Bornholm 2009

Kaz 2010-08-03 Wyprawy wędkarskie

...
Bornholm - miejsce marzeń wielu wędkarzy nie tylko tych łowiących w morzu z kutra, ale dla fanów troci morskiej, łososi oraz wielu gatunków ryb, które w wokół tej wyspy można złowić. Oczywiście ja i koledzy z pracy oraz trzech kolegów z Wcwi.pl wybraliśmy się kutrem "Doktor Lubecki" na połów dorszy na Bornholm.



Nie będe się rozpisywał jak wiele kosztowało mnie nerwów i niepewności z wyjazdem (pogoda przede wszystkim), ale wszystko doszło do skutku i to mnie bardzo podbudowało.

Dnia 06.03.2009 wreszcie z pod zakładu wyruszamy na kolejną wyprawę morską. Do Kołobrzegu docieramy na 23.00, po drodze przez telefon komórkowy dowiaduję się, że koledzy z Wcwi już się zaokrętowali na kutrze w osobach Kot Bury i Marian, którzy jechali osobno z Warszawy.

Po zakwaterowaniu i przygotowaniu kutra do wypłynięcia w morze jeszcze rozmowa z właścicielem w osobie pana Tomasza.

Teraz mogę sobie pozwolić na odpoczynek - zresztą zasłużony. Oczywiście następują jak zwykle rozmowy polaków o wszystkim. I o rekordach i co tam ja będę wam to streszczał sami wiecie jak to jest w takich chwilach hihihhihi...
Poranek zastaje nas na pełnym morzu, oczywiście śniadanie i zaraz zabieramy się za połów tych rekordów (przynajmniej w myślach). Pierwszy dużą rybę i zresztą jego rekord łowi Marcin mój zięć - dorsz o wadze 7,05kg.

Blanek, którego znacie łowi następną rybę tego dnia dorsza o wadze 4,50kg.

Ja niestety w tym dniu nie mam szczęścia i łowię same tak zwane bolki. Koledzy łowią i to ze sporym powodzeniem, ale tak samo jak i ja.

Do portu w Nexo wchodzimy późnym wieczorkiem i co widzę? Swojskie klimaty w porcie... Tak proszę kolegów i w Dani można spotkać taki widok. A mówią że Duńczycy są bardzo wrażliwi na śmiecie...

I tak się kończy pierwszy dzień naszej wyprawy. Następnie bierzemy kąpiel (można tak ją nazwać), gdyż w obiecanym dla nas natrysków zostały tylko umywalki - armator zapomniał powiedzieć, że za natryski trzeba teraz płacić w koronach Duńskich, co w zeszłym roku było już w opłatach portowych zagwarantowane. Możemy teraz stanąć stopą na twardym gruncie co też czynimy.



O godzinie 3.30 rano wychodzimy z portu w Nexo i wypływamy w morze - oczywiście wszyscy jeszcze śpimy snem sprawiedliwych. Gdy się budzę jest godzina 6.00 - szybkie mycie i szykowanie się do następnego dnia połowów dorszy. Pytam się kapitana dlaczego tak daleko łowimy dorsze od wyspy Bornholm i dostaję jednoznaczną odpowiedź, że wokół wyspy są porozstawiane siatki na łososie przez Duńczyków, Niemców oraz Ruskich i dlatego nie możemy zbyt blisko pływać, gdyż grozi to że śruby kutra mogą się w nie zaplątać - siatki są z powierzchni niewidoczne, są zatopione w morzu.
Pierwsze lepsze wyniki w łowieniu notuje kol. Blanek - łowi dublet dorszy po około 4kg. - jest to sygnał, że będą dobre brania. Następnie kol. Wiesiek Gawryła łowi rekord tej wyprawy - dorsz o wadze 8.10kg - przy pomocy Blanka, który pomaga mu podebrać tą dużą rybę. Następuje teraz za zgoda Wiesia sesja zdjęciowa dla wszystkich chętnych, którzy wyrazili zgodę na zrobienie sobie fotki z tym dorszem. Oczywiście i ja również też się załapałem a to tylko dlatego, że Bysiorek nie widział mnie jeszcze z rybą



Podsumowując ten rejs - były i plusy, ale jak również minusy. A to przede wszystkim dzięki obsłudze kutra "Doktor Lubecki". Pomijając Kapitana, mechanik oraz kucharz,


którzy jak sądzę są do naszej dyspozycji w wielu przypadkach nie sprawdzili się - brak zaangażowania i współpracy z nami powodował, że była w pewnych momentach zła atmosfera - chodzi nam o podbieranie ryb oraz, że zostaliśmy potraktowani w wielu przypadkach jak zło konieczne, które muszą obsłużyć. Nie będę przytaczał jeszcze innych przykładów gdyż bym musiał się rozpisać na dobre - ale w sumie dla obsługi wystawiamy wielki minus - panowie poprawa konieczna i to szybko.

Aby nie kończyć tej wyprawy tylko samymi utyskiwaniami - są i dobre strony tej wyprawy - wszyscy zadowoleni z w miarę dobrych połowów, pogoda nam dopisała i sądzę że w przyszłości będą jeszcze lepsze wyniki.

Z swej strony chciałem złożyć podziękowanie dla mojego zakładu, który pomógł nam w sponsorowaniu tej wyprawy. A dla wszystkich uczestników wielkie dzięki za tak mile spędzony czas wraz z Wami, nie zapominając o kolegach z WCWI - wielkie dzięki i do następnego razu!

Ahoj!

Kaz

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (0)

Ten artukuł nie ma jeszcze komentarzy, skomentuj pierwszy!