Czarowanie w Pułtusku

bysior 2011-08-07 Wyprawy wędkarskie

...
Na wigilijnym spotkaniu Shrapa, Mariusz obiecał przyjechać do Pułtuska i za pomocą magicznej różdzki odczarować wodę, bo moje ówczesne wyniki wędkarskie nie należały do najlepszych. Minęło ponad pół roku i w tym tygodniu, po szybkich decyzjach i wymianie kilku maili zaklepaliśmy termin na czary. Czteroosobową grupą w składzie Mariusz, Michał, Przemek i ja - w najbliższą sobotę postanowiliśmy razem zaatakować moją pułtuską Narew.

Ostatnim razem na wyprawie z Bandziorem woda nie przywitała nas dobrą pogodą. Deszcz, wiatr i zimno dało się nam nieźle we znaki przez całą noc. Tym razem, pewnie z małą pomocą Wozika77, wszystko szło zgodnie z planem i pogoda przemawiała na naszą korzyść. Przygotowałem pożyczoną od Adama pychówkę i około 20.00 zacumowałem ją w porcie Domu Polonii, żeby grzecznie czekała tam do nocnego wypłynięcia. Jeszcze tylko kilka godzin snu i jedziemy na czarowanie!

Wstałem zaspany kilka minut po drugiej. Mechanicznie ubrałem się w swoje szczęśliwe wędkarskie rzeczy, wrzuciłem na plecy spakowane poprzedniego wieczoru graty i czym prędzej pobiegłem nad wodę, bo za kilka minut miał dotrzeć do mnie Morouk. Nie zdążyłem nawet dokończyć klarowania pychówki i w ciemności pojawił się Michał. We dwóch poszło nam już sporo szybciej i spragnieni wędkarskich rekordów szybko skierowaliśmy się na pierwszą miejscówkę, gdzie zgodnie z planem mieliśmy złowić kilka ryb czekając na przyjazd Mariusza i Przemka.

Napłynęliśmy po cichu na miejsce i po cichutku zaczęliśmy łowić. Dodam, że pełni nadziei, bo woda żyła, co chwila było słychać potężne ataki drapieżników i ucieczki drobnicy. Mam jedno uderzenie w woblera ale nie udaje mi się go zaciąć. Kombinujemy na różne sposoby, delikatnie zmieniamy miejsce zakotwiczenia, żeby lepiej prowadzić przynęty.

Od woblerów, po gumy, od lekkiego prowadzania po ciężkie, od delikatnych wędek po ciężkie spinningi.

Ataki ryb robią się coraz bardziej denerwujące, bo ciągle nie udaje się nam nic złowić. Na szczęście, a raczej na nasze nieszczęście rozbryzgi wody pojawiają się coraz rzadziej aż całkowicie nikną wraz z wschodzącym nad wodę słońcem. Postanawiamy chwilę odpocząć i pogadać, w międzyczasie zadzwonił DarekP którego pozdrawiamy z tego miejsca - jest gdzieś tam, po drugiej stronie słuchawki.

Na rozmowach o rybach i innych ciekawych sprawach mija nam dłuższa chwila i szybciej niż się spodziewaliśmy, telefonicznie swoje przybycie nad wodę meldują chłopaki. Składamy wędki, podnosimy kotwicę i razem z coraz mocniej świecącym słońcem udajemy się do pułtuskiej przystani rozpocząć obiecane przez Mariusza czary.

Za kilka minut nasze oczy ujrzały skrzętnie uwijających się przy brzegu Mariusza i Przemka. Ponton był już na wodzie, należało tylko przygotować ostatnie drobiazgi aby wypłynąć na wodę. Tak więc ja zrobiłem zdjęcie, Michał nadzorował przebieg prac, Mariusz udawał że pomaga a Przemek pracował

Mario rzucił na wodę pierwsze zaklęcia, my szybko opracowaliśmy plan pływania na cały dzień i wyruszyliśmy na rzekę zostawiając za plecami pułtuskie PZW i przystań.


Z Michałem na miejsce dopływamy pierwsi, bo szybkość płynięcia pontonu chłopaków jest trochę mniejsza niż pychówki. Przemek wie gdzie płynąć bo byliśmy tutaj dwa tygodnie temu, zresztą na rzece trudno się zgubić.

Nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że na pierwszy ogień wybraliśmy głębokie, twarde sandaczowe rynny z nadzieją, że Mariuszowe czary zadziałają bardzo szybko i każdy złowi po metrówce na głowę.

Stosowaliśmy dość lekki opad jak na obecne warunki łowienia. Wysoka Narew ciągnie dość mocno, więc wcale nie jest tak prosto obłowić głębokie miejsca, w których nurt wybija przynętę do góry nie pozwalając jej dosięgnąć dna. We większości takich miejsc, duża i ciężka przynęta wcale nie dawała szansy na agresywny opad a nawet na dotarcie do twardego dna.

Po trzydziestu minutach bez brania wyciągamy kotwicę i płyniemy dalej szukając kolejnych ciekawych miejsc w których moglibyśmy się na chwilę zatrzymać.

Mario, zanim staniemy, powiedz szczerze: czy Ty na pewno odczarowałeś już tą wodę?

Kolejne miejscówki nie dają nam upragnionych brań, więc postanawiamy zmienić nieco plan. My z Michałem postanawiamy nie dać za wygraną i łowić dalej w głębokich rynnach, a Bandzior i Mariusz decydują się połowić na płytszych wodach nastawiając się na szczupaki i okonie. Tak więc rozdzielamy się na jakiś czas, próbując dalej wierzyć w czary Mariuszka.

Z Michałem pływaliśmy od rynny do rynny starannie obławiając każdy metr kwadratowy dna i metr sześcienny narwiańskiej wody. Mieliśmy kilka uderzeń i pstryknięć ale żadnego nie udało nam się zaciąć. Zaczynamy powoli zrzucać winę za nasze niepowodzenia na pogodę, która zaczęła się zmieniać i tworzyła prawdziwy miszmasz. Dziesięć minut wiatru, dziesięć minut ciszy, dziesięć minut deszczu, dziesięć minut słońca. I tak w kółko.

A w tym czasie, gdy my narzekaliśmy na pogodę, Mariusz zaczął czarować! Najpierw zaczarował samego siebie.

A potem zaczarował Przemka!


Płytsza woda i agresywne woblery mocno rzucające się w oczy zdały egzamin. Pierwsze zdjęcia rybek na stronkę zostały zrobione! Teraz może być tylko lepiej, choć my z Michałem ciągle na pusto. Ale nie zrażamy się i obławiamy kolejne miejsca, znowu mając po kilka nie zaciętych pstryków. I nagle o dziwo udaje mi się zaciąć jedno branie w pięciometrowym dole. Na TR8 nie czuję dobrze ryby, ale wydaje mi się że to całkiem ładny zwierzak. Ale na sandacza chyba nie wygląda bo szybko wyszedł do góry, faktycznie po chwili ten mój potwór okazuje się nie dużym szczupaczkiem który połakomił się na ciężko sandaczową gumę na tak głębokiej wodzie. TR8 jest dosyć sztywny, więc pod samą łódką szczupak, na oko 50-55 cm robi salto i szczęśliwy odpływa z powrotem na dno rynny. W tym czasie Mariusz czaruje dalej i łowi kolejnego pięknie ubarwionego okonia!

My z Michałem dalej walczymy zaciekle żeby złowić sandacza, ciągle bez skutku. Stajemy nawet raz na płytszym blacie licząc na szczupaka, ale blacik nie daje nam nawet brania. A w tym czasie, Czarownik vel. Król Tarcho ma kolejne branie na wobka i zaczyna hol! Po kilku dłuższych chwilach, niespodziewanie przy powierzchni wody pojawia się piękny marmurek!


Mija kilkanaście minut i Mariusz jak gdyby nigdy nic holuje kolejną rybę! Przemek jest już bliski rozpaczy i delikatnego wypchnięcia Mariuszka z pontonu.


Wodę chyba możemy uznać za odczarowaną, będzie co pokazać na Shrapie! Robimy chwilę przerwy, Przemek wykorzystuje ją żeby w końcu nakleić numery na swoim pontonie a Mariusz żeby zjeść czwarte już dzisiaj śniadanie. My z Michałem trochę nie pocieszeni swoimi wynikami, zastanawiamy się co dalej.

Kilkanaście minut ładowania baterii i płyniemy w górę. Obławiamy miejsca płytkie i głębokie. Stajemy za zalanymi główkami, w głębszych dołkach, na płytkich piaszczystych blatach, przy znanej wszystkim burcie przy Cmentarzy Radzieckim, potem zahaczamy o jakże urokliwy wylot Pełty i robimy kolejną przerwę, bo jednak łowienie ciężkim sprzętem przy tym nurcie męczy nasze ręce i kręgosłupy. Cumujemy za kilkadziesiąt metrów za wypływem Pełty ( stąd właśnie nazwa Pułtusk - od Peltevsk - od Pełta ) a czas mija nam przyjemnie na rozmowach o rybach i nie tylko.

Humor Mariusza nie pozwalał nam nie chichrać się pod nosami

Przypominając sobie o ostatniej reprymendzie na forum od Pawełka, przy kolejnym zdjęciu Mariano skrzętnie i bardzo dyskretnie ukrył tą złą naszywkę na swojej kamizelce, upewniając się czy nasza jest aby na pewno dobrze widoczna.

Miło spędzając czas, wypoczywając wygodnie na naszych środkach pływających postanowiliśmy spłynąć jeszcze w dół do Pułtuska żeby obłowić filary mostów. Kotwicę w górę i w drogę!

My z Michałem zatrzymujemy się pod pułtuską kładką, Bandzior i Mariusz płyną pod most na Wyszków. Ustawiamy się dwa razy, zresztą nie pierwszy raz tego dnia, bo dość lekką kotwicę nurt zrzuca szybko na głębszą wodę i nie możemy dobrze obłowić miejsca. W końcu udaje się nam stanąć stabilnie i zaczynamy łowić. Po kilku minutach mam miękkie branie w nurcie, zaczynam hol a Michał wyciąga dawno nieużywany na naszej łódce aparat.

Boleń nie jest duży, ale mój miękki kij i silny nurt w tym miejscu wcale nie pomagają mi go wyjąć z wody.

Po zaplątaniu się plecionki w śrubę silnika w końcu udaje się nam zrobić zdjęcie rybki. Wypuszczamy szybko małego bolenia do wody i płyniemy dalej, narobiliśmy tutaj już wystarczająco dużo rabanu.

Zatrzymujemy się przy filarze mostu na Wyszków. Mija kilka chwil i Morouk ma potężne walnięcie w wobka. Pokazuje mi rozgiętą kotwicę... Co za niefart! Rzucamy dalej i za chwilę Michał znowu zacina z impetem. Niestety znowu pusto. Po chwili ja mam branie i również nie zacinam. Analizujemy nasze błędy i wady sprzętu starając się je wyeliminować na tyla na ile się da. Po chwili mam puknięcie, zacinam i tym razem ryba nie spada. Jednak mając tak wielką nadzieję na sandacza, wyciągam z wody maluśkiego szczupaczka.

Płyniemy pod drugi filar. Po cichutku obławiamy kolejne strony napływu i już po kilku rzutach Michał ma znowu uderzenie, którego nie udaje się zaciąć. Po chwili sytuacja się powtarza. Znowu pusto... Michał jest wściekły, ja smutny, że nie udało się zaciąć tych brań, prawdopodobnie sandaczy... A w tym czasie, Przemek z Mariuszem stawiają przysłowiową kropkę na i dzisiejszego wypadu nad Narew. Ale o tym opowie Wam Przemek:

To była ostatnia zatoka...ostatnia z wielu tego dnia. Maniek jak zwykle został Królem wyprawy ostro nas deklasując. Było gorąco a ja miałem już dość na dziś.

Spłynęliśmy z pod mostu gdzie miałem atak na gumisia lecz nie zarejestrowałem w porę brania po miedzy filarami i wyciągnąłem pogryzioną tylko gumę. Wpłynęliśmy w

zatokę cicho, daleko przed nią wyłączyłem silnik. Na wiosłach pokonaliśmy te ostatnie metry. Mariano położył kotwicę i już po sekundzie dzierżył spin w ręce... w drugiej sekundzie słyszę że miał skubnięcie w opadzie! No nie myślę, za chwilę dołoży mi czwartą już dziś rybą. Mogłem tylko rozmyślać nad gatunkiem. Jednak ryba już nie powtórzyła i niesieni wiatrem dmuchającym w bok pontonu pokonywaliśmy kolejne metry zatoki pięknie porośniętej przez nenufary. Łowiliśmy stojąc a przynęty cicho kładliśmy w oczkach wolnych od roślinności. Słońce mieliśmy za plecami co pozwalało nam widzieć w krystalicznie czystej wodzie każdy ruch przynęty.

Po raz setny rzuciłem Ripperem Fatty Dragona uzbrojonego w lekką bo 10 gr główkę. Pluśnięcie przynęty zgasiłem kładąc dłoń na 14lb Power Pro ześlizgującą się miękko z

Shimano FC 4000. Ripper wpadł do wody i od razu kolebiąc się zaczął łagodny opad. W tej samej chwili zauważyłem błysk pod wodą, to spory szczupak opuścił swą zacienioną kryjówkę zgarniając jednym kłapnięciem 8 cm Fattego. Ryba zanurkowała błyskawicznie w zieleninę porastającą zatokę. Shikari SH || 2.60 10.5-28 gr ładnie zamortyzowało pierwszy gwałtowny odjazd. Krzyknąłem do Mańka by chwycił za wiosła i zatrzymał dryf pontonu bo nie mogłem powstrzymać wściekle walczącego na krótkim dyszlu szczupaka. Szczupak pokazał nam całą gamę sztuczek od wyskoków, tańców na ogonie po trząchanie łbem. Po kilku sekundach Maniek sprawnie podbiera go i ten zielony bandyta jest już wśród nas.


Radości nie ma granic.

Szybko z Mańkiem przybijamy piątkę, gratulując sobie na wzajem tej pięknej zdobyczy. Na zakończenie chcę podziękować Bysiorowi i Michałowi za wspaniałą koleżeńską atmosferę oraz Mańkowi jak zwykle ucierającemu mi nosa, jak na Króla Tarcho przystało!

Wodom cześć!


Nasz wspólny czas łowienia nad Narwią dobiegł końca. Płyniemy z Michałem do Domu Polonii gdzie się żegnamy i umawiamy wstępnie na następny wypad, ja jeszcze płynę na przystań, gdzie chłopaki, zmęczeni już wędkowaniem, składają swój ponton. I w ten sposób, powoli, z minuty na minutę, wszyscy w wyśmienitych humorach powoli rozjeżdżają się do domów, zostawiając mnie samego nad moją ukochaną, odczarowaną już Narwią.

bysior

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (23)

kojoto, 2011-08-08 14:45:21
No pięknościowo. Czytało się niemalże jednym tchem. I kto tu ma miękkie pióro.. Może trzeba wydać książeczkę z tymi naszymi artykułami Gratuluję przepięknej narwiańskiej rybnej przygody i oby takich wiecej. :oklasky::oklasky::oklasky::mniam: a to drugie zdjęcie od góry mistrzostwo świata
gusto, 2011-08-08 16:23:36
Świetny wypadzik w zacnym gronie:okok: Drakersów ,szkoda że za późno się dowiedziałem bo może bym do was dołączył :bezradny::beczy:
Kaz, 2011-08-08 16:30:16
Mh Bysior pięknie to wszystko opisałeś i powiem że taka cicha zazdrość mnie ogarneła ja muszę zapindalać a Ty Wodzu na rybach !!!!! i to w jakim doborowym składzie. Pozostaje mi tylko pogratulować. :oklasky: :oklasky: :oklasky: :oklasky:
waldi-54, 2011-08-08 17:55:43
Moje gratulacje dla całej czwórki Panowie za wspaniały wspólny wypad, oraz za piękne ryby.:okok::hura: A dodatkowo dla "Bysiora" za tekst i fotki:muza::okok: Brawo tak trzymać:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: pozdrawiam waldi-54:hejka:
Wozik77, 2011-08-08 18:02:51
Nie no Panowie. Piękny wędkarski dzień przyżyliście! Pozostaje pogratulować i towarzyskiej atmosfery i tych chwil wędkarskiej emocji. :oklasky::oklasky::oklasky: Przemo. Piekna sztuka, brawo :oklasky:. Bysior - no chociaż w klasyfikacji RAPA pokazałeś, że to Twój teren ;). No i Król Tarchomina - w Sumie to chyba połowiłeś najlepiej , gratki :oklasky: Morouk. Mam nadzieję, że nastepnym razem to Ty im pokażesz gdzie "raki zimują" :kwadr:. PS. ...a pogodę to faktycznie Wujek Wozik Wam załatwił ;) :haha:
Paweł, 2011-08-08 18:50:13
Szczerze gratuluję wypadu na rybki w tak zacnym gronie:oklasky:. Tak sie ciekawie złożyło, że było to spotkanie czterech różnych szkół: Tomek - narwiańskiej:hura: Przemek - bużańskiej:hura: Mariusz - wiślanej:hura: i Michał - wkrzańskiej:hura: A czuć jednego ducha: Ducha Drakersów:hura:!!!
morouk, 2011-08-08 19:23:22
Ech, to prawda, niestety nie miałem wędkarskiego farta 4 kapitalne uderzenia, z czego jedno prawie wyrwało mi Ugly Sticka z ręki (to było to branie, po którym Tomkowi pokazałem rozgiętą kotwicę). Ostatnie branie zacięte, ale rybka spadła po kilku sekundach... Wymieniam kotwice w wobkach na Ownery. A Narew, cóż - jak zawsze przepiękna! Dzięki Panowie
garbus, 2011-08-08 19:57:36
No Bysiorku słów mi brak jedynie mogę powiedzieć :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Mariano, 2011-08-08 20:01:40
Spotkanie od samego początku bylo wesołe.Pogoda co prawda czasami pokazywała swoj grymas w postaci mżawki ale nie przeszkadzało to Nam w lowieniu.Brania zaczeły sie po pierwszych kroplach deszczu które ożywiły rybki.Dzieki Panowie za spotkanie i mojemu kapitanowi Przemkowi,że wytrzymal do samego końca ze mna i przypieczętowal to pieknym zebatym.Do nastepnego Bysior-czary mary hokus pokus
adam-z82, 2011-08-08 23:05:54
Ekstra. Za fotki:oklasky::oklasky::oklasky: Za rybki:oklasky::oklasky::oklasky: Za przygodę:oklasky::oklasky::oklasky: Abra,abra,kadabra.:D
Bucek, 2011-08-09 11:20:16
Brawo, Piękny połów :oklasky:. Może i ja kiedyś się z Wami zabiorę po naukę :D
rapa, 2011-08-09 13:01:44
Już żałuję że nie podjechałem w niedziele jak woda odczarowana :bezradny:
garbus, 2011-08-09 14:03:16
Poprzedniego posta napisałem nieco w pośpiechu i gratulowałem tylko Bysiorowi za tekst jednak chcąc naprawić swoje niedbalstwo :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: wszystkim uczestnikom fajnych wspólnych połowów i miłego wędkarskiego dzionka.
bysior, 2011-08-11 12:11:57
To było świetne spotkanie, przepełnione dobrymi humorami i rybami! Na pewno nie udało mi się oddać klimatu spotkania w pełni, ale Ci co spotykają się nad wodą w naszym Shrapowym gronie na pewno wiedzą co działo się nad wodą Zapraszam do Pułtuska ponownie Panowie! Trzeba dodać, że zdjęcia robili Kojoto, Bandzior i Czarodziej! :oklaski:
morouk, 2011-08-11 13:39:16
Ja Ci dam Kojoto ... :boisie: :glupek: :krzyk: :nerwus: :szok: :wnerw: :zly:
krzyko, 2011-08-11 17:05:18
A Ty się Kojoto tak nie denerwuj :P:haha:
morouk, 2011-08-11 20:33:19
:boisie: :yyyy:
Wozik77, 2011-08-11 20:34:48
:haha: :haha:
Mariano, 2011-08-11 22:34:42
Tak jak pisał Tomek.Były śmieszki i świrki bo bez tego łowienie jest nudne.A chodzi przeciez o dobrą zabawę w nietuzinkowym gronie Shrapów) Następnym razem będę nagrywał i wrzuce na Youtube:D
Mariano, 2011-08-11 22:39:38
Chciałem jeszcze tylko dodac,że na naszej jednostce powstały nowe diety treningowe jak np. wędzona makrela w truskawkowym jogurcie więcej w dziale Rocket Fjuel
bysior, 2011-08-12 14:00:19
Co ta klawiatura mi napisała!!! :szok: Niedobra klawiatura :D Oczywiście że zdjęcia robił Michałek vel. Morouk! Proszę o wybaczenie mojej niedobrej klawiaturze tego okropnego błędu! :kwiatek:
kojoto, 2011-08-12 14:05:55
Hahaha ale fajnie,że bylem tam z Wami duchem
morouk, 2011-08-12 14:41:19
Utopimy ją w Narwi ;) pozdrawiam - Kojoto ;)