Dziadek znad Wkry...

Wozik77 2012-06-17 Opowiadania

...
„Wyposzczony wędkarsko” maszerowałem w kierunku rzeki. Czerwcowy poranek smyrał mnie po policzkach swoją rześkością. Dłonie leciutko zmarzły i na przemian, przekładając wędkę z ręki do ręki, szukały schronienia w rękawie bluzy.

Wieś, przyodziana w mglisty kołnierz, spała jeszcze w najlepsze. Sołtysowy burek ani myślał uczynić tradycji zadość i poderwać się do bramy by mnie obszczekać. Spojrzał tylko złowrogo, burknął coś pod nosem i wtulił głowę między łapy. Słońce powoli wychylało swą łunę zza horyzontu, a szarość wokoło wypełniała się pierwszymi promykami.
Świt

Droga skręciła w prawo. Po świeżo skoszonej łące kicał szarak. Na skraju zboża wychylił się bażant, kończąc charakterystyczny odgłos rytualnym trzepotem skrzydeł. Po drugiej stronie rzeki posiłkowi oddawał się bóbr. Dochodziła 4.00. Dzień budził się ze snu.
Bobrowe śniadanie

Kilka godzin sprawiło, że czułem już dobrze w plecach dzisiejszą wędrówkę. Pomału zaczynałem myśleć o powrocie. Ryby też miały mnie gdzieś i nie zachęcały do tego, bym miał wątpliwości, co robić dalej. W zasadzie doszedłem do końca odcinka, jaki na dziś zaplanowałem. Wkrzańska burta tu właśnie wypłaszczała się, łagodnie wychodząc ku płaskiej polanie. Brzuch dopominał się w swoje, więc wykonywałem ostatnie rzuty. Przede mną było jeszcze jedno miejsce, które chciałem obrzucać, dlatego myślami byłem już właśnie tam.
Wkrzański nurt

Nagle zza pleców usłyszałem nie wyraźne jeszcze głosy. Jako, że była sobota spodziewałem się zobaczyć działkowych amatorów spławikowych łowów, którzy czasem zasadzali się tu na leszcza czy jazia. Dwumetrowa skarpa, u której podnóża stałem, zasłaniała mi nieco widok.
Wkrzański urok

Głosy zbliżały się powoli do mnie.

- Tatusiu. Tu jednak jest za stromo. Nie ma dogodnego zejścia. Musimy pójść tam dalej – usłyszałem głos kobiety.

Podniosłem głowę do góry i wtedy ujrzałem Jego. Był nie wysokiej postury. Miał flanelową koszulę i drelichowe spodnie. Siwe włosy osłaniała szmaciana czapka. Na nogach miał krótkie kalosze. Przez pierś przewieszona była skórzana torba. Wsparty na kuli, kulejąc nieco na lewą nogę szedł nadbrzeżną ścieżką. Córka, kobieta z pewnością dobrze już po sześćdziesiątce trzymała go za rękę, w drugiej dłoni niosąc Jego spinning. Był to krótki, szklany i archaiczny już dla mnie kij.

- Dzień Dobry Panu – usłyszałem nim zdążyłem zagadnąć tym samym. – A bierze coś?

- Dzień Dobry – odrzekłem z uśmiechem – Niestety, jeszcze nie udało się żadnego przechytrzyć.

Dziadek zatrzymał się i z niepojętą dla mnie iskrą w oku spojrzał na rzeczny zakręt. Widziałem na Jego pomarszczonej twarzy „dziecięcą” radość. Widziałem zachwyt, który na pewno powodował to znane nam wędkarzom szybsze bicie serca.

- A wie Pan – skierował się do mnie – Wczoraj miałem takiego ponad kilo na wędce, ale się urwał przy brzegu. Szkoda.

Nieco oniemiałem. Od najbliższych zabudowań do rzeki było dobrze ponad półtora kilometra, a rzekłbym że nawet powyżej dwóch. Byłem pewien, że owa iskra w oku tego Starszego Pana była wynikiem tego, iż nad wodą jest rzadko. Fakt, że był tu wczoraj, a dziś znów pokonał ten dystans wprawił mnie w osłupienie.

- Idę na swoje miejsce. Tam zejście płaskie, nie to co tu – dodał na odchodne.

Odprowadziłem ich wzrokiem. Kierowali się dokładnie do miejsca, w którym miałem kończyć dzisiejsze wędkowanie. Córka podprowadziła Ojca nad samą wodę, po czym na łące zaczęła zrywać szczaw.
On

Wpatrywałem się teraz w tego Starego Człowieka, który posyłał w nurt Wkry dużego, srebrzystego Morsa. Terkot wiekowego Richel Rexa rozbrzmiewał dookoła, przeplatając się z szumem spadającej ze szpuli dobrej zero-czterdziestki (0,40 mm). Wdrapałem się na górę i podszedłem nieco bliżej.

- Szczawiowa będzie na obiad – zagadnąłem kobietę.

- Tak. Z jajkiem. To ulubiona zupa Tatusia. – odezwała się z życzliwością. – Wie Pan. Tatuś ma 91 lat i nie puszczam Go już samego nad wodę. Przyprowadzam Go na ten zakręt, bo tu są jedyne dwa miejsca z łagodnym dostępem do wody, a jak Pan widzi Tatuś porusza się o kuli.

- Szczerze podziwiam Jego zapał – odrzekłem, kierując wzrok w Jego stronę.

Jakież było moje pragnienie, by ten cętkowany rozbójnik siadł mu na kiju. Niestety.

- Zosia, Zosia – rozległo się wołanie.
- Jestem, jestem. Muszę iść. Do widzenia – kobieta rzuciła mi na pożegnanie.

Stanąłem na „dziadkowym” miejscu. W głowie miałem burzę myśli. Z tego swoistego letargu wyrwało mnie szarpnięcie. Zareagowałem jednak w tępo i szczupak rozpoczął niedługi odjazd. Chwilę zawalczył w leniwym nurcie, po czym dał się podprowadzić pod nogi. Sięgnąłem go i trzymając w dłoni wpatrywałem mu się w oczy. Miał 55cm.
Szczupak...

To może śmieszne, ale po raz pierwszy na mojej wędkarskiej ścieżce zaznałem dziwnego uczucia, że to nie moja ryba, że nie na mojej przynęcie powinna dzisiaj się zapiąć. Przed oczami stanęły mi te kłusownicze gęby, które dla zarobku tych kilkunastu złotych na poczet kolejnej butelki są gotowi obstawić każdą wodę siatkami. Z pamięci wyłoniły się wszystkie artykuły n/t naszego PZW, które tak „trafnie” argumentowały i usprawiedliwiały pseudo „odłowy kontrolne”. Rozmyślałem o całej brudnej części tej pięknej pasji. Byłem oburzony na tych wszystkich ludzi, którzy to piękno „brudzą”. Dziś miałem głęboko gdzieś jeden z punktów regulaminu stworzony chyba tylko po to, by swym archaizmem przypominać epokę, w której został stworzony.

Szybkim krokiem podążyłem w zarośla. Dziadek rzucał pod przeciwległy brzeg, a córka siedząc obok na pniu wpatrywała się w Niego. Podszedłem.

- Oooo. Złowił Pan jednak – zagaił. – Widzi Pan. Ja rzucam i nic. A człowiek już stary Panie, nie wszędzie wejdzie. A tu Panie mało dojść do wody, to i o rybę trudniej. Bobr pokopały nory, rzeka podebrała brzeg. No, ale wszystko się zmienia Panie. Wkra się zmienia, ryby coraz mniej. A człowiek i okupację przeżył i komunistów. Ale nad wodą najprzyjemniej.

- Pan spróbuje na to – rzekłem, podając Dziadkowi żółtego twistera z czerwonym akcentem na 12 gramowj główce. – Naprawdę szczerze Pana podziwiam, że w tak szacownym wieku łowi Pan jeszcze spinningiem. Czy mogę zrobić Panu zdjęcie? – zapytałem.
Stary

Dziadek ochoczo zapozował mi do fotografii, po czym po wymianie uścisków dłoni oddaliłem się w kierunku wsi. Uśmiech sam cisnął się na usta. Moje myśli przepełniała radość. W najdalszy kąt poszły wszelkie problemy, troski czy choćby nawet internetowe dyskusje n/t wędkarstwa, tak bardzo w ostatnim czasie przesiąknięte zaciętością i „jadem”.

SZACUNEK – to słowo, jakie nasuwało mi się samo.


Dźwięczne i jakże zwykłe dziadkowe „do widzenia” brzmiało mi w uszach tym razem z dziwnie inną mocą i innym przekazem. Byłem pod wrażeniem dzisiejszego spotkania, spotkania ze Starym Dobrym Człowiekiem. Jego pogoda ducha, przepleciona z miłością córki do Ojca, nokautowały mnie bez dwóch zdań. Wędkarską pasję, jaką widziałem na tej twarzy chciałbym zapamiętać na długo. Jakże śmieszna była przy tym moja rehabilitacja skrzywionego od pracy za biurkiem kręgosłupa. Dla mnie – wkrzańskiego trapera – pokonywanie za każdym razem kilkukilometrowych wędrówek nadrzecznych było niczym wobec dystansu, jaki musiał nad wodę pokonać On. I do tego ten spinning? Nie żaden stacjonarny spławik, żywcówka czy grunt. Nie, nic z tych rzeczy – spinning w najczystszej postaci !!!

Oddalając się od rzeki przez głowę przemknęła mi myśl. Czy widziałem siebie za 60 bez mała lat.....???

Z wędkarskim pozdrowieniem
Wozik77

PS. Przyjmijmy, że powyższe było tylko wytworem mojej wyobraźni i czystą literacką fikcją...

Wozik77

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (18)

harp, 2012-06-19 21:09:52
Piękne! I dobrze napisane! Dawno temu spotkałem Dziadka Sumowego nad Wisłą. Pewnie Paweł go pamięta. Miał jak się pierwszy raz spotkaliśmy 84 lata. Widywałem go jeszcze wiele lat. Woził rowerem nad Wał Miedzeszyński cały ekwipunek: namiot, czajnik, wodę, młotek do palikowania wędek , trzy potężne kije bambusowe, katuchy z żyłką 1,0mm... Malutki w czapeczce, garniturze w gumofilcach na tle tego mocarnego sprzętu wyglądał niepozornie. Czasem toczył walkę z zaczepami nie mogąc urwać tak grubej żyły. Czasem walczył z sumem.Raz podbierałem mu nawet sumka . Kiedyś stał na opasce ze szczątkami wędki w ręku a jakiś jak się potem okazało przechodzień starał się nurkując wypłoszyć suma z zaczepu. ... Jak jeszcze żyła jego żona wyruszał tylko na trzy dni. gdy został sam czas przestał się liczyć. Łowił aż jedzenie się skończyło.... już dawno nie widziałem palików do wiązania wędek na jego miejscówkach.
morouk, 2012-06-19 22:50:06
Piekna historia ... Wyprawa, która paradoksalnie - zapamietasz do końca życia. Wzruszająca...
waldi-54, 2012-06-20 07:45:02
Piękne to jest Piotruś aż się wzruszyłem (dosłownie). Piękne to co napisałeś, że dla ciebie te kilka, czy kilkanaście kilometrów to nic w porównaniu z tym ile musiał trudu włożyć w ten krótki dystans ten Pan. Piękne jest to, że pomimo swoich 90+ latek, nadal ma taką ochotę na wędkarstwo jak gdyby był o połowę lat młodszy i tylko narzeka, że o kuli ciężko dotrzeć tam gdzie chciałby połowić. Pokazałeś w tym artykule całą pasję do wędkowania, pasję, która tak dla tego Pana, jak i dla ciebie jest częścią i radością dnia codziennego. Jak zawsze pięknie opisana historia, przypomniała mi znany tekst "Stary człowiek i morze" a w tym przypadku Starszy człowiek jak chce to morze.:okok: Brawo Piotruś za tekst i fotki, no i ten portret wiekowego wędkarza, który pomimo swej ułomności związanej z wiekiem może być dla nas wzorem do naśladowania.:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
Paweł, 2012-06-20 07:53:09
Dla nas, sprawnych, doskonale wyekwipowanych ludzi takie spotkania mają ogromną moc… Choć chyba zbyt często gonimy i nie zauważamy tego najpiękniejszego wymiaru wędkarstwa, który każe z taką miłością spoglądać na Rzekę jak ten Dziadek znad Wkry… Piotrze, napisałeś nam tekst, nad którym warto się pochylić i przeczytać go wielokrotnie. Liczę, że w przyszłości i we mnie pozostanie ta miłość do Rzeki, która będzie mnie pchała nad wodę wbrew ułomnościom czy innym przeciwnościom…
atb69, 2012-06-20 13:45:14
Jeden z najlepszych tekstów (artykułów) na tym portalu, gratulacje :oklasky:
morouk, 2012-06-20 14:24:23
Tak sobie pomyślałem, że Dziadek oraz Córka mieliby wspaniały prezent, gdyby mogli przeczytać ten artykuł. Piotr, czytam 2 raz i pewnie za chwilę przeczytam po raz trzeci i kolejny. Napisałeś rzecz, która powinna na stałe zagościć na pierwszej stronie Shrapa.
Szalona, 2012-06-21 14:42:33
Piękne opowiadanie... Także się wzruszyłam. Wędkarstwo to piękna pasja, która potrafi przezwyciężyc wiele. Niestety cos o tym wiem, choć bliżej mi do ćwierćwiecza niż setki... Jak widać, w tym wypaku nawet poważny wiek, jest niczym w porównaniu z radością serca, która rozpiera nas, gdy jesteśmy nad wodą... Panowie i Panie, oby i nam sie tak chciało w tym wieku. Oj, pod dużym wrażeniem tej dojrzałej twórczości jestem, pod dużym...
Wozik77, 2012-06-21 20:34:34
Dziękuję za miłe komentarze. :kwiatek: Tak jak przewija się to w Waszych komentarzach tak i ja byłem pod wrażeniem tego Człowieka. Wiem, że to może nic nadzwyczajnego taka historyjka - zapewne część z nas takie spotkania miała, ale dla mnie była to dawka niesamowitej siły woli i uporu. Czasem zastanawiałem się czy będę miał jeszcze ochotę ot powiedzmy po sześćdziesiątce ganiać ze spinningiem. Dziś wiem, że o ile zdrowie mi dopisze i choroba nie położy, to ochoty na pewno nie zabraknie!. I tego wszystkim nam życzę! :kwadr:
chojny83, 2012-06-21 22:18:08
Świetny tekst! Zazdroszczę spotkania i literackiego kunsztu. Pozdrawiam!
tomek79, 2012-06-22 13:00:06
Świetnie napisane, a dziadek niesamowity, takie spotkania i tacy ludzie zostają w pamięci na lata!
bysior, 2012-06-22 15:09:50
Rewelacyjne opowiadanie Piotruś... znakomicie oddaje kwintesencję pojęcia "wędkarska pasja", bo to już na pewno nie jest zwykłe hobby :mysli: Świetnie oddałeś klimat tego spotkania z tym starym wędkarzem :oklasky: I tak jak powiedziałeś, jeśli dożyjemy takiego wieku pewnie będziemy tacy sami...
Blanek, 2012-06-22 17:42:54
:oklasky::oklasky::oklasky: Wrażliwy z Ciebie człowiek! Dostrzegasz to, co dziś niemodnie zauważać. Gratuluję świetnego tekstu!!!
anguiler, 2012-06-22 17:45:43
Prawdziwe wędkarstwo, jak daleko oderwane od codziennych rozważań o sprzęcie, wycieczkach, zakupach. Czysta metafizyka jakiej ja sam próbuję szukać w wędkarstwie. Czasem spotyka się takich ludzi nad wodą. Na warszawskiej Wiśle nad którą jeszcze można dotrzeć bez samochodu chyba najczęściej. Nie zawsze próbuję zagadywać, ale zawsze się uważnie przyglądam łowieniu, sprzętowi, zachowaniu nad wodą. Fantastyczny tekst, który z przyjemnością dwukrotnie przeczytałem i na pewno do niego jeszcze będę wracał...
wojtek_b, 2012-06-23 13:37:04
Zacnie Piotrze ! Zacnie !:tak:
, 2012-07-24 22:42:55
Gratki :oklasky: Moja historia jest troszkę podobna... Kilka lat temu moją ulubioną miejscówkę nad Wisłą często dzieliłem z bardzo miłym i gadatliwym starszym Panem. Śmiało można rzec, że przy moich (wtedy) 26 latach mógł pewnie być moim pradziadkiem. Przyjeżdzał na rowerze, starym, z pewnościa pamiętającym II wojnę światową. Pierwsze co robił schodząc nad wodę to opasywał się gruym sznurem a jego końcówkę wiązał do pala, który wbijał jakieś 2m od brzegu. Za każdym razem powatrzał: "jestem stary, po 2 zawałach, i chcę być jak by co pochowany a nie skonsumowany". Wędkowanie z nim było więcej niż przyjemnością. Było to spotkanie z historią człowieka i jego wędkarską przygodą. Niestety dziadek przestał się pojawiać na rybach....brzeg mocno podmyło... moja miejscówka przestała być już taka urocza, bez dziadka i z podmytym przegiem to już nie moja....
moczykij, 2012-09-09 10:20:23
Czytałem już kilka razy :okok: Daj nam Panie Borze łowić tyle lat :cwaniak: Miałem przyjemność widywać się z podobnym " Dziadkiem " nad Narwią . W czasach gdy nie miałem bladego pojęcia o C&R :boisie: Widywaliśmy się prawie codziennie . Siedział zawsze z przystaweczko ( na drugiej główce od przegonu )Jak tylko mnie zobaczył odraz pędził się chwalić połowami . Ja prezentowałem swoje mięsiwo . Zawsze była fajeczka , kilka razy płówka :muza: Zmarł na zawał wracając swoim rowerkiem z nad wody ... Był jedyną osobo " obcą " u której byłem na pogrzebie . Jeszcze kilka lat po jego śmierci łapałem się na tym że zaraz pochwalę się Heńkowi ładnym rybem :bezradny: Jak mógł bym wybrać rodzaj śmierci :krzyk: chciał bym taką jako miał Pan Heniek . Wracając po udanym połowie z najpiękniejszej rzeki świata ...
Wozik77, 2013-07-09 21:24:45
Dobrze, że na głównej stronie losowo pojawiają się zajawki do starszych tekstów. Można do nich wrócić, sobie o nich przypomnieć. Ciekaw jestem i mam taką nadzieję, że On nadal przychodzi nad Wkrę...
seb603, 2013-07-09 23:28:53
Wszyscy mamy taką nadzieję... Ja niestety nie miałem okazji poznać jednego ze swoich dziadków (zapalonego wędkarza), a podobno sandacze łapał co nie miara :bezradny: Pozdrawiam i życzę Wszystkim zdrowia...