego pomysłu. Rękawiczki, choć mokre to osłaniały jednak palce od wiatru. Bez nich wskazujący i kciuk grabieją w szybkim tempie.

Na jednym z kolejnych miejsc tracę przynętę. Wiążąc nową zapominam zapiąć kieszeń kamizelki. Schylając się wypadają mi z niej: rozwieracz i szczypce do wyhaczania. Z pluskiem wpadają do wody i nikną gdzieś w tym głęboczku. No ładnie.

Po kolejnym kwadransie zaczynam czuć w kołowrotku dziwne tarcie. Po kolejnych paru rzutach czuję już każdy trybik tego mechanizmu. Zdaje się, że mój kołowrotek też ma już dość, a wręcz, że kończy się jego siedmio-letni żywot.

Rozmyślając nad tym staję nad kolejnym zakrętem. Chmury jakby gęstnieją, a niebo robi się jeszcze bardziej ciemne.. Rzeka skręca tu o 90 stopni, tworząc po mojej stronie głęboczek z rynną. Stan wody nie jest duży, bo normalnie to miejsce jest jednym z głębszych w tych okolicach. Na agrafce zawisa kopyto o żółtawym, ale odblaskowym odcieniu. W zestawieniu z czerwonym grzbietem wydaje mi się dość drażniącą przynętą. Posyłam je pod drugi brzeg w spowolnienie. Przynęta najpierw opada, a następnie poderwana penetruje zastoisko. Pusto. Wabik rusza z prądem i gdy wchodzi w spowolnienie po mojej stronie następuje raptowne przytrzymanie. Takie jak to wcześniejsze. Tępe łup, bez ceregieli. Ruch zziębniętego ramienia wydaje mi się nieco spóźniony, jednakże nie. JEST! SIEDZI! Ryba targa łbem i idzie dołem w moim kierunku. Hamulczyk odżywa i modlę się tylko, żeby ten cholerny kołowrotek nie wywinął mi jakiegoś numeru. Wiem, że to już jedno z ostatnich miejsc, w których zamierzałem dziś łowić. Jestem przemarznięty, mokry i wiem, że to jest ta jedna ryba, dla której tu dziś przyjechałem.
Przeciwnik też nie kapituluje, dając mi chwile radości. Dwa razy mocniej odjeżdża w kierunku środka, szukając swojej szansy w szybszym nurcie. Chcąc nie chcąc podprowadzam go pod powierzchnię, gdzie niczym krokodyl ryba owija się wokół własnej osi. Widzę wystającą z pyska przynętę. Szczupak jest zacięty płytko, co jeszcze bardziej mnie elektryzuje. Przeciąganie nie trwa jednak już długo i wyślizgiem ląduję go na brzegu.





Wydaje radosny okrzyk, a gębula sama się śmieje. W jednej chwili nic nie jest ważne. Zziębniętych palców nie czuję, a mokre spodnie też są teraz dla mnie bez znaczenia. Z trudnością wyciągam aparat i pstrykam kilka ostatnich w tym roku już fotek. Kładę szczupaka ostrożnie w wodzie. Odpoczywa kilka sekund, po czym z impetem obraca się i znika.






Jestem cholernie szczęśliwy. Wiem, że to ostatni wypad w tym roku. Za tydzień spotkanie w gronie Dobrych Ludzi, potem zakupowy weekend. Za dwa tygodnie już święta, więc czas szczupaczych podchodów ewidentnie dobiegł dla mnie końca. Była to ostatnia tegoroczna wyprawa, a także ostatni sezon w beztrosce życia. Po nowym roku na świat zawita mój mały następca i wiem dobrze, że odpowiedzialność rodzicielska przeprogramuje mi życiowe priorytety. Nie, nie – to nie koniec świata oczywiście, ale dotychczasowy wymiar mojej pasji z pewnością na jakiś czas ulegnie zmianie.

Dziękuję Ci Rzeko za ostatnie tegoroczne emocje, a Tobie Szczupaku życzę, abyś żył długo, i szczęśliwie omijał wszelakie niebezpieczeństwa!!!

A wodom cześć !!!

Wozik77

Wozik77

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (16)

anguiler, 2011-12-09 17:49:13
No to ładnie Szczupak chyba trochę większy niż wkrzańskie standardy? Gratulacje za rybę i wytrwałość! A co to za model kołowrotka żywot zakończył?
moczykij, 2011-12-09 18:23:08
:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: za tekst :okok: Tradycyjnie czytało się świetnie :okok: ( Wigilia tuż tuż a szczupak wrócił do domciu :mysli: :oklasky::oklasky: )
Mariano, 2011-12-09 18:32:49
Jak zawsze Piotrek klasowy art.Gratuluje wyprawy i pieknego zakończenia sezonu:oklasky:
kojoto, 2011-12-09 18:58:04
Super podsumowanie sezonu Szkoda młynka ale chyba już zarobił na siebie dając Ci wiele szans wyholowania wielu rybek :oklasky:
ela, 2011-12-09 19:07:19
Super się czytało :okok: moje gratulacje udanej wyprawy na zakończenie sezonu :oklasky::oklasky::oklasky:
waldi-54, 2011-12-09 20:06:32
Brawo Piotruś:oklasky::oklasky::oklasky: Gratuluję udanego zakończenia sezonu, uwieńczonego rybką.:okok: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
Paweł, 2011-12-09 20:12:38
Eeeeeeeeeeee tam, znowu ten sam szczupak :glupek: Na szczęście rośnie cały czas...:dokuczacz: Piotruś, fajnie, że sezon zakończyłeś nad ukochaną wodą z ulubionym szczupakiem w rękach...:hura: Dobry to Twój szczupakowy sezon był:oklasky: I dobrze, bo mieliśmy co czytać:hejka:!
morouk, 2011-12-09 20:29:35
Jak zwykle ostatnia wyprawa sezonu u Ciebie Piotrek w warunkach spartańskich jeśli chodzi o pogodę, ale rownież (jak zwykle) łowisz całkiem sympatyczną i grubiutką rybe! Wyciągnę z Ciebie na wigilii dlaczego te szczupłe tak zawsze za Tobą pływają ;-) :-)
Paweł, 2011-12-09 20:37:40
Michał, wyciągnij z Piotrka dlaczego TEN szczupły tak zawsze za Nim pływa:haha:
, 2011-12-09 20:56:05
Sprawa priorytetów-NIEPODWAŻALNA, ale wiem, że i tak znajdziesz chwilę, by ,,wyskoczyć'' z domu nad wodę. Twoja wyprawa to wniosek, że do końca sezonu warto odwiedzać wytęsknione miejsca. Dzięki za artykuł:oklasky::oklasky:Pozdrawiam:okok::okok:
Bizonik, 2011-12-09 21:28:33
Piotruś tylko twardziel w taka pogodę wyruszy na spotkanie przeznaczeniem. Co do rybek to nie ma co komentować boś jest wkrzańskim czarodziejem. A czy świat się zmieni po nowym roku uwierz że tak ale liczę że Twój następca również z tak wielka pasją jak Ty będzie tropił szczupaki i rozumiał co natura do niego szepce do ucha.
cerber, 2011-12-09 22:39:01
Wytrwałość popłaca.:okok:
Wozik77, 2011-12-09 22:50:54
Dziękim Wszystkim za miłe komentarze. Możnaby rzec,że własnie "odtajałem" i powróciło mi czucie w zziębniętych w palcach :D Anguiler - kołowrotek to Dragon Mirage 930i. Średnio-nisko klasowy model - poczatek lat 2000. Swoje przeżył, ryb naciągnął więc ok - pora dobra, trzeba się uśmiechnąć do Mikołaja :oczko: Moczykij. Na Wigilijnym stole będzie Pan Karp. :kwadr: Nie ma to tamto, niepozwoliłbym, by tradycja narodowa została zastąpiona szczupakiem :kwadr:. Morouk - przynętę znasz :kwadr:, a o reszcie "czarów" pogadamy :oczko:
, 2011-12-10 00:07:53
Gratuluje wspaniałej przygody w warunkach prawie ekstremalnych :okok: Wspaniałe zakończenie sezonu :oklasky::oklasky:
gusto, 2011-12-10 10:48:55
Ponowne extremum w Wozikowym wykonaniu ,zamjast pochwał i słów podziwu:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::okok:
adam-z82, 2011-12-10 12:27:29
Piotr "Trafiła kosa na kamień"Pan szczupły się nie spodziewał takiego obrotu sprawy;) No i oczywiście gratuluje potomka:oklasky::oklasky::oklasky: