Co ja im zrobiłem ??

Bizonik 2010-11-21 Opowiadania

...
Czwartek, godzina 14.00. Kończę pracę. Pozostało spotkanie z klientem na godzinę 20.00. Cóż robić. Szkoda marnować dnia, więc może by tak szybki spacerek nad Wisłę? Wpadam do domu. Szybki obiad. W między czasie wysyłam sms do Pawła, z zapytaniem „czy jedzie”. Po 15 minutach mam odpowiedź, że niestety dziś odpada.
15.15 wsiadam do samochodu i ruszam nad wodę.

Po kwadransie przejeżdżam przez wał, a tuż za nim spotyka mnie miła niespodzianka. To stadko dzików - loszka plus 5 młodziaków. Obserwuję przez chwilę całe towarzystwo, po czym wyciągam aparat, aby zrobić zdjęcie. Locha słysząc ostrzące obiektyw dźwięki podnosi głowę, głośno fuka i chwilę później wataha ginie w krzakach.

Jadę dalej. W pewnym momencie, tuż z przed maski wyskakują dwie piękne ubarwione sarenki. Już takie zimowe. Biegną chwilę przed samochodem, po czym uciekają w gęste krzaki.

Dojeżdżam nad Wisłę. Dochodząc do główki spotykam wędkarza siedzącego z gruntówkami. Zagaduję o wyniki. Szybka wymiana zdań i okazuje się, że dziś słabo. W siatce sandaczyk około 50 cm i 3 piękne okonki - takie po 30-35 cm. Miły pan mówi, że w zeszłym tygodniu było lepiej. Życzymy sobie połamania kija i ruszam dalej.

Wchodzę na główkę. Jestem sam. Siadam na kamieniu, rozkładam wędkę i zaczynam wędkować. Jest jeszcze widno. W oddali na następnej główce widzę 3 postacie. Fajnie, że nie jestem sam.

Kilka rzutów później za plecami słyszę głośny plusk. Odwracam się i kątem oka widzę płynącego bobra. W oddali miga światełko latarki czyli i na tamtej główce ktoś siedzi.

Przez chwilę obserwuję bobra, który płynie z prądem, a następnie nurkuje pod warkoczem mojej główki. Zmieniam woblera i rozpoczynam obrzucanie miejsca krok po kroku. Delikatne przytrzymanie, zacinam, a wędka wygina się. Pomrukując, zaczyna pracę też kołowrotek. Chwilę potem ląduje pod nogami sandaczyk, ot taki prawie wymiarowy. Wyciągam z kieszeni świeży nabytek, który dostałem od Rafała z Team Rapa do testów. Jest to odczepiacz do kotwic firmy Cormoran. Urządzenie pomaga mi zwrócić wolność mętnookiemu. Kilka następnych rzutów przynosi identycznego sandaczyka. Zmieniam woblerka. Zaczynam obławiać zatopione drzewo. Delikatne przytrzymanie i jest. Walka trwa chwilę dłużej niż poprzednia, ale okazuje się, że to taki sam sandaczyk tyle że mocniej zapięty. Znowu z pomocą przychodzi mi wypychacz i szybciutko uwalniam kolejną rybkę.
Trochę zawiedziony tymi maluchami siadam na kamieniu. Wyjmuję termos i kanapkę. Patrzę przed siebie. W oddali na następnej główce płonie ognisko, dając piękną poświatę na otaczające je drzewa. Wtem głośny plusk tuż pod moimi nogami. Odrywam wzrok od ogniska i obserwuję wodę. Cisza. Słychać tylko plusk wody przelewającej się przez kamienie na główce. Nagle kolejny plusk tuż za wystającymi kamieniami. Chwilę potem jeszcze jeden. Znaczy się że są i przyszły na żerowisko. Biorę wędkę i obławiam kamienie. Delikatne przytrzymanie, które znów kwituję zacięciem. Pusto. Kilka kolejnych rzutów nie przynosi efektu. Zmieniam przynętę. Na agrafce ląduje twisterek. Kilka kolejnych rzutów i dalej nic. A ten łobuz dalej się co jakiś czas chlapie. Zakładam tajną przynętę. Pierwszy rzut. Mam przytrzymanie. Zacinam. Pusto. Poprawiam w to samo miejsce i jest! Siedzi. Kij się wygina, kołowrotek pomrukuje swoją melodię. Rybka delikatnie usiłuje wejść pod zwalone drzewo. Kieruje wędką tak, aby nie pozwolić jej na wejście w zaczepy. Jest. Rusza w druga stronę, tym razem w kamienie. Co za uparta bestia. Podciągam ją szybciej. Koniec zabawy. Widzę ją. Sandaczyk może 50cm, zahaczony za bok pyska. Wyciągam go na płytką wodę. Robi młynek i guma strzela w moją stronę. Rybka chwilę chlapie się na płyciźnie po czym odpływa. Tym razem wypychacz jest zbędny.

Siadam na kamieniu i myślę. Totalna cisza, słychać tylko szum wody i co jakiś czas pluski ryb. W oddali przygasa ognisko. Jak ja lubię takie klimaty. Kątem oka dostrzegam poruszający się cień po główce. Powolutku odwracam sie i widzę 3 bobry. Jeden siedzi jeszcze w wodzie, a dwa idą na skróty przez główkę do mojej zatoczki. Ale cwaniaczki - myślę sobie. Przez chwilę obserwuję zwierzaki i postanawiam się zbierać. Nie będę im przeszkadzał. Zerkam na zegarek 18.00. Czas na mnie. Za 2 godziny mam przecież spotkanie z klientem. Wstając płoszę bobry, które w popłochu uciekają w moją zatoczkę. Składam wędkę, zakładam plecak i idę do samochodu. Po drodze słyszę chlapiące się bobry. Patrząc na ponacinane drzewa myślę sobie ile jest tu tych gryzoni i jakie one mają tu super warunki. Niby centrum wielkiego miasta, a taka dzicz.

Dochodzę do samochodu. Przebieram się, pakuje wędki i wrzucam plecak do bagażnika. W oddali słyszę pokrzykiwania sowy. Chwilę nasłuchuję, po czym wsiadam do samochodu i wracam do domu. Po drodze mijam samochód PSR – czyżby przyjechali na patrol? Fajnie, że ktoś kontroluje tą wodę. Przejeżdżam przez wal. Jeszcze chwila i jestem w domu. Szkoda, że nie udało się zrobić zdjęć temu całemu towarzystwu znad Wisły. Wchodzę do domu, gdzie dopada mnie pies. Obwąchuje ze wszystkich stron, po czym obrażony kładzie się na posłaniu. Wie dobrze, gdzie byłem. Żona się śmieje:

- Znowu byłeś nad Wisłą, wiesz jak ona lubi te spacery.

Siadam na fotelu, biorę kubek z herbatą, a na kolana wskakuje kot. Pierwszy raz od kiedy jest u nas przyszedł do mnie na kolana. Kotka obwąchuje mi nogi, potem ręce i zaczyna mruczeć. Układa się na nogach i rytmicznie mruczy. Zdziwiony odstawiam kubek i głaszczę ją, po czym włączam laptopa aby to wszystko Wam opisać. Nie wiem co to za dzień, ale na pewno bardzo pozytywny . Najpierw dziki, potem sarny, szalone bobry, do tego drobne sandaczyki, pokrzykująca sowa no i domowe futrzaki lgną dziś do mnie.
Co ja im zrobiłem??
Po prostu nic. One wiedzą, że je kocham za to że są! Kończę i zbieram się na spotkanie. Mam nadzieję, że po tak pozytywnym popołudniu negocjacje z klientem też przebiegną pomyślnie.

Z wędkarskim pozdrowieniem
Paweł Ciołek Bizonik
fot Paweł Popławski

Bizonik

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (15)

Paweł, 2010-11-23 18:06:09
Oj, Pawle, jak ja dobrze znam te klimaty:zacieszacz:I nieraz myślę, że właśnie takie dni najczęściej pamiętamy. Wiadomo, idziemy na ryby, ale bez tej otoczki wędkarstwo byłoby ubogie, baaaardzo ubogie!!!
krzyko, 2010-11-23 18:26:43
Tak, jakże bogaci są ci którzy zauważają przyrodę otaczającą nas wokół.Obserwowanie zwierząt w ich naturalnym środowisku to bezcenny dar szczególnie jeżeli możemy to robić tak blisko wielkomiejskiego molocha i w trakcie oddawania się swojemu ukochanemu hobby jakim jest wędkarstwo.Pawle życzę Tobie i wszystkim wrażliwym na piękno przyrody jak najwiecej takich spotkań w drodze na ryby i w trakcie łowienia.:okok:
Kaz, 2010-11-23 19:20:05
Pięknie to wszystko ujołeś Pawełku i te spotkania nad wodą i te już domowe i jak sam Krzysio powiedział ,trzeba mieć dar żeby to wszystko docenić.:oklasky:
Wozik77, 2010-11-23 19:26:39
Myślę, że dla większości z nas trafiasz Paweł tą opowiastką w samo sedno. Dla mnie osobiście rzekłbym, iż kontakt z przyrodą jest nawet ważniejszy, niż fakt czy coś złowię czy nie. Pewnie, że hol pięknej ryby wzbogaca mi to wszystko niesamowicie, ale przyroda szczególnie o poranku to jednak powalające doznania dla oczu, uszu i nosa!. Świetnie Cię rozumiem !!! :kwadr:
Bizonik, 2010-11-24 08:34:03
Wychowany zostałem z przyroda u paska wiec dostrzegam czasem dużo więcej niż taki zwykły mieszczuch choć w sumie nim jestem. W wielkim mieście mieszkam od urodzenia ale przyroda mnie fascynuje a zarazem przeraża jej bezwzględność siła i upór. Tak naprawdę to całe moje życie kreci się wokół przyrody i praca i czas wolny. Więc chyba rozumiecie czemu postrzegam to wszystko ciut inaczej.
sacha, 2010-11-24 12:04:21
2 weekendy temu wstecz pojechałem sobie nad Wisłę w górę od mostu Siekierkowskiego. Do przejścia spory kawałek więc sobie spokojnie idę i na poboczu polnej drogi widzę zbuchtowaną ziemie:mysli:nie,no przecież filary mostu widzę,do wału miedzeszyńskiego z 400m-widocznie ktoś robaków szukał.Kawałek dalej znowu zbuchtowana darni,no dobra to nie gliździarz tylko dziki.Ale jest 14:00 więc na żadnego nie wlezę bo śpią.Dochodzę do zagłebienia na 3-4m z błotem a że lenistwo nie pozwala mi łazić naokoło próbuję zejść na dół,łapię się gałązki,ta pęka a spod zwalonych drzew i konarów jakieś 15-20m ode mnie wypada 1 dorosły i 4 mniejsze dziki (pewnie locha z tegorocznymi młodymi).Zjechałem na sam dół,spodnie upaprane w błocie,kurtka też.Nawet się nie zdążyłem solidnie wystraszyć.dobrze że locha nie wpadła na pomysł coby spróbować zaatakować.
Kryskon, 2010-11-25 07:44:57
Pawlak! To są klimaty, które Kryskony uwielbiają najbardziej! I dla tego chodzimy na ryby, a nie po ryby:aparat::okok:
Blanek, 2010-11-25 09:28:51
Bardzo fajna relacja! Takich miękkich i "ciepłych" dni jest cała masa, tylko my w zabieganiu dnia codziennego nie zawsze je zauważamy... A wystarczy chwila samotności, bez gwaru i hałasu i jakbyśmy przekraczali granicę magicznej krainy. Pozdrawiam!
edyś, 2010-11-30 10:59:50
Relacja w zasadzie o niczym, ale przynajmniej się uśmiałam setnie :-) Chwała Ci za to
Paweł, 2010-11-30 11:59:54
Edytko, muszę Cię poprawić;P! To nie jest relacja w zasadzie o niczym:jezyk:. To jest relacja właśnie o czymś:hura:! Czymś być może najważniejszym w naszym hobby:hura:. O kontakcie z przyrodą:hura:. Magicznym kontakcie;)! Jestem pewien, że za rok Paweł nie będzie pamiętał wielu złapanych sandaczy. Ale ten dzień zapamięta napewno:hura:
bysior, 2010-11-30 12:01:42
Bo to tylko wędkarz potrafi zrozumieć... :D
edyś, 2010-11-30 12:04:34
Masz rację Pawełku, kontakt z przyrodą i ja mam opanowany do perfekcji i rozumiem to, bardziej mi chodziło raczej o przekaz treści i styl przekazania, pozdrawiam serdecznie
adam-z82, 2011-02-27 11:07:09
"Alicja w krainie czarów":muza:A ta kraina,w centrum wielkiego miasta!!!Szkoda że tak mało osób to docenia i szanuje!!!:wnerw:Pozdro:papa2:
, 2011-12-09 09:45:48
Po prostu cudne!!!! Do tego w pobliżu miasta!:oklasky:Sprawy, które przedstawiłeś są mi strasznie bliskie. Natura dała Ci tyle dostępu, na ile Ty pozwoliłeś sobie na szacunek do Niej. Artykuł i szczery, i piękny. Dzięki za podesłanie materiału. Gorąco pozdrawiam:oklasky::oklasky::okok:
nema44, 2011-12-09 16:40:48
Świetne te Wasze relacje, chłopaki - widzę, że w wolnych chwilach będę miał co robić. Paweł, Ty, Wozik itd... Cała plejada ludzi, którzy rozumieją, na czym polega współczesne wędkarstwo. Aż chce się czytać