Czy zniknie Carskiej Drogi czar.....?

Wozik77 2013-11-20 Obok wędkarstwa

...
Być może treść tego artykułu większości z Was wyda się dziwna, a wręcz niezrozumiała jak na portal stricte wędkarski, jednakże podejrzewam, że dla wielu z Was dobro szeroko pojmowanej Przyrody Polskiej leży gdzieś na sercu i po głębszym zastanowieniu się, zrozumiecie, dlaczego czuję się w obowiązku temat ten poruszyć.

Od kilku tygodni, w mediach lokalnych podlasia (ale i ogólnopolskich) można usłyszeć o „konflikcie” na linii ekolodzy, miłośnicy przyrody, a lokalna społeczność powiatu Mońki. W dwóch słowach spór ten dotyczy remontu pewnej drogi powiatowej – zwanej Carską Drogą.

Gdzie to jest?


Sprawa dotyczy Podlasia, rejonów za Łomżą, powiat Moniecki. Carska, nazwę swą zawdzięcza historii, kiedy to na rozkaz cara Mikołaja została zbudowana wzdłuż lewego brzegu Biebrzy jako militarnie ważny obiekt prowadzący do Twierdzy Osowiec. Budowa – jak na tamte czasy była sporym przedsięwzięciem technicznym, gdyż jej lokalizacja przebiegała przez tereny mocno podmokłe. W podłoże wbito tysiące pali pomiędzy którymi układana była faszyna, na którą następnie nasypywano gruz oraz podłoże zewnętrzne - kamienne. Obecnie jest to ponad 30 kilometrowy odcinek asfaltowej drogi łączącej Strękową Górę z miejscowością Osowiec. Droga przebiega niemal w całości przez dolny-południowy basen doliny Biebrzy – przez tereny bagienne o unikatowych w skali Europy walorach. Walory te jako szczególne już dawno zostały uznane na arenie międzynarodowej, dlatego tereny te zostały włączone w poczet obszarów szczególnie chronionych - Natura 2000 („Ostoja Biebrzańska” czy „Dolina Biebrzy”).

Jest to także obszar Biebrzańskiego Parku Narodowego – głównej ostoi najwikszego naszego ssaka kopytnego - łosia. Niemal cały fragment Carskiej Drogi to teren w pełni nie zamieszkały (nie zamieszkały zarówno przy samej bliskości drogi, jak i kilka km po jej bokach). Poza kilku kilometrowym, południowym odcinkiem od strony Narwi, cały środkowy i północny jej fragment to siedliska leśne, od podmokłych olsów do suchych lasów iglastych.. Na w/w odcinku znajduje się tylko 5 niewielkich i mocno wyludnionych już miejscowości: Olszowa Droga, Budy, Dobarz, Gugny, Stójka. Na stałe zamieszkuje te miejscowości około 50 osób, które korzystają z drogi jako szlaku komunikacyjnego. Do Gugien (4 małe gospodarstwa i stacja badawcza PAN-u) i Stójki (3 małe gospodarstwa) można dojechać od strony wschodniej także asfaltową drogą, w taki sposób, który niemal nie każe nam poruszać się Carskim Traktem. Jedynie miejscowości Dobarz, Olszowa Droga i Budy są skazane na carski szlak. W Budach obecnie mieszka tylko jeden mieszkaniec, natomiast miejscowość Dobarz posiada jedno gospodarstwo rolne i duży pensjonat dość prężnie egzystujący dzięki turystyce biebrzańskiej. Ostatnia osada Olszowa Droga to znów 3-4 gospodarstwa i to usytuowane najbliżej Osowca – w części drogi, gdzie problem nie jest tak poważny.

Taka jest skala zaludnienia bliskiego sąsiedztwa Carskiej Drogi.

O co więc chodzi?



Na pierwszy rzut oka niby nic szczególnego, ale... Carska Droga jest ciągiem komunikacyjnym unikatowym pod jednym pewnym względem. Mianowicie migracja zwierząt (głównie wiosenna i jesienna), jaka występuje na tych terenach (w poprzek drogi), jest bodaj największa w skali naszego kraju. Prowadzone w 2012 roku badania na „zaobrączkowanych” łosiach (rodzaj specjalnej obroży z nadajnikiem) wykazały, że w ciągu tylko jednego roku zwierzęta te przekraczają wspomnianą drogę kilkadziesiąt tysięcy razy !!! Jest to wynikiem jej położenia, a to dlatego, że patrząc w stronę północną lewa strona drogi to tereny doliny biebrzańskiej – duże otwarte przestrzenie, mocno podmokłe, będące od wiosny do jesieni żerowiskiem dla tych zwierząt, natomiast prawa strona drogi to znów tereny lesiste – w głównej mierze lasy iglaste, czyli obszar, gdzie łosie przebywają zimą, nie mogąc znaleźć wystarczającej ilości pożywienia na terenach łąkowych. Jeśli ktoś zapytałby mnie gdzie w Polsce może spotkać łosia poleciłbym mu właśnie, aby przejechał się Carską Drogą. To niemal 100% pewność, że to piękne zwierze będzie mógł tam zobaczyć. Dla wprawnych oczu wypatrzenie kilku osobników podczas jednego tylko przejazdu nie jest wcale czymś wyjątkowym.

Jak zauważyliście powyżej, napisałem – 30 kilometrowy odcinek drogi asfaltowej... Muszę przyznać racje i jasno powiedzieć, że z asfaltem ta nawierzchnia od dłuższego już czasu ma niewiele wspólnego. Ser szwajcarski z dziurami jest przy Carskiej Drodze gładki niczym lustro. Dziury i wyrwane płaty kamiennego asfaltu sięgają głębokości pół metra. Nie są to sporadyczne przypadki. W kulminacyjnej – środkowej części carskiej, na każdym 100 metrowym odcinku dziur takich jest kilkanaście/kilkadziesiąt. Do tego dochodzą ubytki na skraju, mniejsze i większe przełomy powodowane przez korzenie czy wysadzanie do góry przez lód. Raz na jakiś czas podejmowane są próby wypełnienia dziur masą asfaltową, lecz już kilka tygodni po ustaniu zimy, topniejący śnieg odsłania nowe pułapki.

Prędkości na tej drodze są niewielkie, a nie brakuje odcinków, na których jazda pow 10-15 km/h grozi poważnym uszkodzeniem zawieszenia. Do tego musimy nieźle nakręcić się kierownicą omijając to i owo, zmieniając co i raz stronę jezdni z prawej na lewą.

Wszystko to zapewne powoduje, że ruch na Carskiej drodze jest znikomy. Choć skrót ten byłby kąskiem dla ruchu tranzytowego jak i zwykłego osobowego w kierunku północnym (jest to bowiem spore ułatwienie dla osób jadących w kierunku Augustowa), do tej pory kierowcy niechętnie z tej drogi korzystają, co niewątpliwie ma pozytywny wpływ na okoliczną przyrodę. Ten fakt jednak nie do końca pokrywa się z głosem lokalnej społeczności, która domaga się od władz powiatu remontu drogi, tak, aby w cywilizowany sposób mogła z niej korzystać.

I tu powstaje konflikt w postrzeganiu wszystkich tych aspektów.

Starostwo powiatu monieckiego dotychczas ograniczało swoje działania do doraźnych, niewielkich prac naprawczych. Efekty tego były słabe, ale z takiego stanu rzeczy korzystała na pewno przyroda. Głównymi użytkownikami drogi byli świadomi stanu rzeczy turyści, którzy niemal godzili się i akceptowali takie warunki. Do zdarzeń kolizyjnych z łosiami, jeleniami, sarnami czy zwierzyną drobniejszą dochodziło rzadko, ale i jak miało dochodzić częściej, skoro jeździ się tam bardzo wolno i bardzo uważnie. Na porządku dziennym jest tu postój samochodów i podziwianie zwierzyny. Tu nikt nie pędzi, nie wyprzedza, nie trąbi.

Istotnym faktem jest też to, że pieniądze na naprawę drogi wykładał powiat, który przy ciągłym podnoszeniu sprawy na radach gminnych, postanowił upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i raz na dłuższy czas sprawę załatwić. Wystąpił bowiem z wnioskiem o dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej kompleksowego remontu drogi, tj wymiany nawierzchni na gładziutki jak stół asfalt, podniesienia nośności, wygładzenia wzniesień, dodania pobocza itd., itp ... słowem nie remontu, a w moim odczuciu kompletnej zmiany kwalifikacji drogi na nieco wyższą. Tym jednym ruchem załatwił sobie poparcie społeczne poprzez ewidentne rozwiązanie problemu nurtującego mieszkańców tego powiatu jak i - mimo wyłożenia pewnej sumy pieniędzy jako wkład własny do środków unijnych, - oszczędności, które persaldem zyskałby na tym, iż ograniczyłby coroczne wydatki na naprawy płynące z własnego budżetu. Ruch jak najbardziej celny, tylko....

Tylko ja się pytam, gdzie w tym wszystkim jest dobro nietuzinkowej w skali Europy przyrody, jaka występuje na tych terenach??? Dlaczego wraz ze złożonym wnioskiem nie znalazły się w nim żadne rozwiązania techniczno-prawne gwarantujące brak negatywnych skutków płynących ze zmiany statusu tej drogi?

Wiem. Zaraz podniosą się głosy, że to kolejny bełkot pseudo-ekologów, pod płaszczykiem chęci uzyskania dóbr pieniężnych za ciche przyzwolenie (no bo taka panuje od jakiegoś czasu opinia o środowiskach ekologicznych).

Moje postrzeganie stanu rzeczy jest nieco inne. Otóż nie jestem przeciwny remontowi tej drogi, co więcej w mojej ocenie w dłuższej perspektywie czasu być może będzie to miało dalszy pozytywny wymiar w rozwoju turystyki w tej części Biebrzańskiego Parku Narodowego (a pragnę tylko nadmienić, że spora część mieszkańców tych okolic z tej turystyki się utrzymuje, nie mając zbyt wielu innych możliwości zarobkowych, które „daje” uboższy gospodarczo region wschodni naszego kraju). Mi jednak chodzi o coś innego. Dlaczego, władze powiatu poszły po najmniejszej linii oporu i nie przeprowadziły kompleksowej oceny wpływu na środowisko? Przecież takie badania (choć zgodzę się, że nie wymagane prawem dla przedmiotowej inwestycji) dałyby jasne odpowiedzi na to, w jakim zakresie prace tego typu można przeprowadzić, tak aby i „wilk był syty i owca cała”.

Dla mnie równie jasnym jest to, że wzmożony ruch aut osobowych i ciężarówek doprowadzi do wielu wypadków (tragicznych w skutkach zapewne nie tylko dla zwierząt, ale i dla ludzi) czy też zaburzy spokój i ciszę takich szlaków biebrzańskich, jak Gugny czy Grobla Honczarowska, ale w pełni zrozumiałym też jest potrzeba poruszania się przez miejscową ludność bez konieczności wizyty u mechanika po każdym przejeździe czy też szybkie dotarcie karetki pogotowia lub straży pożarnej.

Przecież wiadomym jest, że postawienie znaku zakazu wjazdu samochodów ciężarowych i ograniczenia prędkości (bo o takich środkach „zaradczych” pomyślał powiat moniecki) to tylko „pic na wodę i fotomontaż”. Dlaczego nie skonsultowano się w tej materii z innymi podobnymi przypadkami, nie przestudiowano ekspertyz, które dałyby odpowiedzi, w którą stronę pójść? Przecież można wyremontować drogę, założyć bramki ograniczające wysokość wjeżdżających na tę drogę pojazdów, postawić w najbardziej newralgicznych punktach gęsto fotoradary, progi spowalniające… Jest masa rozwiązań, które na pewno pogodziłyby interesy obu stron, tylko ....... tylko trzeba CHCIEĆ.

Jak wspomniałem obszar ten to obszar o olbrzymiej migracji łosi w skali naszego kraju. Poprzez niezbyt zgłębione podejście do tematu puszczony zostanie tu ruch, jakiego nigdy tu nie było. Do zderzeń z tymi zwierzętami będzie dochodzić tu statystycznie kilkanaście razy częściej niż w innych rejonach Polski. Czy naprawdę muszą zginąć tu ludzie, żeby komuś w końcu się CHCIAŁO ruszyć tyłek, zorganizować konsultacje społeczne, na których wypowiedzą się kompetentni fachowcy!!!!!!

Czy ludzie decydujący o istocie tej sprawy wzięli pod uwagę np fakt, że łoś jest jedynym zwierzęciem, w zderzeniu z którym w 99% przypadków nie odpalają się poduszki powietrzne??? Wiotkość długich nóg tego ssaka, powoduje, że są one łamane niczym zapałki, a kilkusetkilogramowe ciało z całym impetem wpada do środka przez szybę, miażdżąc przy tym kierowcę czy pasażera. Przecież tu nie chodzi tylko o zwierzaki.

Irytuje mnie fakt, że to takie typowo polskie – zrobić coś po łebkach, na szybko, bo przecież jakoś to będzie, bo pod płaszczykiem takich manewrów ugra się poparcie ludzi na kolejną kadencję gminną… Na czym pytam polega fachowość ludzi zarządzających takimi projektami, podejmującymi decyzje o takich inwestycjach? Czy naprawdę tylko na tym, że jest to urzędnik pracujący w gminie czy powiecie, często jak to w mniejszych społecznościach bywa trafiający tu przez przypadek czy protekcję? Czy tak wygląda cała nasza polska rzeczywistość, w której eko-świadomość jest tylko chwytnym hasłem, dzięki któremu można coś wyrwać, lub przy którym dobrze jest się pokazać, bo to modne?

Pisze o tym, bo takie zachowania mają większy zakres – irytuje mnie takie podchodzenie do sprawy i spłaszczanie tego do komentarza – czego ci ekolodzy właściwie chcą, przecież dla kilku łosi nie będziemy wstrzymywać inwestycji, hamować rozwoju regionalnego. Pewnie, że nie, ale zróbmy do JASNEJ CHOLERY rzetelną analizę stanu faktycznego, podyskutujmy nie okopując się wokół własnych, jedynych słusznych argumentów. Wypracujmy kompromis.

Nie piszę tego wszystkiego tylko dlatego, że żal mi ciszy na szlaku Barwik, której mogę już niedługo nie zaznać, że żal mi rykowisk, bukowisk i zlotowisk żurawi, których mogę już nie móc usłyszeć zza ściany odgłosu ciężarówek mknących w kierunku Augustowa. Nie dlatego, że wznoszący i opadający bekas nie przebije się do moich uszu, tak jak rechot tysięcy kumaków z pobliskich podmokłych łąk. Nie dlatego o tym wspominam, bo żal mi tych wszystkich zwierzaków, których przeznaczenie spotka pod kołami aut. Piszę o tym dlatego, że jestem coś tej krainie dłużny, i to nie tylko za to, że daje mi spokój, jakiego szukam w kontakcie z przyrodą, a który coraz ciężej jest mi znaleźć, ale dlatego, że kraina ta dała mi jeszcze coś, co pozostanie moją tajemnicą...

Dziś nie wiem czy już nie jest za późno na odkręcenie tej sprawy i skierowanie jej – jak to się mówi w żargonie prawniczym – do ponownego rozpatrzenia. Wiem, że są ludzie, którzy jeszcze z tym walczą, jeszcze mają nadzieję. Może powyższy tekst skłoni kogoś z Was do poparcia wciąż trwającej akcji wstrzymania prac przygotowawczych i opracowania kompleksowego wpływu tej inwestycji na środowisko -> http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=10017. Może ktoś zechce zgłębić temat i wyrobić sobie swoje własne zdanie

Z wędkarskim pozdrowieniem
Wozik77

Wozik77

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (5)

Paweł, 2013-11-21 13:41:33
Sprawa pewnie jest jeszcze bardziej złożona niż to wygląda na pierwszy rzut oka. Wiadomo, w takich sytuacjach jest kilka stron, które mają swój punkt widzenia. Ludzie z miasta jeżdżą tam dla ciszy i spokoju, tamtejsi mieszkańcy patrzą na to bardziej od strony użytkowej, a władze lokalne zapewne przez pryzmat np. kolejnych wyborów czy dopłat z UE… Ideałem byłoby to jakoś zgrać, aby i wilk był syty i owca cała. Tylko czy jest to realnie możliwe:mysli:? Natomiast takie sprawy trzeba nagłaśniać chociażby z tego powodu, że jeżeli przy takich przypadkach jak ten będzie cicho to szybko nam zniszczą wszystko co zielone. Bo wygląda na to, że w naszych czasach kasa przesłania wszelkie wartości… Trzeba mieć nadzieję, że takie nagłaśnianie spowoduje u osób decyzyjnych szersze spojrzenie na temat… Choć ja w to jakoś nie bardzo wierzę…:bezradny:
waldi-54, 2013-11-21 19:46:34
Piotruś tekst jak najbardziej potrzebny, tak jak potrzebne jest popieranie słusznych postulatów, wszystkim nam powinno zależeć na ratowaniu tego co jest najcenniejsze, czyli Natury, bo tylko w zgodzie z Naturą jesteśmy coś warci jako ludzie,( rozsądni ludzie ) Brawo Piotruś za całość poruszanych spraw, które są bliskie memu sercu, ostatecznie też Carską drogą jechałem dwa razy. Pozdrawiam - waldi-54:papa2:
bysior, 2013-11-21 23:35:29
Tylko ja się pytam, gdzie w tym wszystkim jest dobro nietuzinkowej w skali Europy przyrody, jaka występuje na tych terenach??? Dlaczego wraz ze złożonym wnioskiem nie znalazły się w nim żadne rozwiązania techniczno-prawne gwarantujące brak negatywnych skutków płynących ze zmiany statusu tej drogi? Twój cytat Piotrek brzmi jak oda do wolności. I ja to rozumiem. Tylko czy inni to zrozumieją? Walka o przyrodę jest związana z wędkarstwem od zawsze chyba. Słusznie napisałeś ten tekst, bo nagłaśnianie tego typu spraw jak napisał Paweł, może komuś coś poruszy w głowie. Jasne że są "za i sprzeciw". Trzeba dojść do kompromisu, który zadowoli obie strony. Są ludzie, którzy jak Ty kochają przyrodę i Podlasie (ja zresztą cobyniebyło też, dla innych jest to woda na młyn żeby uzbierać kasy. Petycję podpisałem jako TB z mailem kontakt@shrap-drakers.pl. Trzymam kciuki!
lutek, 2013-11-22 14:08:14
taka inwestycja nie obejdzie się bez decyzji środowiskowej, do jej wydania na 100% będzie potrzebny raport oddziaływania na środowisko to tak żeby uściślić. ale jak znam takie sprawy to całe te procedury nie wiele dadzą.
Bizonik, 2013-11-23 23:12:47
Jezdziłem tą drogą wielokrotnie i faktycznie nawet dla samochodu terenowego staje się wyzwaniem ale nie wyobrażam sobie tam drogi dwupasmowej. Tylko tak jak napisał Paweł problem jest złożony i każda ze stron ma racje. Tylko czy warto wprowadzać tak zaawansowane technologie na teren który staramy się zostawiać w stanie surowym. Moż lepszym rozwiązaniem było by przywrócenie stanu pierwotnego drogi i dbanie o ten stan. Droga dalej bedzie skrótem komunikacyjnym a zarazem kolejnym zabytkiem wpisanym w teren prawem chroniony.