Wędkarstwo Moją Pasją!

Artykuły wędkarskie / Metody i triki

Boczny trok - trochę inaczej

Autor: Paweł, opublikowano 2010-08-04 09:49:21

--

Jesień. Jakże wyczekiwana przez całe rzesze spinningistów i nie tylko. Marzymy o rekordowych rybach. Ja jednak przewrotnie postanowiłem napisać nie o wielkiej rybie. Ale o okoniu, tym najmniejszym drapieżniku, do tego dość zawężę temat. Do jednej metody. Wędkarstwo to piękne hobby. Dla wielu z nas to wręcz pasja. Nie wspominając już tych, dla których jest to sposób na życie, niemal podstawa egzystencji. Tyle, że każdy szuka w wędkarstwie różnych wartości, doznań, emocji.... Na szczęście wędkarstwo oferuje różne metody. Dla spokojnych są zasiadki. Dla mniej cierpliwych - przepływanka. Ci, którzy usiedzieć spokojnie na miejscu nie mogą wybierają spinning lub muchę. Nerwowi dżerkują myśląc, że szczupak też taki wariat.

No i jest jeszcze tytułowy trok boczny. Na początek krótka definicja.

TROK BOCZNY - metoda połowu ryb za pomocą wędki. Charakteryzuje się wysoką skutecznością. Zestaw do troka bocznego składa się z wędziska, kołowrotka, żyłki, ciężarka oraz haczyka z przynętą sztuczną. Skuteczny cały rok. Jednak szczególnie wskazanym okresem jest późna jesień i początek zimy. Więc łatwo wytłumaczyć dlaczego część wędkarzy stosujących tę metodę tak ciasno się skupia, staje ramię w ramię i energicznie wymachuje rękoma. Po prostu jest im zimno!

Rozróżnia się trzy rodzaje połowu ze względu na zestaw:
A) metoda tradycyjna - normal - wędzisko ok. 20 gram masy wyrzutu, 3 metry, kołowrotek średni, żyłka 0,18, obciążenie odpowiednie do wędziska, haczyk nr 6-8, twisterek 3 cm koloru różnego, zależnie od nasłonecznienia, koloru wody, wiatru, itp., stosowana cały rok, dość skuteczna, zależna od żerowania ryb, rybą poławianą najczęściej - okoń.
B) metoda delikatna - light - sprzęt podobny do powyższego, choć troszkę wycieniony, haczyk nieco mniejszy, nr 10 i twisterek 1,5 cm, stosowana gdy nic brać nie chce, można zaciąć zarówno okonia jeżeli taki występuje w danej wodzie jak i białą rybę sporadycznie
C) metoda wędkarzy zaprawionych w bojach - hardcore - wędzisko znacznie mocniejsze, kołowrotek klasy 3000 lub wyżej, żyłka minimum 0,25 ewentualnie plecionka, obciążenie w granicach 20-50 gram, twister zielony 1,5 cm, założony dla poprawy skuteczności zacięcia na kotwiczce nr 4 lub nieco większej max jednak 5/0, dopuszcza się zsunięcie obciążenia do samej kotwiczki. Hardcore jest niezwykle skuteczny, gdyż nawet jeżeli ryba nie żeruje, to na widok tego malutkiego zielonego twisterka dostaje amoku i atakuje przynętę a to ogonkiem, a to brzuszkiem, płetewką, nie wiadomo dlaczego tylko pyszczkiem nie atakuje...

Wybaczcie tę szyderczą i smutną definicję w punkcie "c". Ale właśnie tak przecież, ktoś nie mający nic wspólnego z wędkarstwem, mógłby opisać tę metodę po krótkim pobycie nad wodą, szczególnie jesienią.

Posłużę się dwoma przykładami, że tak niestety często się zdarza. Kilka lat wstecz. Listopad. Udało się wyrwać jeden dzień urlopu. Niestety, w nocy zmroziło. Wody stojące pokrył cieniutki lód. Więc wybór padł na Narew jakiś kilometr poniżej zapory w Dębem (wtedy nie było jeszcze strefy ochronnej). Nigdy tam jeszcze jesienią nie byłem, ale kilka dni wcześniej w jednym z warszawskich sklepów wędkarskich dowiedziałem się, że piękne ryby tam się teraz holuje (okonie, sandacze, jazie). Na miejscu jesteśmy z kolegą zdziwieni, że w dzień powszedni tylu ludzi. Parkujemy koło kilku samochodów, z zamiarem pójścia w dół rzeki. Rozkładając spinning obserwuję wodę i wędkarzy. Piękna zatoka, powolny nurt. W ciągu paru minut zaobserwowałem kilka holi, niestety nie widziałem jakie to ryby bo było trochę za daleko. Poszedłem w dół, bez efektu, więc po godzinie wróciłem w okolice samochodu. Chciałem poobserwować co, i na co, się tutaj łowi. Prawie wszyscy łowili na ciężki trok boczny. I niestety ryby były zaczepione różnie. Wtedy właśnie zobaczyłem zestaw troka zmontowany z pomocą kotwiczki i malutkiego zielonego twisterka. Cóż, pozostała bezsilność. Wynieśliśmy się kilka kilometrów niżej. Tam chociaż był spokój.

Grudzień 2008. Jedziemy we czterech, zostałem przegłosowany (2:2, ale decydujący głos kierowcy), kierunek Gnojno, choć ja wolałem Bug. Nad wodą ogólnie pusto, tylko tłum na samym początku żwirowni, w zatoce, tam gdzie jest wysoki beton. Ciągnęli aż miło. Za bok, płetwę, grzbiet. Leszcze i liny oraz okonie. W większości metoda to trok boczny. Ja obszedłem cały akwen bez brania. I przed południem byłem już w domu, nie dlatego, że brań nie było (nie to przecież najważniejsze), ale dlatego, że ciągle wzrok uciekał w kierunku tej zatoki i tych ludzi. A żeby było śmieszniej (smutniej tak naprawdę) w obu powyższych przypadkach byłem kontrolowany przez straż. Więc bezsilność tym większa.....

I powiem szczerze: boli mnie to, że tak jest. Boli, że metoda troka jest "dzięki" takim "ludziom z betonu" postrzegana tak fatalnie. Postrzegana jako metoda mięsiarzy, metoda nieetyczna, metoda, za pomocą której w krótkim czasie wytępimy wszystkie okonie w naszych wodach. Ale też jeżeli będzie tak dalej jak teraz to rzeczywiście tak się stanie. I wszystkiemu będą winni sami wędkarze łowiący tą metodą. Czyli my. Nikt inny. Pozostawmy na chwilę boczny trok.

Po co łowimy ryby?

Oczywiście dla odpoczynku, dla wytchnienia od dnia codziennego, poobcowania z przyrodą, wyciszenia, naładowania akumulatorów na następny tydzień, spotkania z przyjaciółmi, itp., itd. Ale przede wszystkim, żeby tę rybę złowić! Bo gdyby nie o to chodziło to zamiast wędki wystarczyłby aparat fotograficzny albo grill. Tyle, że ważne jest jak tę rybę złowimy. Czy zgodnie z regulaminem, poszanowaniem zwierzęcia, zdrowym rozsądkiem? I co z nią zrobimy. Wypuścimy czy zabierzemy i zjemy? Wypuścimy z poszanowaniem żywego stworzenia, czy wkurzeni, że zabrakło do wymiaru. Zabierzemy w rozsądnych ilościach czy też obdarujemy sąsiadów i ich kota a resztę zmarnujemy bo skrobać nie będzie komu? Dużo pytań.........

Bardzo lubię boczny trok. To na pewno nie jest metoda połowu największych okoni, nie jest to metoda selektywna. Ale często po wielu dniach wiślanej, niekiedy bezowocnej, orki lubię wziąć do ręki delikatny kijek i cieszyć się z licznych brań naszych pasiastych przyjaciół. I nikt mnie nie przekona, że w rękach etycznego, normalnego wędkarza jest to morderca ryb. A taka przecież panuje obiegowa opinia. Jest to metoda skuteczna, na pewno. Szczególnie na okonie. Tak jak skuteczne są malutkie woblerki na klenie czy jazie. Czy też drgająca szczytówka na białą rybę. Co, zakazać tego wszystkiego? Oczywiście okoń ma pecha, że jest smaczny. Kleń np. ma więcej szczęścia.

Opowiem trochę o historii mojego bocznego troka bo chciałbym przekonać, że wszystko można poprawić jak się chce. Zafascynowałem się od samego początku, tak samo jak drgającą szczytówką. Bo podobieństw jest wiele, zasada ta sama, nawet kije te same można stosować. Początek sprzętowo to był taki "normal" z definicji powyżej. Skuteczność różna, raz lepiej, raz gorzej, okonków sporo, wielkością nie porażały, choć zdarzały się "rodzynki". Z czasem wybrałem ulubione kolory (okoni i moje), sprzęt troszeczkę wydelikatniłem, choć do przynęt 1,5 cm nie doszedłem. Niestety dużym cieniem na takim łowieniu kładł się fakt, że pewna część okoni była zahaczona zbyt głęboko, i że często były to ryby niewymiarowe (mimo, że kilka lat temu nie było wymiaru ochronnego to jednak zdrowy rozsądek nakazuje okonia poniżej dwudziestu centymetrów uznać za niewymiarowego). No, ale że te maluchy wypuszczałem więc sumienie wydawało się czyste. Ale miałem "szczęście w nieszczęściu" i spotkał mnie taki oto przypadek, który odmienił zupełnie moje podejście do troka. Było to na przełomie września i października, kilka lat temu. Co prawda spinning nie jest metodą stacjonarną, ale że okonki żerowały nawet fajnie to "okopałem" się po pas w przybrzeżnym zielsku. I jak to z okoniami bywa, niekiedy na jednego większego przypada kilka małych. A po jakimś czasie, jak się chciałem przenieść w inne miejsce, wycofując się dostrzegłem na wodzie kilka okonków pływających, niestety, po powierzchni. Moich wypuszczonych maluszków! Wypuszczonych z przekonaniem, że wszystko jest ok. Nie wyglądało to dobrze!!! I zdałem sobie sprawę, że tak dalej być nie może. Wędkowanie zakończyłem, byłem nieźle zdołowany.

Wieczorem, siedząc w domu, czarne myśli mi chodziły po głowie. Przestać łowić na troczka? Zbyt łatwe rozwiązanie. Przecież lubię raz na jakiś czas pochodzić w ten sposób za okoniem. Co robić? Szczęśliwie przypomniałem sobie wydarzenie znad Wisły. Siedziałem na główce, dwa pikerki rzucone lekko skos w górę rzeki. Zaczęły brać jazie. Niewielkie, 20-25 cm. Brały bardzo agresywnie, więc jedną wędkę zwinąłem. Mimo, że trzymałem kijek w ręku, kilka zaczepionych było dość głęboko. Puszczałem je, ale nie miałem pewności czy któryś z nich jednak nie zginie. Przemyślałem. I zmieniłem haczyk na znacznie większy, a przypon skróciłem. Bingo. Brań miałem tylko trochę mniej, skuteczność zacięcia spadła, ale wyciągnięte jazie były większe i płycej zaczepione. Więc siedząc wieczorkiem po niechlubnym "okoniowaniu" poszedłem tym tropem. I mogę teraz powiedzieć, że w wyniku wprowadzenia w czyn moich przemyśleń znów jestem szczęśliwym poławiaczem okoni na trok boczny. Podam dla przykładu, że w sezonie 2008 przechytrzyłem wiele okoni, jakościowo to był dla mnie bardzo dobry rok. W stosunku do lat poprzednich liczba złowionych okoni spadła, powiedzmy o połowę, ale za to liczba maluszków głębiej zahaczonych spadła zasadniczo! A jednocześnie liczba okoni w granicach 25-35 cm wyraźnie wzrosła. Same plusy! Dodatnie!!!!! Moją obecną metodę mogę nazwać "optymalną". Przynajmniej dla mnie. Na czym polega i jak wygląda?


Kijek możliwie delikatny. Ja mam kongerowskiego Mikrosa 215 cm, cw. 0,2-5 gr do połowu z pływadła, a z brzegu Balzerka Diabolo 270, troszkę tylko mocniejszego. Malutki kołowrotek, żyłka główna 0,14, przypon 0,12, żyłkowy oczywiście, obciążenie 2-8 gram, zależnie od odległości, głębokości i siły wiatru. I to co najważniejsze. Na końcu zestawu haczyk nr 3 lub najchętniej nr 2 z długim trzonkiem oraz twisterem 5 cm (2 cale). Niekiedy pozwalam sobie na twistera 3,5 cm (1,5 cala), ale zawsze z grubszym korpusem (taki fajny model ma Relax) i nadal na haczyku minimum nr 3. Taki zestaw znacznie utrudnia małemu okonkowi możliwość głębszego wciągnięcia. I myślę, że ważne są tu trzy czynniki. Pierwszy to pełna koncentracja. Drugi to delikatny kijek na którym czuję nawet "wąchającego" niemalże okonia dzięki czemu mogę błyskawicznie zareagować. I trzeci - relatywnie duża przynęta (jak na tę metodę, oczywiście) na sporym haczyku, którą okoń ma trudniej głęboko zassać. A już okonek - maluszek w szczególności. O kolorach gumek tutaj nie wspomnę bo to temat na oddzielne opowiadanie. Aczkolwiek moje okonie wolą te ciemniejsze.....

I znowu mogę z czystym sumieniem poławiać okonie. Oczywiście nie zawsze na troczka. Często na małe obrotówki, woblerki i naturalnie niewielkie twisterki i ripperki na główkach 1-5 gram. Ale troczek dla mnie ma swoją "magię". Jak już wspomniałem przypomina mi bardzo "drgającą". I tak też łowię. Rzut, uderzenie ciężarka o dno i..... czekam. Kilka, nawet kilkanaście sekund, nie ma brania, podrywam, pół metra i znów stop. Jakby tak policzyć to 75% brań widzę jako powolne przygięcie cieniutkiej szczytówki lub seria delikatnych drgań. A do tego potrzebne jest skupienie i pełna koncentracja. Z tym, że ta metoda lepsze zastosowanie ma na wodach stojących. Na rzekach trudniej jest wyselekcjonować większego okonia.

Aczkolwiek z trokiem, mimo, że taki skuteczny, różnie bywa....

Podam dwa, całkowicie przeciwstawne, przykłady z 2008 r. dlaczego tak lubię tę metodę i dlaczego uważam, że nie jest to bezmyślne wędkarstwo. Z kolegą pojechaliśmy nad wodę. Ja sobie pływałem pontonikiem. On z brzegu. Niestety miałem kiepski dzień, ciśnienie (moje tętnicze, nie atmosferycze!) ciut za duże, nie mogłem skupić się na łowieniu. Po trzech godzinach złowiłem jednego wymiarowego okonia i miałem niewiele brań. Podpływam do kolegi, on ma z dziesięć wymiarowych. Cóż, honor, nie honor, stanąłem koło niego. W ciągu godziny on złapał następne kilka (niezbyt dużych, ale jednak...) , a u mnie praktycznie pusto! Porażka totalna! Widać nie potrafiłem tego dnia skupić się na prowadzeniu przynęty, brak mi było cierpliwości. Więc wpłynąłem pływadełkiem w trzciny, ułożyłem się wygodnie, wystawiłem twarz na słoneczko i ... odpoczywałem.

I druga zeszłoroczna przygoda. Wybraliśmy się we trzech nad bużysko w listopadzie. Koledzy po dwa kije, na okonka i szczupaczka. Ja tylko ze swoim Mikrosikiem. Kilka godzin łowienia, efekt taki, że u nich po szczupaku, ale okonia ani jednego, nawet brania brak. Natomiast ja łowiąc po swojemu miałem trzynaście okoni od 28 do 35 cm! I co najważniejsze - wszystkie były zacięte dosłownie "za skórkę". Brania były widoczne jako leciusieńkie przygięcie szczytówki, zacinałem prawie na wyczucie. Gdyby nie miękki kij i podbierak ciężko byłoby je wyholować.

Dla takich, i wielu jeszcze podobnych doświadczeń, tak bardzo staję w obronie troka. I jestem przekonany, że można świadomie ograniczyć złe strony tej metody. Nie zmienia to faktu, że marzę o dolnym 20-centymetrowym wymiarze ochronnym dla okonia, górnym 35 cm, limicie ilościowym, powiedzmy 15 sztuk, a najlepiej jeszcze mniej, ochronie przynajmniej w marcu, a może i w kwietniu. A już najbardziej marzę o znalezieniu sposobu na tych wszystkich "hardcorowców", którzy późną jesienią stoją ramię w ramię i niszczą wszystko co na drodze ich kotwiczek się znajdzie!!!!!

Nie chciałbym, żeby ten tekst był przyczynkiem do kolejnej dyskusji o "etyczności" wielu wędkarzy. Wspomniałem o nich niejako z konieczności, przy okazji tematu głównego. Bo parafrazując słowa trenera drugiej klasy Jarząbka Wacława z filmu Miś: ci wędkarze "to nie ludzie - to wilki"! I takich "wilków" każdy z nas widział nad wodami nie raz, niezależnie od metody jaką pozyskiwali rybie mięso. Trzeba ich tępić. Ale tych zwyczajnych wędkarzy jest jednak znacznie więcej, wierzę w to niezmiennie. Natomiast chodziło mi o coś zupełnie innego. Jesień to przecież wspaniały okres połowu okonia. Przed nami wiele dni uganiania się za tą rybką. Może ktoś w moich doświadczeniach dostrzeże swoje dylematy i spróbuje zmodyfikować sprzęt i przynęty do troczka na takie bardziej "po mojemu"? Cieszyłbym się bardzo!

Bo okonie to takie piękne rybki!!!

Komentarze: 2

Informacje o autorze

Paweł

Moja wędkarska przygoda zaczęła się w latach siedemdziesiątych. Lubię połowić na spławik, przede wszystkim przepływanka w każdej formie - bolonka, bat. Na wodach stojących na spławik łowić nie umiem, tam zachowuje się jakbym miał ADHD, czyli.... przepływankowuję i tak. Lubię też posiedzieć przy gruntówkach, kiedyś były to ciężkie wiślane kije, obecnie drgająca szczyt...

Więcej informacji znajdziesz na blogu Paweł

Skomentuj "Boczny trok - trochę inaczej"

Aby dodać swój komentarz musisz się zalogować!

Jeśli nie masz jeszcze konta na Shrap-Drakers.pl zapraszamy do zapoznania się z regulaminem i rejestracji na portalu!

Komentarze (2)

Skomentował Wozik77, 2010-11-12 10:53:07

Tak Tak - okoń to piękna i niezwykle waleczna ryba. Szczerze to oddałbym wszystkie swoje roczne szczupaki za jeden dzień "porządnego nałowienia" się trzedziestaków garbusków Kwadr

--
"...mam swoją pasję, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej..."

Skomentował Bizonik, 2010-11-12 20:39:46

Cóż mozna dodać okoń jest najładniejsza rybą naszych wód a zarazem najbardziej kapryśną i nieobliczalną ale za to go kocham.



Ostatnio komentowane teksty

Zostań Testerem Dragona - wyniki!

skomenował: waldekp

Proszę, aby wszyscy uczestnicy konkursu przesłali bysiorowi dane, o które poprosił. Są potrzebne dla mnie (księgowości), abym mógł zrobić w firmie porządek z papierkami i wszystkim wysłać upominki. ...
zobacz więcej

Zostań Testerem Dragona - wyniki!

skomenował: gonzaless

Gratuluję zwycięzcom, przegrany się nie czuję. Nawet mi się to spodobało i chyba będę więcej pisał testów ROTFL ...
zobacz więcej

Zostań Testerem Dragona - wyniki!

skomenował: czerwcowy0520

To jest przykład fajnego i prawdziwego konkursu a nie jakiegoś smsowego...tutaj trzeba się troszkę napracować i wysilic...mi osobiście bardzo to odpowiada, a zdrowa i koleżeńska rywalizacja na wysokim ...
zobacz więcej

Zostań Testerem Dragona - wyniki!

skomenował: bysior

Ja jeszcze raz dziękuję od siebie za Wasz udział w konkursie i gratuluję zwycięzcom! Oklasky Oklasky Oklasky ...
zobacz więcej

Zostań Testerem Dragona - wyniki!

skomenował: czerwcowy0520

Gratuluje mojemu wspolzwyciezcy oraz reszcie kolegow biorących udział w konkursie. Tak jak powiedział Pan Waldemar poziom wysoki a arty zroznicowane! Pragne serdecznie podziekowac firmie Dragon za wyr ...
zobacz więcej