Daiwa Infinity Q Gumfish 30-60g

bysior 2010-07-09 Testy sprzętu

...
Wędka, którą dostałem do testów miała być według zapewnień, perełką na jesienne sandacze. Ciężar wyrzutu od 30 do 60 gram, solidny dolnik, mocny blank. Czy wędka spełniła wymagania jesiennego połowu smoków na średniej, nizinnej rzece? Czy może nie sprostała testom i jej przeznaczenia trzeba szukać gdzie indziej?



Wędka Daiwa Infinity Q Gumfish od pierwszego spotkania zachwyciła mnie wyglądem. Piękny, dwuczęściowy pokrowiec! Prawie aksamitny! Precyzyjne wykonanie wszystkich szczegółów, dolnik i top połączony spigotem (łączenie nasadowe), wzmacniane potrójne stopki przelotek, uchwyt do przynęt, solidny uchwyt kołowrotka Fuji, piękny jednolity korek rodem z Hiszpani (pochodzenia korka tak naprawdę nie znam) zakończony metalowym pierścieniem z logo Daiwa. Na pierwszy rzut oka - cudo!

Pierwsze testy w domu, polegające na porównaniu wyważenia kija przy różnych modelach kołowrotków pokazały, że wędka najlepiej ładuje się, choć w tym momencie nie jest to zbyt trafne określenie, przy troszkę cięższych kołowrotkach - według mnie idealnie pasują do niej modele o wadze około 350-400g. Przy tym ciężarze zawieszonym do uchwytu Fuji wędka sprawiała najlepsze właściwości ruchu po łuku - co potwierdziły późniejsze próby rzutowe przeprowadzane nad wodą. Natomiast jeśli chodzi o szybkość, co do której zawsze mam najwięcej chyba uwag, ta wydała się trochę przesadzona przez producenta. Wcale nie jest tak szybka, jak Daiwa podaje w opisach. Jest dość sztywna, ale nie jest przesadnie szybka. I to można zauważyć po machaniu wędką na sucho w domu czy w sklepie wędkarskim. Każdy z nas lubi również inną akcję kija. Tak samo ryby - jedne lubią akcję paraboliczną, drugie semi-paraboliczną a jeszcze inne szczytową. Akcję tej wędki w warunkach domowych określiłbym jako semi-paraboliczną. Po kilkudziesięciu godzinach użytkowaniu tego kija nad wodą mogę śmiało powiedzieć, że nie pomyliłem się ani odrobinę. Ta wiedza na temat szybkości i akcji kija jest bardzo ważna.

Wędkę uzbroiłem w kołowrotek Daiwa Procaster 3500, 20 funtową plecionkę i z takim zestawem ruszyłem nad wodę.

Pierwsze testy przypadły na koniec września i Narew na wysokości Pułtuska.




Przyszedł czas na łowienie z lądu. Długość wędki jest dla mnie idealna, ba! W niektórych sytuacjach wręcz za krótka ale to jest nieuniknione nad wodą. Teraz nadszedł czas na nieuniknioną dygresję. Dolnik jest długi, sięga poza łokieć co jest dla mnie niebywałym atutem z różnych powodów. Ułatwia podebranie ryby "przedłużając" wędkę, gdy źle odmierzymy długość plecionki w ostatniej fazie holu. Ułatwia hol większych ryb, ułatwia dalsze rzuty, ułatwia walkę z podwodnymi zawadami. Tak, tak, wiem. Nie wszyscy go lubią. Ale ja tak i trzymam się tego od długiego już czasu, że dłuższy dolnik jest tylko i wyłącznie zaletą a nie utrudnieniem dla wędkarza.



Dolnik i prezentacje wędki na zatopionej kamiennej rafie

Na miejsca ekstremalne, mające służyć do najlepszego przetestowania tej wędki na rzece przy łowieniu z lądu wybrałem dwie miejscówki. Pierwsza to zatopiona główka z bardzo silnym prądem na końcu opaski, z głębokim na około 6 metrów dołem i zatopionymi drzewami przy brzegu. Wędka spisała się świetnie i pozwoliła na naprawdę dokładne obłowienie tego miejsca, czego nie byłbym w stanie zrobić każdą wędką - uwierzcie - łowiłem w tym miejscu wiele razy i conajmniej 7 spinningami! Dwa półmetrowe szczupaki wylądowały z wody w ekspresowym tempie. Wróciłem tam jeszcze po zmroku, żeby spróbować poczuć kij tylko zmysłami dotyku i wyobraźni. Zdał egzamin również w tej sytuacji, choć w tym wypadku mógłby być troszeczkę szybszy - co pozwoliłoby lepiej czuć łowisko.

Kolejne wybrane miejsce przeze mnie miejsce to opaska, gdzie nurt nagle przyspiesza kilkakrotnie. Nie łowiło się tam lekko - duża, 5,5 metrowa głębokość, duży napór mas wody na plecionkę, ostre kamienie na dnie, waga przynęty mocno zawyżona aby obłowić rów szeroki na niecałe 4 metry. Łowiło się dobrze, ale nie rewelacyjnie. Tutaj nie trafiłem na dobre warunki pogodowe, gdyż silny wiatr nie pozwalał na dokładny test wędki. Ale uważam, że egzamin zdała rewelacyjnie bo... Bo pozwoliła na łowienie w tym miejscu przez ponad dwie godziny - co uważam za naprawdę pełen sukces.



Następnie przyszedł czas na łowienie z pychówki. Wędkowałem z łodzi, co ma duże znaczenie jeśli chodzi o komfort łowienia jakąkolwiek wędką. Woda była jeszcze niska, uciąg standardowy, trochę większy od letniego tak więc stosowane przynęty były lekkie. Rippery z miękkiej gumy połączone z główkami od 10 do 20 gram oraz 12 centymetrowe, 20 gramowe woblery. Przy plecionce dwudziesto funtowej połączonej z przynętami z dolnej półki wagowej rzuty były bardzo mizerne - kij nie czuł tej wagi - więc nie mógł się przy niej odpowiednio naładować. Muszę dodać, że po kilku godzinach łowienia i zmieniania miesc, urwał się zaczep do przynęt. Przy tej klasie wędki nie powinno to się stać, jednak odwiedzając firmę Daiwa na ich dniach otwartych, dowiedziałem się, że to fabryczna wada tego kija i w przyszłych modelach zaczep będzie całkowicie wyeliminowany z budowy tych wędek. Jeśli chodzi o prowadzenie takich przynęt w nurcie, dokładniej rzecz biorąc równolegle do nurtu - jest to możliwe i to dość precyzyjnie. Aczkolwiek jedynie w dzień, ponieważ bez dokładnej obserwacji szczytówki nie będziemy w stanie dokładnie poprowadzić naszego wabika w toni. Kolejnym minusem stosowania zbyt lekkich przynęt jest powstawanie drobnego luzu na plecionce, podwodnego balona - co w połączeniu z uderzeniem w przynętę sandacza - nie dawało żadnych szans na zacięcie - branie było sygnalizowane z opóźnieniem i nie przygotowana na nie szczytówka wędki wręcz "odbijała" rybę. Nie stanowiło to jednak przeszkody przy agresywnych i łapczywych atakach małych - 50 centymetrowych szczupaków.



Nocne łowienie z łodzi w tych warunkach było doskonałe jeśli chodzi o komfort acz - pod jednym warunkiem - trzeba znaleźć minimum wagowe dla tej wędki jeśli chodzi o przynętę. Tym minimum było 12 gram obciążenia plus guma - z łódki dało się precyzyjnie poprowadzić przynętę. Jeśli zamienimy główkę na 15 gramową - możemy łowić z opaską na oczach - wędka przekazuje wszystko doskonale i nie ma potrzeby obserwacji szczytówki. Woblerami nie musimy się przejmować, nawet te lekki, które czasami trzeba spuścić z prądem rzeki, czuć na kiju doskonale - każdy ruch, każde kolebnięcie, każde uderzenie sterem o kamienień czy zaczepienie kotwicą o płynący w toni liść jest doskonale wyczuwalne.

W nocy, łowiąc z łódki złowiłem na Daiwę kilkanaście sandaczy, niestety nie dane mi było złowić ryby którą można by się pochwalić, żadna nie przekroczyła 55 centymetrów. Jednak bez większych problemów zaciąłem nią prawie wszystkie delikatne puknięcia - puste obarczam winą własną nieuwagę! Co ciekawe bardzo dobrze było widać momenty, w których sandacz próbował ogłoszyć moją "rybkę" przez przygniecenie brzuchem, a nawet uderzeniem ogona!

Przyszedł również czas na wody stojące, wędka pojechała ze mną nad Zalew Zegrzyński. Wraz z kolegą Tomem76 ze Shrap-Drakers.pl próbowaliśmy złapać jakiegoś sandacza poźnym listopadem. Dla mnie był to pierwszy raz kiedy łowiłem nad Zegrzem, notabene na pewno pojawię się ponownie w Kole 13 w przyszłym sezonie, a by potwórnie wypożyczyć tam łódkę! Wracając do meritum, w związku z tym, że nie znalismy miejsc łowiliśmy tam gdzie wszyscy - w dołach w okolicach mostu w Zegrzu.



Na wodzie stojącej, z minimalnym uciągiem w korycie nie jest koniecznym stosowanie ciężkich przynęt. Lekkie przynęty nie wchodzą w grę ze względu na to, że nie można nimi rzucić na satysfakcjonującą odległość. Dopasowanie odpowiedniego ciężaru do wyrzutu wędki dało możliwość dość dobrego obłowienia dołów i kantów.



Wędka sprawowała się świetnie, nie miałem jej nic do zarzucenia. Każdy kant, każda mniejsza górka i dołek, każda biała ryba która otarła się o plecionkę nie pozostała nie zauważona na szczytówce i w moim ręku.



Ostatnim testem i moim największym zaskoczeniem było łowienie przez miesiąc na grudniowej Narwi. Woda przybrała, nurt zwiększył się jak przystało na koniec roku. Wędka pokazała co potrafi, kiedy na koniec agrafki założyłem głowkę Mustada Big Game na haku 10/0 o wadze 35 gram nadzianą na duże kopyto. Wtedy okazało się, że nagle dostała niesamowitego POWERA!



Nie straszny był wiatr, nie straszny był opór powietrza. Poczułem że mam w ręku prawdziwą armatę! Pięknie prowadziło się przynętę w nurcie, każdy kamień, każdy kamyk, każde przejście struktór dna było wyczuwalne jak na dłoni. Rewelacja! Niestety nie mogę tego poprzeć żadnymi rybami, gdyż ostatnia padła na Zegrzu i już do końca roku pozostałem o kiju. Brań miałem kilkanaście jednak były nie do zacięcia - wyciągałem jedynie ściągniete gumy ze śladami zębów. Potem Narew zamarzła aż do następnego sezonu...



Podsumowując całość tego długiego testu, uważam że wędka jest naprawdę świetna!



Jest czuła, w miarę, podkreślam w miarę szybka, świetnie wykończona, jest dobrze wyważona co daje wielką ulgę wszystkim stawom, zaczynając od statów nadgarstka kończąc na obręczy barkowej! Na tą wędkę przesiadłem się z innego kija Daiwy z nieco niższej pólki, więc narzuca się samoczynny stronnicyzm. Jednak przez okres, w którym miałem przyjemność łowić tą wędką, naprawdę mogę ją obiektywnie ocenić. Wiem że ten kij pójdzie pod młotek, szkoda bo nie chciałbym tego szczerze, ale sam zgodziłem się na reguły gry tego Teamu. Ta wędka była ze mną nad Narwią, pływała drewnianą pychówką w nocy i o świcie, była kilka razy na Zegrzu, poczuła na swoim blanku kilka szczupaków i sandaczy. Pokazała kilkadziesiąt nie zaciętych brań, pokazała też wiele struktór dna o których wcześniej nie wiedziałem. Pozatym poczułem, że jest "moja" Dlatego też, Nabywcę tego kija proszę o kontakt, dostanie ode mnie rodowód tej wędki potwierdzony pieczątką portalu Shrap-Drakers.pl! Ale jednocześnie, chciałbym poznać dalsze losy tego kija...

zdj. Edyta Kondrat, Paweł Byszewski, Tomek Winnicki, Tomek Byszewski

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (2)

adam-z82, 2011-01-30 09:54:48
Osobiście kupiłem kijek tej serii. Model 3-18g 3m na przecenie prawie za pół ceny. Nie miała zaczepu do przynęt! Wędka kleniowo-jaziowa. Lekki uniwersał rzeczny. Łowie nią 3 sezony i jestem bardzo zadowolony :ROTFL: :ROTFL: Złowiłem na nią moje 3 życiówki: kleń 56cm, jazia 51 cm i sandacza 84. Z tym sandałem to niesamowita przygoda! Ale do sedna, wracając. W tamtym roku miałem zamiar kupić kij do 60g, typowy trociowiec. Wszystkie znaki na ziemi i niebie mówiły że to będzie "Daiwa Infinitty Q 30-60g 3m". Jednak wybór padł na Schimano Technium DF do 50g 3m. Rewelacja :oklasky: Pozdrawiam.
adam-z82, 2011-02-23 21:03:41
Shimano.Shimano.Shimano.I tak 100razy!!!Jak krew w piach,"dyslektyk"a do tego jeszcze "pozer":haha::D:haha::DApropo,świetny opis:okok:Pozdro!