Grudniowa woda

bysior 2018-12-18 Metody i triki

...
Zostały nam ostatnie i do tego niecałe dwa tygodnie sezonu spinningowego, co oznacza tylko jedno – jeśli tylko pozwoli nam pogoda – powinniśmy być nad wodą przynajmniej codziennie! Każdy spinningista marzy o tym, żeby złapać grubego wypasionego sandacza. Te marzenia można spełnić zwłaszcza późną jesienią, kiedy te największe egzemplarze, głównie samice pełne ikry, krążą wokół stad leszczy i krąpi, jedząc i magazynując energię na zimę. I tak jak za pomocą magicznej różdżki, miejscówki, które w okresie letnim odwiedzają raczej średniej wielkości ryby, teraz mogą nas obdarzyć grubą życiówką!

Grudniowa woda przypomina ciemny, gęsty, oleisty atrament. Temperatura wody zbliża się nieuchronnie do najniższych wartości oscylujących trochę powyżej zera, życie w rzece powoli wchodzi w zimowy letarg, biała ryba zaczyna grupować się na zimowiskach, a drapieżniki ograniczają swoje żerowanie do niezbędnego minimum. Jednak mimo wszystko jest to okres, kiedy mamy szanse złowić grubą zimową rybę.

Gdzie szukać?



Teorii jak zwykle jest wiele. Można usłyszeć, że w grudniu sandacze i duże szczupaki chowają się w najgłębsze części wody na zimowy letarg. Nic bardziej mylnego! Wiele razy w grudniu, mi i moim kolegom, udało się złowić dużego sandacza na piachu z płytkiej wody! Jak pokazuje doświadczenie, sandacze siedzą nie tylko w głębokich rynnach czy dołach za główkami, ale często też wychodzą pod sam brzeg w zielska, najpewniej w poszukiwaniu drobnej ryby jako pokarmu.


Druga teoria jest taka, że sandaczy i szczupaków powinno się szukać w okolicach stada zimujących już leszczy i krąpi. Z tym nie można się nie zgodzić! Na początek trzeba takie stada znaleźć, następnie szukać drapieżników dookoła białej ryby. Często stada leszczy jeszcze migrują, więc nie jest to takie proste znaleźć białoryb, jednego dnia jest, drugiego już nie, a za nim znikają sandacze i szczupaki. Pisząc ten tekst mogę jako ciekawostkę powiedzieć, że jeszcze wczoraj znajomy na feedera, złapał w dzień ponad 20kg leszczy... na wodzie 2 m. Teoretycznie leszcz powinien się grupować i siedzieć w dole, a nie żerować na piaszczystej dwumetrowej wodzie....


Dostałem pozwolenie na zdradzenie pewnej tajemnicy. Warto wyciągnąć odpowiednie wnioski z tej ciekawostki. Kolega łowi grudniowe ryby w Narwi w bardzo dziwny wydawałoby się sposób. Na wodzie o głębokości średnio 6 metrów, w nocy (w tej porze roku noc jest już o 16:30 ;)), łowi tylko i wyłącznie w toni, precyzując w połowie toni – na 3 metrach.



Łowiąc z dna woda wydawała się bezrybna, efekty były tragiczne, dopóki nie trafił na opisany sposób. I okazała się wręcz rzecz niesamowita, nagle z wody zaczęły wyjeżdżać metrowe szczupaki, 90 centymetrowe sandacze, do tego z książkową regularnością. Co wypad to rekordowa ryba, co najmniej jedna. Zdjęcia może nie najlepsze, ale ryby za to szybko wróciły do wody!



Wszystko z 3 metrów na wodzie 6 metrowej. Na 22 centymetrową, brzydką jak nie wiem różowo-zieloną jaskółkę.


W okolicach pojawiały się codziennie leszcze, tak jak pisałem nie stały w jednym miejscu, tylko pojawiały się i znikały, jak na echu było widać drapieżniki leżące na dnie, oznaczało to że ryba jest zupełnie nie aktywna, dopiero w momencie kiedy wychodziła do góry, zaczynało się eldorado.

Przynęty – co jest najlepsze o tej porze roku?


Najlepsza podobno jest ta przynęta, która jak najczęściej ląduje w wodzie! W tym sezonie łowię na swoje sprawdzone zimowe gumy – 6 calowe relaxy, w kolorach fluo i naturalnym perłowo białym i 12 cm Savage Gear – możecie o nich przeczytać tutaj 3D Black Paddle Tail i tutaj Killery na jesień.



Wśród moich kolegów, poza tą brzydką różową jaskółką od rekordów, popularne są Grass Pigi, Westiny i wszelkiej maści inne gumy, które są zazwyczaj popularne w necie, czasami na agrafce pojawi się kontrolnie jakiś kogucik. Ogólnie zasada jest prosta – późna jesień – duża guma. Fakt, bywa czasami i tak, że ktoś złapie ładnego sandacza na gumę 4 cm, ale jest to raczej wyjątek od reguły...


Łowić lekko czy raczej agresywnie? Tutaj szkoły też są różne, ja wolę tą, która mówi, żeby łowić lekko i ospale, ale nie zaszkodzi, jak czasami pukniemy dobrze w dno z podwójnego podbicia, daje to w niektórych przypadkach całkiem zadziwiające rezultaty i nagle otwiera wodę.

Grudzień to niewątpliwie czas dla pasjonatów, a nie dla niedzielnych wędkarzy. Warto pamiętać o kilku prostych sprawach, o których często zapominamy. Rękawiczki! Nie ma nic gorszego niż zmarznięte na kość dłonie, nie można wtedy zawiązać węzła czy nawet zapiąć agrafki. Przy połowie z łódki, oprócz styropianów do siedzenia warto mieć ze sobą ręcznik!


A po co? Chociażby po to, że np. po wyciągnięciu kotwicy mokrą liną, możemy wytrzeć ręce do sucha i dopiero wtedy ubrać rękawiczki. Warto mieć ze sobą dobry termos z gorącą herbatą i ogrzewacz do rąk. Plecionka i przelotki często zamarzają, dobrze jest mieć kij, w którym przelotki nie mają mikroskopijnej średnicy. Przydatnym rozwiązaniem na zimowe mrozy jest specyfik VARIVAS do konserwacji plecionki, mimo tego, że służy do czegoś innego, to bardzo dobrze sprawdza się nad wodą w trakcie mrozów – wystarczy przed wędkowaniem dobrze spryskać plecionkę - spray do plecionek PE VARIVAS.


Do sylwestra mamy jeszcze czas żeby złapać grubą życiówkę czy też po prostu zakończyć sezon piękną rybą, czego wszystkim serdecznie życzę!

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!