Drwęca - spotkanie drugie

Bizonik 2012-01-21 Wyprawy wędkarskie

...
Jak przystało na Drakersów na drugi wyjazd nad Drwęcę nie musiałem czekać długo. We środę Hairy dzwoni do mnie z pytaniem czy jedziemy. W słuchawce krótkie info że muszę negocjować z żoną, ale na 99% jestem na tak. Podczas rozmowy dowiaduję się, że wstępnie jedzie jeszcze Paweł. Szybkie negocjacje z Magdą i mam zielone światło na wyjazd nad ryby. Ta kobieta jednak rozumie swojego świrusa. Telefon do Pawła i po krótkiej aczkolwiek burzliwej rozmowie wiem, że jedziemy już we trzech. Zostało jeszcze jedno miejsce w samochodzie i wszyscy marudzą, że czasu brak. Szybki telefon do Łysego i Piotruś już gotowy na wyjazd.

Także skład w komplecie. Hairy jako kierowca, Bizonik pilot-nawigator, Paweł jako wędkarz gawędziarz i Łysy jako spiderman. Ruszamy w sobotę o 4-tej rano z Wiatracznej. Wesoły octaviobus wraz z 4xP mknie czarno białą szosą w kierunku Lubicza. Czemu tam, no jak to czemu, tylko tam byliśmy, tylko tę wodę widzieliśmy i tylko tam chcemy. Zeszłym razem Paweł miał tam trotkę na kiju i jedzie wyrównać rachunki z tym salmonem. Pogoda nas nie rozpieszcza, śnieg pada coraz mocniej. W wybrane miejsce docieramy po godzinie 7-ej.


Szybkie przygotowanie? Nie tym razem. Teraz powoli z pełną gracją ubieramy się w stroje obrzędowe. Niektórzy maja jakąś dziwną technikę, ale cóż, tak widocznie lubią. Brrr zimno, minus 1 na termometrze. Przed 8 jesteśmy gotowi do stoczenia walki z rybą życia. Zaopatrzeni w kanapki, termosy, podbieraki, plecaki, wędki, no i oczywiście aparaty foto - ruszamy.
Ups, już poszli??

Drakersi

Nie, chwila, najpierw pamiątkowa fotka, tym razem przed rybami. No i czas na ryby, a może po ryby, zobaczymy, czas pokaże. Łysy zostaje pod mostem a trzech dzielnych Drakersów idzie w górę rzeki, Przedzierają się przez gęste chaszcze, którymi Drwęca odgradza się od ciekawskich. I dotarli, stają obok siebie, ale każdy z osobna. Wspólnie wędkują, ale jednak w samotności.

I tak gubię towarzyszy z oczu. Schodzę nad brzeg rzeki, która zauroczyła mnie ostatnim razem. Woda ciut wyższa i lekko trącona. Składam wędkę i zaczynam obławianie co fajniejszych miejscówek. Pogoda ponownie robi nam psikusa, zaczyna wychodzić słonko.

Wraz z pierwszymi promieniami słońca odzywają się ptaki.

Ależ tu jest pięknie, cisza i spokój. Cóż więcej trzeba, aby wędkarzowi było dobrze. Jak to co - ryby, ryby trzeba. No tak, ale czy ona jest potrzebna żeby przeżyć te wspaniałe chwile nad wodą?

A to zaraz się wyjaśni. Mijam chłopaków i schodzę niżej, po drodze spotykam miejscowego wędkarza. Rozmawiamy chwilę o rybkach i okazuje się, że parę dni temu padły dwie trotki i pstrąg. No to jest nadzieja na jakiegoś fisha. Żegnamy się życząc sobie połamania kija i rozchodzimy się w przeciwnych kierunkach.

Schodzę jeszcze kawałek i docieram do prostki, miejsce wygląda zachęcająco. Oddaję kilka rzutów, aby wysondować dno – jest czysto z kilkoma kamieniami na dnie. Zakładam swojego ulubionego woblerka i zaczynam obławiać wodę. Nic, totalna cisza.
Śniadanko

Czas chyba na lekki odpoczynek. Siadam biorę termos i kanapki i rozmyślam. Kombinuję, czym by tu tę rybę zwabić, czym ją tu skusić. Wybór pada na wahadełko Dragona srebrno złote. Oddaję kilka rzutów, ale dalej cisza. Idę dalej, po drodze oglądam siedzącego na drzewie dzięcioła pstrego. Skubany chyba wiedział, że chce mu zdjęcie zrobić, bo idealnie kamuflował się za gałązkami drzewa. Cóż, jak nie to nie, może innym razem. Schodzę na następne miejsce, oj nie będzie łatwo, ścieżka wyślizgana przez bobry.

Jakoś daję radę i docieram nad wodę. Ale lipa, nie ma gdzie położyć torby, wszędzie woda. Znajduję kępkę trawy, odkładam torbę z podbierakiem. I zaczynam obławiać wodę. Ale fajne dno, blacha co chwilę uderza w jakaś przeszkodę. Puka o dno jak dzięcioł w drzewo. Ponowny rzut pod przeciwległy brzeg. Zamykam ręką kabłąk bojąc się stukotem zamykania spłoszyć ryby. Blacha schodzi wachlarzem. Napięta plecionka przekazuje każdy ruch przynęty. Nagle dziwne zachowanie, blacha nie pracuje i wtem jak nie walnie - jak nie huknie!!! Poczułem się jak bym dostał z otwartej ręki w twarz. Zacinam. Wędka wygina się w pałąk. I.. i nic. Podnoszę wędkę wyżej i odjazd z kołowrotka. Wrrrr, warczy hamulec dragonowskiego młynka. Wrrr, ponowny odjazd. Ciągle jest. Wędka wygięta w piękną parabolę amortyzuje ruchy przeciwnika. Serce bije jak oszalałe, litry adrenaliny krążą już we krwi. Już w myślach widzę srebrem lśniącą trotkę. Już szukam miejsca aby spokojnie wyholować rybę na brzeg. Podbierak oczywiście przypięty do torby leży kilka kroków za plecami. Dobrze że brzeg jest płaski, dam radę. Ponowne wrrrr z kołowrotka i nagle... luz. Kurde, co jest. Jak to się mogło stać. Stoję chwilę i nie wierzę. Jak to, czemu tak, co się stało... Analizuję cały hol, nie, nie było błędu, a może jednak. Zastanawiam się czy mocno zaciąłem. Jestem pewien, że tak. Solidnie dałem rybie w pysk.

Nic tam, trudno, będzie następna. A może następny. Dzwonię do Pawła pochwalić się kontaktem z rybą. Szybko zdaję relację, a Paweł się mnie pyta. – No i co masz? Jesteś w stanie odróżnić czy to trotka czy łosoś? Szybko tłumaczę, że ryby nawet nie widziałem. I słyszę w słuchawce jęk zawodu. Paweł informuje mnie, że również miał delikatne przytrzymanie, króciutki odjazd i ryba spada. Ale dzień ledwo jest godzina 11, a my mamy już dwa kontakty z salmonami.

Jak trochę ochłonąłem zaczynam ponownie obławiać miejsce w którym było branie. Centymetr po centymetrze przeczesuję wodę, ale już bez kontaktu z rybą. Idę dalej, po drodze dzwonię do chłopaków do Warszawy i zdaję szybką relację z ekspresowego holu. Docieram do miejsca, gdzie ostatnio Wojtek miał wyjście ryby do przynęty. Tym razem nie ma tu nic.

Następne obiecujące miejsce, ale najpierw chwila na odpoczynek. Siadam wygodnie na śniegu. Gorącą herbata oraz kanapki przywracają mi siły.
Herbatka nad Drwęcą

Ponownie kilka rzutów, ale chyba mam dosyć. Robię dłuższy odpoczynek.
Leń

W momencie kiedy siadam dochodzi do mnie Paweł.

Pijemy herbatkę i rozmawiamy o rybkach. Fajny naprawdę fajny dziś dzień. Rzucamy jeszcze chwilę i postanawiamy przenieść sie za most. Tam urzędują teraz dwa Piotry. Dzwoni Hairy. – Była skubana!! – sapie do słuchawki. – Ale wariat. Prawie krzyczy do telefonu. Przyspieszamy kroku i po chwili Piotrek dzieli się opowieścią o potworze z Drwęcy. W skupieniu słuchamy opowieści.

Rzuciłem pod drugi brzeg. Obrotówka schodziła wachlarzem ku środkowi rzeki, gdy nagle wędka zaczyna się wyginać. Zacinam i odjazd. Ryba siada na dnie. Próbuję ja podnieść, rusza nagle, robi szybki zwrot i już czuję prace wirówki. Spadła, skubana spadła!!!

Rozmawiamy jeszcze chwilę o rybce i postanawiamy wrócić wspólnie w to miejsce. Pawłowi się ten pomysł podoba bo jeszcze nie widział tej wody. Chwilę później docieramy do ostrego zakrętu i schodzimy w dół. Nieopodal łowi Łysy. Wykonujemy kilka rzutów, ale chyba już wszyscy mamy dosyć. Dołącza do nas Piotr i chwilę potem przychodzi miejscowy wędkarz. Opowiada nam o rybach jakie tu łowi. Pokazuje własnej roboty blaszki. Mój wzrok przyciąga jego sprzęt. Stary damowski spinning i do tego wysłużony, lecz zawsze niezawodny kołowrotek ABU C4. Zachwycam się tym historycznym młynkiem. Rozmawiamy jeszcze chwilę i postanawiamy wracać. Czas na ognisko i kiełbaski. Po drodze do samochodu zbieramy trochę kory z brzozy i igliwia sosny, żeby łatwiej było rozpalić ognisko. Parę minut szybkiego marszu i jesteśmy na miejscu. Szybciutko organizujemy drewno na ognisko. Łysy roznieca ogień i już za moment jest na czym upiec kiełbaski.
Ognisko

Przy ognisku miło płynie czas, wspominamy piękne hole medalowych ryb. Jeszcze kilka fotek i czas sie zbierać.


Jak ja nie lubię pakowania. Jakoś sprawnie nam to dziś idzie. Octavia hairego zapakowana po brzegi stoi gotowa do drogi powrotnej. Jeszcze ostatnie zerknięcie na Drwęcę i obietnica szybkiego powrotu.

Pakujemy się do środka, trzaskamy drzwiami i zmykamy do domu. No i nadszedł czas podsumowania...
Po walce z krolową Drwęcy

Nad wodą od godziny 8-ej do prawie 14-tej. Kilka urwanych przynęt. Jakieś wyprostowane kotwice. Pół karty zdjęć. No i ryby, hm, niestety ryb brak, ale były 3 kontakty i to solidne kontakty. Niezapomniane hole podnoszące poziom adrenaliny we krwi. Ale właśnie dla takich emocji jeździmy na ryby. Dlatego każdy wyjazd jest inny, niepowtarzalny. I patrząc na dzisiejszy dzień i zadowolone miny myśliwych, tropicieli - ryby są tylko dodatkiem, tą malutką kropeczką nad i.

Także z mojej strony Wodom Cześć i do zobaczenia niedługo.

A o moim pierwszym spotkaniu z Drwęcą można przeczytać tu:
http://blog.aquamagic.nazwa.pl/2012/01/19/drweca-spotkanie-pierwsze/

Bizonik

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (14)

wojtek_b, 2012-01-21 21:03:59
Gdyby nie sesja... Ale co tu gdybać-kolejny wypad, kolejne emocje. Na Drwęcy part III mnie nie zabraknie. Pozdrawiam:okok:
moczykij, 2012-01-21 21:19:57
Kapitalnie spędzony dzień :okok: nad wodą w doborowym towarzystwie ... :aparat: klasa
krzyko, 2012-01-21 21:34:17
Kurczę jak ja żałuję że się z Wami nie zabrałem, ale mam nadzieję że w przyszłym tygodniu uda się zmontować jakiś skład.Może i mnie będzie dane poczuć choć przez chwilę rybkę w czarne kropki.Fajny wypad chłopaki :okok:
andrew, 2012-01-21 21:58:39
Bylo blisko. Nastepnym razem je dostaniemy.
harp, 2012-01-22 00:04:19
Czy ten wędkarz z blaszkami to nie miał kija długości 330cm? I był znanym producentem wahadeł?
janek kos, 2012-01-22 09:46:06
Gratualcja!Piękna wyprawa i jakież emocje! Harp, Paweł łowi najczęściej kijem Abu Boron choc nie znam jego całego arsenału...
Paweł, 2012-01-22 11:06:56
Moja druga wyprawa nad Drwęcę. Drugi raz nie złapałem ryby. Ale bardzo dobrze rozumiem wędkarza, który 2 tygodnie temu powiedział, że pierwszą rybę złapał za, bodajże, 26-tym razem!!! I tak się uważam za szczęściarza, bo na dwa moje wyjścia nad Drwęcę przypadają dwa wyjścia ryby do przynęty:hura: Tym razem to nie były takie emocje jak dwa tygodnie temu. Po prostu pracujący w miejscu wobler nagle "zgasł", nastąpiło leciutkie przytrzymanie, ja zaciąłem, ryba dwa razy wygięła szczytówkę i spadła. Jej prawo I myślę, że to nie najgorzej - na czterech wędkarzy trzech miało coś na kiju...:zacieszacz: Chłopaki dziękuję za ten dzień... Będziemy powtarzać, to jasne:hura:!!!
Wozik77, 2012-01-22 11:24:59
Pawełku. Pięknie, emocjonalnie zrelacjonowałeś nam tę przygodę. Super się czytało :oklasky:. Widzę, że jesteście coraz bliżej upragnionego celu, choć juz same emocje związane z krótki holami są mega zastrzykiem wędkarskiej adrenaliny :oklasky: Coś czuję, że następnym razem będzie fotka z rybą i to nie byle podrostkiem ale naprawdę godnym przeciwnikiem :kwadr: Tego życzę ! :okok:
waldi-54, 2012-01-22 12:00:43
Pięknie, moje gratulacje, na czterech wędkarzy, trzech miało konkretny kontakt z rybą, tylko pogratulować.:okok::oklasky::oklasky::oklasky: Życzę kolejnych udanych wypraw w tak doborowym towarzystwie, ale już z fotką ryby godnych rozmiarów.:aparat::muza::tak: pozdrawiam waldi-54:papa2:
kojoto, 2012-01-22 18:37:44
Ehhhh świetna wyprawa Tylko dlaczego te "niedobre" ryby spadają?? Cholerka a mogło być jeszcze piękniej Gratki emocji i super wypadu Oby takich więcej :oklasky::oklasky::oklasky:
domin, 2012-01-22 19:16:30
Chłopaki, ciągnie Was nad tą rzekę ... :okok: Czytając tekst i opisy holi też skoczyła mi adrenalina :haha: Szkoda, że rybki spadły ale macie nadal poważny pretekst aby tam wrócić. Rewanż musi być! Następnym razem już się uda :okok: Ryba będzie w podbieraku :zacieszacz:
galieni, 2012-01-24 20:44:52
super chłopaki następnym razem będzie lepiej
Kaz, 2012-01-28 12:49:59
Już poraz drugi wspaniała ekipa zagościła nad wodami jakże też wspaniałej rzeki jaką jest Drwęnca.Jest coraz lepiej- tym razem jest kontak i to wiele razy , następnym może już wrócicie w glorii chwały na tarczy.Jak czytam Pawełku to i jest czas na wspaniałe podziwianie przyrody choć jest teraz w objęciach zimy to i tak wspaniale jest popatrzec na jej uroki jakie możemy zobaczyć nad wodą i czas refleksji nad wszystkimi sprawami które nas w tej chwili dotykają .Wspaniale koledzy tak trzymać :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Bizonik, 2012-01-28 22:20:55
Tak to prawda te rzeka wciąga. Czuje się nad jak bym dopiero zaczynał przygodę z wędkarstwem. I to mi się podoba czuje się o 30 lat młodszy jadać nad ta wodę.