Garbaty Staruszek

hlehle 2010-08-04 Opowiadania

...
Każdy z nas słyszał wiele opowieści o pięknych garbusach poławianych przez naszych dziadków, wujków czy znajomych. Ileż to razy słyszeliśmy od miejscowych: "Panie, jakie tu kiedyś garbusy były". No właśnie - były. Co się z nimi stało? Nie biorą? A może się gdzieś pochowały?

Zanim napiszę, co się stało z okoniami, przytoczę parę faktów z życia tej ryby. Ryba ta rośnie bardzo powoli. Długość 25 cm osiąga po 8 latach i to w sprzyjających warunkach! Osobniki 35 centymetrowe od dawna są pełnoletnie (tak, skończyły 18 lat)! Łatwo, więc wyliczyć ile lat musi rosnąc ta ryba, aby stać się tzw. "medalową". Jedyne, co ratuje ten gatunek przed całkowitym wyginięciem to efektywny rozród, ale niestety w tej chwili to nie wystarcza...

Łatwo nam przychodzi narzekanie na rybaków, kłusownictwo, kormorany, ale jak zwykle nie widzimy naszej winy, a przecież to my - wędkarze - w dużej mierze przyczyniamy się do zanikania większych osobników tego gatunku. Nie możliwe? A jednak...

Okoniowe eldorado

Kilka lat temu znajomi odkryli kilka małych jeziorek położonych blisko siebie. Dawniej były one w posiadaniu jakiegoś gospodarstwa rybackiego, po przemianach właścicielem została osoba prywatna. Nowy gospodarz nie prowadził żadnych odłowów, bo i po co? Takie jeziorka fortuny nie przyniosą. Woda została udostępniona do wędkowania, za symboliczną opłatą 5pln za dzień. Pierwsze lata przynosiły ogromne ilości pasiaków i to sporych rozmiarów. Niestety, wszystko szło do wora. Wystarczyły 3 lata, aby woda stała się "standardową polską studnią". Oczywiście okonki (nie okonie) nadal występują w tych jeziorkach... Brać wędkarska znalazła wytłumaczenie - właściciel przeciągnął jezioro sieciami. Genialne!

Gnojno

Tak byłem tam. Jak mi się podobało? Fajna woda, ma potencjał. Tylko troszkę mało przyjemnie się łowi, jeśli nawet będąc w łódce ciężko miejsce znaleźć i zestaw w każdej chwili może wpaść do innej jednostki pływającej. Wyniki? Ano były. Okoni połowiłem. Fakt, że nie były olbrzymie, ale malutkie też nie. Inni też nie narzekali, w zasadzie wszyscy łowili. Do brzegu przybijały łodzie z całymi sadzami okoni. Nie potrzeba tutaj proroka, aby stwierdzić, że za kilka lat będzie tam można jedynie wydłubać "palczaki". Co robi PZW? W zasadzie niewiele. Jest jakiś tam zakaz połowów na wiosnę, ale w jakim celu wprowadzony -nie wiem. Za to wiem, że pewne rzeczy wykraczają poza rozumowanie przeciętnego Kowalskiego, ale może warto przyjrzeć się krajom "cywilizowanym pod względem wędkarskim", a takowych na Zachodzie mamy dużo. Wystarczy wprowadzić zakaz zabierania okoni z zimowisk. Można tam łowić, więc kłusownicy nie mają dużego pola do popisu, wędkarze mają zabawę z ładnymi rybami, a jeśli łowiących jest dużo to nawzajem się upilnują - to działa!

Morskie Mięso sp. z o.o.

Rekordzistami w pozyskiwaniu mięsa okoni są chyba "wędkarze" z miejscowości nadmorskich. Pierwszy raz dowiedziałem się o tym procederze od kolegów ze Szczecina. Byłem na tyle zaskoczony, że nie do końca byłem w stanie uwierzyć, a jednak okazało się, że wiele osób potwierdziło te historie. Nie jest to indywidualne kłusowanie, ale zorganizowana całoroczna akcja. Jak okoń "wchodzi" jest sygnał i zaczynają się żniwa... I pomyśleć, że kiedyś w tych wodach pływały całe stada okoni pomiędzy 40 a 50 cm. Nadal okoń występuje dość licznie, ale średnia wielkość poławianych ryb maleje bardzo szybko.

Miejscówka

Ano taka sobie miejscówka, jakich wiele w Polsce. Jako dzieciak (nie było to wcale dawno) łowiłem tam mnóstwo okoni i rzadko kiedy trafiały się mniejsze niż 25 cm. Obecnie nadal łowię tam ładne okonie, ale praktycznie tylko w zimnych miesiącach. Ryby te zbierają się w jednym miejscu z odcinka nawet wielu kilometrów. Niestety nie tylko ja wiem o tym i czasem z żalem obserwuję rzeź. Próbuję czasem edukować niektórych osobników i o dziwo nie jest tak źle - nikt mnie jeszcze nie chciał utopić. Pewnie praktycznego skutku to nie przyniosło, albo jedynie niewielki, ale mam sumienie czyste i może jeden na dziesięciu coś zrozumie. Wiem, że niektóre pokolenia są już niereformowalne (jako całość, ponieważ zawsze istnieją wyjątki), ale liczę na te młode, nadal otwarte na świat. Nie będzie łatwo, ale powoli coś się zmienia. Coraz więcej ludzi zaczyna "łapać", o co w tym wędkarstwie chodzi. Część tylko udaje, ale to już coś - znaczy się, że wiedzą, że nie do końca postępują w zgodzie z własnym sumieniem.

Myślę, że podobne obserwacje mogliście poczynić i Wy. Okonia nadal mamy trochę w naszych wodach, ale jest bardzo mały. Nie dlatego, że w magiczny sposób skarłowaciał, ale dlatego, że nie dajemy mu urosnąć - rośnie bardzo powoli, a w miarę licznie się rozmnaża. Jak ja to widzę? Bardzo prosto:
- wymiar widełkowy, czyli można zabierać okonie pomiędzy 18 a 30 cm (z czasem jakby średnia wielkość wzrosła wymiar górny można by przesunąć na 35cm)
- okres ochronny marzec-kwiecień
- całkowity zakaz zabierania na zimowiskach, ale z możliwością łowienia, czyli np. na takim Gnojnie zakaz zabierania okonia w okresie od 1 listopada do 31 kwietnia.

Nie jestem całkowicie przeciwny zabieraniu ryb. Nie narzucam tego. Po prostu chciałbym, aby moi rodacy troszkę zmienili podejście do wielu spraw. Wędkarstwo nie powinno być sposobem na pozyskiwanie rybiego mięsa, ponieważ wody tego nie wytrzymają. Jesteśmy za skuteczni i jest nas za dużo. Zjedzmy trochę tych okoni w ciągu roku, ale niech to nie będzie cały wór dużych ryb...

hlehle

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (3)

, 2010-11-14 22:51:49
"Wędkarstwo nie powinno być sposobem na pozyskiwanie rybiego mięsa, ponieważ wody tego nie wytrzymają. Jesteśmy za skuteczni i jest nas za dużo." Święte słowa. A co do reszty postulatów... Niestety, wymiary widełkowe w Polsce się nie przyjmą. Jeśli do tej pory dla połowy wędkarzy zabieranie ryb niewymiarowych jest normalnością, to jak ich nakłonimy do wypuszczania kilowego okonia ? To wymagałoby totalnej kontroli i surowych represji, a na to się nie zanosi.
morouk, 2010-11-15 08:45:53
Sądzę, że pomogłoby ustlenie konkretnych wysokości mandatów za łamanie takich przepisów, a w razie niemożności wyegzekwowania mandatu - albo przepadek mienia o tożsamej wielkości, albo prace społeczne. Myślę, że mając w perspektywie zapłatę mandatu w wysokości 2.000,00 pln każdy kłusol poważnie zastanowił by się nad swoim nędznym procederem. W Skandynawi ponoć tak się płaci i jest porządek. Żeby tak i u nas ... Może kiedyś ...?
nema44, 2012-01-03 14:33:58
Bardzo mądry i świetnie napisany artykuł. Rzadko spotyka się tak dobrze napisane językowo artykuły w sieci. Brawo!