Gdy zamykają się oczy...wyobraźnia pracuje...

Paweł 2012-03-13 Opowiadania

...
- odległa przyszłość, 1 kwietnia 2028, szósta zero zero…

Był ciepły, wczesnowiosenny poranek. Lekka mgiełka rozpościerała się na powierzchni wody. A wody tej było wokół bardzo dużo, zdawać by się mogło, że to morze. W którą stronę by nie spojrzał – wszędzie lustro wody. Ale nie, to nie morze. To wody zalewu...

I w taki to właśnie piękny, przedświąteczny poranek spotkało się dwóch wędkarzy. Już od tygodnia umawiali się na rozpoczęcie sezonu spinningowego. Rafael chciał koniecznie sezon zacząć od szczupaka, Tomasso natomiast, znany łowca sandaczy, notabene aktualny rekordzista Polski w tym gatunku – optował oczywiście za sandaczem. Zresztą, co tu dużo mówić. Od czasu skrócenia okresu ochronnego obu tych sztandarowych drapieżników – co roku mieli ten sam dylemat. Ba, dochodziło nawet do gorszących scen z udziałem obu Panów. Ale i tak nigdy im nawet do głowy nie przyszło, żeby sezon rozpocząć oddzielnie…




- parę godzin wcześniej, 1 kwietnia 2028, druga czterdzieści pięć…

…Hol przedłużał się w nieskończoność. To już mijała trzecia godzina. A nie widzieli jeszcze nawet cienia ryby. Kibice w łódkach, których przybywało z minuty na minutę robili zakłady na coraz wyższe stawki. Oczywistością było, że na końcu solidnego zestawu trzymanego we wprawnych rękach Tomasso walczy ogromny sum. Bo jakaż inna ryba mogłaby tak sponiewierać tego zapalonego wędkarza. Najbardziej radykalny kibic stawiał, że sum ma 150 kg!

Patrząc na Tomasso można by się było nawet z tym kibicem zgodzić. Mętne ze zmęczenia oczy, żyły wyraźnie widoczne na rękach i skroniach… Wędkarz zaparty o burtę łódki… Nagle… wędka się wyprostowała, ryba zerwała zestaw czy wyprostowała może hak? Tomasso zrezygnowany już chce cisnąć wędkę, gdy nagle któryś z wędkarzy krzyczy: „zwijaj, zwijaj, idzie w Twoją stronę”. W naszego dzielnego wędkarza wstąpił nowy duch. Kręci, kręci, kręci, ale… ryba jest szybsza! Już ją widać, jakieś 10 metrów od łódki najpierw pokazuje się wał wody, potem ukazuje się nastroszony grzebień… „To sandacz” – słychać z boku, „ogromny, bite 2 metry”!!! A sandacz wciąż płynie w kierunku łódki. Jest już tuż przed nią, jasnym się staje, że zwierzyna zamieniła się w łowcę! Nie ma żadnych wątpliwości! Sandacz atakuje łódkę!!! Burta łodzi pęka z głośnym trzaskiem, jak zapałka, monstrum otwiera ogromną paszczę, Tomasso wie, że to już ostatnie Jego chwile, wyciąga rękę w stronę ludojada, cały spocony, krzyczy w niebogłosy…


Tomasso zlany potem budzi się z krzykiem! Jakie to szczęście, że to tylko sen był. Ale mimo, że już się obudził z tego koszmaru – jakiś niepokojący odgłos drąży Jego uszy! Ach, to telefon!
O kurcze, to Rafael dzwoni: :
„Tommy, gdzie jesteś, czekam na Ciebie już pod balkonem od pół godziny”
„Rafa, sorry, daj mi kwadrans, zaspałem!”
Tomasso szybko krząta się po domu. Zbudzona porannymi hałasami blondwłosa piękność, na wpół zamkniętymi oczami patrzy na krzątającego się mężczyznę. No tak, myśli sobie, 1 kwietnia, jak co roku lecą na sandacza. Jednak widząc, że ukochany jest w niedoczasie, wstaje, robi mu kilka kanapek, zalewa termos. Dostaje w podzięce słodkiego całusa. Ujęta tą czułością przypomina:
- Tommy, tylko nie zapomnij kaloszy.
- A po co mi kalosze, łódką płyniemy – odpowiada.
- Wiesz, od wczoraj woda znowu przybrała, na balkonie pewnie jest już po kostki.
- Kochanie, przecież mieszkamy na piątym piętrze, jaka woda na balkonie?
Ale w tym momencie już całkiem otrząsnął się ze snu. I uzmysłowił sobie, że jego kobieta ma racją. Karnie włożył kalosze. Buziak na pożegnanie i obładowany sprzętem sandaczowym wyszedł na balkon. Woda rzeczywiście się podniosła, kalosze chlupotały niemiło.

Na przycumowanej sporej łodzi ze stukonnym silnikiem, czekał na niego Rafael.
Przybili piątkę i z rykiem silnika ruszyli w stronę Zalewu.
Nadal nie mogli się oswoić z obecną rzeczywistością. Co prawda naukowcy od wielu lat już głosili, że efekt cieplarniany w końcu spowoduje podniesienie się wód na całej kuli ziemskiej, ale czas w jakim to nastąpiło zaskoczył wszystkich. Oczywiście kraje stowarzyszone w Konfederacji Państw Uprzywilejowanych zdążyły na czas z obwałowaniem większych miast, ale mniejsze miasteczka oraz wsie zostały całkiem zalane.
W Polsce obwałowano w pierwszej kolejności Stolicę.
Dlatego też w ten kwietniowy poranek Rafael i Tomasso płynęli sobie ulicami Warszawy, kierując się do śluzy otwieranej co 15 minut. Pewnie jak zawsze postoją trochę w korku, wszak rozpoczęcie sezonu na sandacza wywoła wielki ruch wędkarzy w stronę obfitującego w te ryby terenu dawnego Zalewu Zegrzyńskiego. Przepływając nad pierwszą nitką nieczynnego od kilku lat warszawskiego metra, Tomasso przypomniał sobie, że w „Wędkowaniu na Świecie”, najbardziej poczytnej gazecie branżowej, pisali, że tunele po metrze mogą kryć rekordowe okazy sumów i sandaczy. Ale niestety, połów ryb na terenie miasta był zabroniony. Również kąpać się nie było można w obawie przed zamieszkującymi głębiny ogromnymi rybami…

Po dwóch godzinach naszym wędkarzom udało się wydostać poza wały Stolicy i pomknęli w kierunku Zegrza. W planach mieli najpierw obłowić ogromną górkę, której szczyt był 2 metry pod powierzchnią. Kiedyś w tym miejscu leżało miasteczko Serock, po podniesieniu się wody zrobiła się świetna miejscówka sandaczowa. Niestety, tego dnia wielu wędkarzy wpadło na ten sam pomysł. Cała górka obstawiona była łódkami!
Cóż robić, nasi wędkarze postanowili cofnąć się i obłowić dołki koło zalanego mostu w Zegrzu. Co prawda niewygodnie jest kotwiczyć na trzydziestometrowych głębokościach, ale coś za coś. Trudy podnoszenia kotwicy miały zrekompensować ogromne mętnookie zamieszkujące te doły. Podobno na wiosnę chętnie na żer przypływają tu sandacze zamieszkujące metro, a korzystające z otwieranej co kwadrans śluzy…

Przybywszy na miejsce, ucieszyli się niezmiernie, że konkurencji niewiele, jednak większość postawiła na płytsze wody.



Niestety, brań nie było. Przemieszczali się z miejsca na miejsce, niestety nic! Więc zaczęli gadać o sprawach obu ich żywo interesujących. Ich wspólny projekt, portal wędkarski www.shrap-team rapa-drakers.eu rozwijał się w zastraszającym tempie. Rzesza informatyków dzień w dzień udoskonalała oprogramowanie. Ponad stu moderatorów z trudem ogarniało wpisy ponad trzystu tysięcy wielojęzycznych czynnych użytkowników. Niby fajnie, ale coraz trudniej było nad wszystkim zapanować. Piętnastu Redaktorów Naczelnych odpowiedzialnych za swoje działy tematyczne synchronizowało ukazywanie się artykułów na stronie głównej. Na XXI-wszy Puchar STRD zapisało się już ponad cztery tysiące chętnych. Na szczęście udało się zarezerwować wysoko położoną Szklarską Porębę i okoliczne wsie, wszak trzydniowe zawody dla takiej ilości wędkarzy to wielkie wyzwanie…

- nieodległa przyszłość, Narew, Pułtusk, 1 czerwca 2012, dziewiąta zero zero…

Słońce nieźle już przygrzewało, wędkarzom błogo robiło się na łódce, wypite „po piwku” też robiło swoje. Powoli, nieświadomie oddalali się od rzeczywistości…

…Tomasso z napięciem wpatrywał się w szczytówkę. Dwa rzuty i dwa delikatne brania. „Oho” – pomyślał, „jakieś sikuty skubią”. Zmienił gumkę na mniejszą, trzydziestopięciocentymetrową, na główce sto pięćdziesiąt gram. Jego wzmocniony, zrobiony na zamówienie trzystugramowy kij wytrzymuje to spokojnie. Ostatnio nawet na tej wędce wyszczerbił bagażnik swojego wodnego auta… Kolejny rzut w ten sam dwudziestometrowy dołek. Skupienie maksymalne. Skubnął! Zacięcie i… jest!!!! Opór malutki, tak, to malutki sikut. Ale…. co to? Tomasso nie nadąża zwijać plecionki, ryba coraz szybciej idzie w górę… Najpierw pokazuje się wał wody, potem ukazuje się nastroszony grzebień… „To sandacz - ogromny, ze 2 metry” – krzyczy Tomasso!!! A sandacz wciąż płynie w kierunku łódki. Jest już tuż przed nią, jasnym się staje, że zwierzyna zamieniła się w łowcę!
Sandacz atakuje łódkę!!! Burta łodzi pęka z głośnym trzaskiem, jak zapałka, monstrum otwiera ogromna paszczę, Tomasso wie, że to już ostatnie Jego chwile, cały spocony, krzyczy wniebogłosy…


Obudź się..., obudź…, piwo wylewasz!!!!!!
Wyrwany okrzykiem przyjaciela z paszczy strasznego drapieżnika szybko wrócił do rzeczywistości. Mętnym jeszcze wzrokiem spojrzał na otwartą puszkę trzymaną w lewej ręce, która niebezpiecznie pochylona, zaczęła wylewać swoją złocistą zawartość na przynęty sandaczowe w pudełku.
Niestety, wciąż dręczą go podobne sny. Dzieje się tak już od dłuższego czasu. Marzenie o metrowym sandaczu stało się już Jego obsesją. Tak, musi się wziąć za siebie. Już dawno postanowił, że pójdzie do psychoanalityka. Ale niestety, ostatnie dwa miesiące to całkowity brak czasu. Organizacja V-tego Pucharu Shrap Drakers jest ogromnym wyzwaniem. Wszak może być nawet ze sto osób…
Na szczęście wszystko już dopięte na ostatni guzik. Zawody odbędą się jutro, dziś tradycyjnie, pierwszego czerwca – sandaczowe rozpoczęcie sezonu. Rano złapali po dwa wymiarowe sandacze, wie, że będzie mógł zasilić Wieści znad Narwi fajną fotką. Ciekawe czy innym Drakersom pójdzie równie dobrze na rozpoczęcie sezonu...

Zbliża się południe, czas wracać na brzeg. Trzeba się przygotować, wszak jutro zapowiada się wspaniały, pełen niespodzianek dzień…

- 1 czerwca 2012, dwudziesta druga dwadzieścia dwie…

Wcześnie kładzie się spać... musi być wypoczęty, zwarty i gotowy…
Powoli odpływa w objęcia Morfeusza…

…Lekka fala buja delikatnie łódką. Jeszcze ciemno. Tomasso jest szczęśliwy. Od północy, przez dwie godziny miał już na rozkładzie cztery mętnookie, w tym jeden ponad siedemdziesiąt centymetrów. Dawno nie miał tak wspaniałego rozpoczęcia sezonu. Wie, że brania się już skończyły, ale macha jeszcze kijem. Delikatne branie, zacięcie i… sieeeedzi!!! Tylko… dlaczego ON IDZIE W MOJĄ STRONE??? Jest coraz bliżej powierzchni… Pokazuje się wał wody. Tomasso podświadomie wie co się zaraz wydarzy. Znowu mam ten sen??? Z przerażeniem przestaje kręcić kołowrotkiem i wpatruje się w wodę. Coś zaczyna błyskać i świecić... zielonkawym światłem… na powierzchni ukazuje się wielka łódź w kształcie… spodka?



Odsuwa się przezroczysta szybka i wyłania się ze środka… zielony ludzik, jakieś osiemdziesiąt centymetrów, wyłupiaste oczy i dziwne czułki wystające mu zamiast uszu.
- „Wi-taj Zie-mia-ni-nie!” – zamruczał
-„ Wi-taj Przy-by…, tfu, co ja gadam, Witaj Przybyszu" – rzekł zdumiony Tomasso.
- „Przy-by-wa-my na Zie-mię, że-byś na-u-czył nas ło-wić san-da-cze. Po-dob-no jes-teś naj-lep-szy! Czy zech-cesz być na-szym prze-wod-ni-kiem?”
- „Dobrze” – odpowiedział machinalnie oszołomiony Tomasso
- „W za-mian u-fun-du-je-my kos-micz-ne na-gro-dy na Pu-char SD”

Usłyszawszy tak zacną propozycję nasz bohater z radością wsiada do podwodnego spodka. Od razu przejmuje inicjatywę i mówi: „płyniemy w górę”. Patrzy zachwycony na swoją ukochaną Narew. Z tej perspektywy nie widział Jej jeszcze. W rynnie ławice płoci i leszczy, przy filarach ogromne sumy i stado wyrośniętych sandaczy. W zatoce metrowy szczupak. Co chwila przemykają stada okoni… Tomasso jest w siódmym niebie.
Dzień szybko mija... Z żalem żegna się z Chłopakami z Marsa. Na pożegnanie macha im dłonią i mówi:

„Mi-ło by-ło Was poz-nać, przy-by-waj-cie jak naj-częś-ciej. Bon vo-ya-ge. Pa-pa. Do-swi-dan-nija!

Spodek sprawnie oderwał się od powierzchni wody i odleciał…

- 2 czerwca 2012, czwarta piętnaście…

Obudził się jeszcze przed budzikiem. Wypoczęty, zrelaksowany jak rzadko. Wydaje mu się, że miał bardzo przyjemny sen. Ale nie może sobie przypomnieć co to było.
Zresztą – czy to ważne? Szykuje się wspaniały dzień! Sprawdzone grono Drakersów znowu spotka się na corocznym Pucharze.
Wychodzi z domu, na miejsce ma pięć minut drogi. Ciekawe czy będzie pierwszy, czy ktoś niecierpliwy nie przyjedzie przed nim. Nie, nikogo jeszcze nie ma.
Po pół godzinie zaczyna się ruch. Zjeżdżają pierwsze samochody Drakersów. Mostem idzie dwóch na zielono ubranych ludzików z wędkami.

Niebo się otwiera, chmury rozstępują..., nadlatują…



Tak, obsada V-tego Pucharu Shrap Drakers będzie doskonała, iście galaktyczna… Nagrody też, miejmy nadzieję, nieziemskie... Będzie sporo chłopaków. Może zjawią się też dziewczynki. Z Wenus zapewne…

...szósta czterdzieści pięć...

Bohater naszej opowieści patrzy na rozchodzący się na łowisko tłum wędkarzy. Drakersów, Jego Przyjaciół. Idą nad Jego ukochaną Narew. W Jego mieście, Pułtusku. Jest dumny. Jest szczęśliwy....

Warto niekiedy zamknąć oczy i pomarzyć... Bo marzenia czasem się spełniają...



Opowiadanie częściowo jest fikcją powstałą w wybujałej wyobraźni autora...
Bo czyż możliwe jest, aby w naszych wodach pływał dwumetrowy sandacz...???

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

Bizonik, 2012-03-14 00:28:45
Pawełku nie wiem co piłeś lub paliłeś pisząc ten tekst ale przeszedłeś samego siebie. Gratuluje talentu. Jesteś Stanisławem Lemem z Drakersów
moczykij, 2012-03-14 07:42:53
Dobrze że opowiadanie tylko częściowo jest fikcją :haha::haha::haha:
waldi-54, 2012-03-14 08:40:57
Zgadzam się z Pawłem to nie mogło na trzeźwo wyjść spod twego pióra.:ROTFL::ROTFL::ROTFL::oklasky::oklasky::oklasky: Gratuluję wyobraźni Paweł, fajnie się to czyta.:oklasky::oklasky::oklasky: Pozdro. waldi-54:papa2:
Paweł, 2012-03-14 09:46:14
Tak, to prawda, pić to też trzeba umieć:hura: A ja taki trochę nienawykły jestem:haha:
bysior, 2012-03-14 10:16:12
Paweł - jakbyś nie był Naczelnym...... Absynt chyba wypiłeś - udziela się innym ten stan - ja tam sobie drukuję i wieszam na ścianie D ;)
colednik, 2012-03-14 10:46:20
Pa-weł-ku, a Ty z jakiej jesteś planety?? hihhi :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
maselinho, 2012-03-14 16:43:51
świetny tekst, fajny pomysł i talent nieprzeciętny. Gratuluje
domin, 2012-03-14 20:15:07
To brzmi jak dobre s-f :okok: "Wodny świat" Spilberga przy tym to pikuś :D :oklasky:
Wozik77, 2012-03-14 22:19:16
Ciekawy pomysł Pawełku, brawa :oklasky::oklasky: Fikcja przeplatana z rzeczywistością, doprawiona marzeniami. :oklasky: Jeszcze raz gratulacje pomysłu. :oklasky::oklasky:
gusto, 2012-03-15 09:22:18
No normalnie chyba zaczne czytać fantastykę ,coś świetnego czyta się i czytam wielkie :oklasky::oklasky:,oby więcej :okok:
, 2012-03-25 09:48:08
Bardzo twórczo,świetny materiał, wielka wyobraźnia, bardzo malowniczo:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: