Bóbr z nad Wisły

Paweł 2011-12-24 Opowiadania

...
Wigilia. 24 grudnia 2011 r. Coś mnie ciągnie od rana nad Wisłę. Ot, tak, bez wędki. Na chwilkę. Pewnie nad Królową już w tym roku nie będę wędkował. Tym bardziej może warto odwiedzić... Przecież w Wigilię różne niespodzianki mogą nas spotkać...

Z samego rana wsiadłem na rower. 10 minut i jestem nad wodą. Postanowiłem zajrzeć na czwartą główkę. Lekki śnieżek jeszcze się utrzymuje. Przebijam się przez krzaki i...
U nasady główki, kątem oka, zobaczyłem coś niebieskiego pod drzewem...

Podchodzę i... List! Adresowany do mnie!!!

Z niedowierzaniem rozrywam kopertę i wyciągam ze środka kilka kartek. Czytam.


„Siemanko Pawle...

To ja - Twój Przyjaciel z nad wody... Od prawie dwóch dekad mieszkam nad Wisłą. Często Cię obserwuję, a Ty o tym nic nie wiesz ... Opowiem Ci o sobie, bo fajnie by było, abyśmy poznali się bliżej...

Na imię mam Władysław. Dla przyjaciół Władek. Z tym imieniem to i tak furę szczęścia miałem. U nas jest taki zwyczaj, że nadają imię zgodnie z imieninami w kalendarzu... Moja siostra - bliźniaczka to Teodozja, nieźle co? Teosia na Nią wołają, brrr... Urodziłem się nad Wisłą na wysokości Maciejowic w Wielką Sobotę, 2 kwietnia 1994 roku. A więc idzie mi już na osiemnasty rok. Ludzie w takim wieku wchodzą dopiero w dorosłość, dla mojego gatunku to niestety schyłek życia już... Choć ja na szczęście czuję się nadal wyśmienicie...

Rok 1994, w którym przyszedłem na świat, pamiętam jak przez mgłę... Pamiętam jak w naszym żłobku próbowali kształtować nasze charaktery. Na okrągło puszczali nam kinową nowość: Król Lew. Elton John w śmiesznych okularach grał na fortepianie i śpiewał, jakiś kudłaty gamoń latał i ganiał antylopy, a stara małpa wcinała się we wszystko. Ha ha ha, kto by takie coś chciał oglądać. Z kumplami woleliśmy w tajemnicy pośmiać się z Forresta Gumpa czy też emocjonować się losem porąbanych bohaterów z Pulp Fiction. Tamten rok był całkiem udany, powoli kończył się okres susz, Wisła znowu zaczynała nieść więcej wody. Bobrzym rodzinom znowu zaczęło się powodzić...

Lata 94-97 to był dla mnie czas zabawy, czas szaleństwa. Czas beztroski.

Pływaliśmy od norki do norki, zbieraliśmy drobne patyczki, zajadaliśmy się młodymi pędami i listkami. Jednym słowem: luz blues!

Lato 97 wywróciło moje życie do góry nogami... To już był czas, kiedy z beztroskiego małolata zacząłem przeobrażać się w przystojnego młodzieńca. Miałem 3 lata, przekroczyłem 12 kilo wagi, miarka wskazywała prawie trzy czwarte metra. Sierść brunatna, błyszcząca, ząbki okazałe i czyściutkie (dbałem o siebie, a co?). Ogon też już miałem solidny. Zacząłem oglądać się za młodymi bobrzycami, z czego rodzice bardzo się cieszyli. Nic nie zapowiadało katastrofy.

Owszem, padało na południu kraju, ale nikt nie spodziewał się tego co nastąpiło niebawem... Bodajże 4-ego lipca, kiedy bobry amerykańskie świętowały u siebie Dzień Niepodległości - Wisła gwałtownie zaczęła się podnosić. W ciągu dwóch dni przybrała kilka metrów. Przybór był gwałtowny, nurtem płynęło mnóstwo drzew... Porzuciliśmy nasze żeremia, ewakuowaliśmy się do samego wału. Tam zawsze było bezpiecznie. Niestety, nie tym razem. W nocy wał zaczął przeciekać, zagrożenie przerwania wału zaczynało być realne. Z chłopakami popłynęliśmy w miejsce najbardziej zagrożone. Chcieliśmy ratować. Nagle wał zaczął pękać, rzuciłem się w przeciwna stronę i... musiałem uderzyć się w jeden z pni płynących po Rzece. Zaczęło mnie ostro znosić, z trudem wciągnąłem się na ten pień. Straciłem przytomność...

Nie wiem jak długo to trwało. Ocknąłem się późnym wieczorem, mimo lata - zmarznięty, leżałem na piasku obok nasiąkniętego wielkiego drzewa.

Zmarznięty, głodny, ale... żywy. Dwa dni skubałem zieleninę z „mojego drzewa” nie będąc w stanie się poruszać. Woda wydawała się opadać, była coraz bardziej klarowna. W końcu nabrałem sił, ruszyłem sprawdzić gdzie jestem. Wdrapałem się na skarpę. I zdębiałem! Uaaaa...Co to?

Wyostrzam wzrok...

Nigdy nie widziałem czegoś takiego! Gdzie ja jestem???? Przerażony pobiegłem w przeciwnym kierunku. Wpadłem w jakieś starorzecze, przepłynąłem, wyskoczyłem na brzeg. Słaby byłem, znowu straciłem przytomność... Ocknąłem się dopiero nad ranem. Otworzyłem oczy. I zobaczyłem Ją. To był najpiękniejszy widok jaki mogłem sobie wymarzyć. Siedziała dwa metry ode mnie. I jakby nigdy nic zajadała się soczystą gałązką. Miała piękną figurę, błyszczące ząbki i śliczne wielkie oczy... Oczy, które wpatrzone były we mnie... Niepostrzeżenie wciągnąłem brzuch, wygładziłem futerko, wstałem. Z fasonem wyciągnąłem łapkę. Przedstawiłem się, wszak rodzice dobrze mnie wychowali.
- Władysław – rzekłem.
- Krystyna – usłyszałem w odpowiedzi.
To był najcudowniejszy głos jaki kiedykolwiek słyszałem. Po krótkiej „rozmowie zapoznawczej” okazało się, że wiślane nurty przywiodły mnie ponad 50 kilometrów w dół. Prawie do samej Warszawy. Pomyślałem o Rodzinie, miałem nadzieję, że Im nic się nie stało. Wiedziałem, że nie mam szans powrócić pod prąd w rodzinne strony. Zresztą... Tu była Krystyna... Krysia... Jeszcze tego roku, jesienią, została moją żoną... A na wiosnę byliśmy już szczęśliwymi rodzicami dwójki malusieńkich Boberków.

Cóż Ci, Pawle, będę opowiadał...

Kolejne lata to czas zwykłego bobrzego życia. Smutki przeplatały się z radościami, wysokie stany wody z niżówkami. Wiosną 2002 roku zostaliśmy z Krysią dziadkami, w maju 2004 weszliśmy do Unii...
Lata leciały, każda kolejna większa woda wymuszała na nas budowanie coraz to nowych domów – żeremii. Ale to przecież z tego składa się życie bobra. Ból bobra. Radość bobra. Codzienność bobra...

Ogólnie XXI wiek to dla nas czas prosperity. Między główkami zaczął się robić coraz większy sajgon. Nowe, młode krzaki zaczęły coraz mocniej się ukorzeniać, pniaczki stawały się przyzwoitymi pniami. Dla bobrów to takie przysłowiowe życie jak w Madrycie. Gdzie nie spojrzysz – materiał na nową budowlę.

W tym miejscu pochwalę Ci się jak mieszkam. Od zeszłego roku mam porządną chałupę. Trzy pokoje, w tym salon, dwie sypialnie, łazienka, przestronna kuchnia. Często przechodzisz nad moim domem. Może z zewnątrz nie wygląda tak wystrzałowo jak w środku... Ale za to jaka dzielnica!!!


Mamy też elektrykę, wszak nie tak daleko do linii wysokiego napięcia...

Ale, ale, Pawle, przecież nie wspomniałem Ci jeszcze przecież jak my się poznaliśmy. Jak ja poznałem Ciebie...

Pamiętasz jak w 2002 roku za piątą główką, po wiosennej wysokiej wodzie, przy brzegu zrobiła się głębsza rynna, a niedaleko wysokiego napięcia powstała taka długa podłużna wyspa? Pod koniec maja o świcie jakoś przedarłeś się na naszą wyspę. Wtedy jeszcze brodziłeś po Wiśle w trampkach, nie w woderach. Szedłeś wzdłuż wyspy od strony nurtu (nie od brzegu). A my z Krysią staliśmy wtedy na krawędzi wyspy i czochraliśmy się w pierwszych promieniach słoneczka. Pamiętam jak wpatrywałeś się z kwadrans w te nasze zabawy. Bez ruchu, chyba z zachwytem. A potem cichutko wycofałeś się, żeby nam nie przeszkadzać. Wtedy z Krysią już wiedzieliśmy, że dobry z Ciebie człowiek.

A z tym Twoim brodzeniem to też fajna historia. Kiedyś prawie na śmierć przestraszyłeś Mike’a. Opowiadał jak to płynął niespiesznie swoim stylem wężowatym w nieco „trąconej” podwyższonej wodzie. A tu nagle „coś” ogromnego otarło się o niego! Aż wrzasnął ze strachu. Tym „czymś” to Ty byłeś. Ale, ale... Mike to w ogóle ciekawa postać. Jest to zaskroniec, ale wydaje mu się, że jest węgorzem. I dlatego każe na siebie mówić Mike. Utrzymuje, że przypłynął z oceanu. Odwala mu do tego stopnia, że do mnie też mówi tak z obcego języka: Vlad... I co roku wybiera się do jakiegoś Morza Sargassowego. Wybiera się... i wybrać nie może. Jak ta sójka....

Pawle, później jeszcze wielokrotnie nasze ścieżki się przecinały... Najczęściej nocą.


Raz, wybacz mi to, zrobiłem ci mocny żart. Łowiłeś późnym wieczorem przy złamanym murku. Akurat przepływałem obok, trochę się spieszyłem do domu. Ale, że humor miałem doskonały – wyszedłem na brzeg myśląc jaki by Ci numer wyciąć. Szansa sama przyszła do mnie. Natknąłem się na łosia z żoną i dwójką małych. Mówię do niego „Łosiu, pomożesz”? Zgodził się. I pędem wpadli do wody całą rodzinką tuż koło Twojego stanowiska... I popłynęli na druga stronę. Wiem, gruby żart, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze, że masz kłopoty z ciśnieniem... Często też pływałem wokół główek, na których wędkowałeś z gruntówkami.


Potem przyszedł czas, że częściej Cię obserwowaliśmy jak płynąłeś pontonem. Najczęściej spływałeś dalej, ale niekiedy kończyłeś spływ tuż koło naszego domku.

Wtedy też zaobserwowaliśmy, że na Twojej kamizelce pojawiła się taka niebieska naszywka z ludzikiem z wędką w ręku.

A potem coraz więcej wędkarzy na naszym odcinku taki niebieski prostokącik sobie przyszywało. Dobrzy to Ludzie, witamy zawsze z otwartymi rękami. Chyba dwa lata temu bóbr Marian spod Gdańskiego opowiadał u cioci na imieninach, że Drakersi i u Niego na rewirach bywają. Jednego to nawet próbował przedrzeźniać... Marian widział, a @kaczy fotografował...

Śmiesznie było w zeszłym roku jesienią z takim jednym dużym gościem. Też od Was. Przyszedł wieczorkiem na trzecią główkę. Sam. Wtedy mieliśmy w pobliżu kolejną imprę integracyjną z kumplami z lewego brzegu. Wszędzie nas było pełno, niektórzy mieli dobrze w czubie. On nas nie widział, ale dawaliśmy Mu znaki, że jesteśmy... Nawet art o tym napisał (http://shrap-drakers.pl/artykul/co-ja-im-zrobilem/)

A kuzyn z Pułtuska kiedyś wspomniał, że mają tam z jakimś kolesiem niezły ubaw. Naczelny na Niego wołają. Lata nocami za sandaczami i ciągle próbuje nawiązać kontakt z jakimś wyimaginowanym Boberem. A ostatnio to nawet z sandaczem walczył. Na brzegu. Przegrał, mętnooki połamał Mu wędkę. W trzech miejscach. Cóż, kolejny dobry to człowiek na pewno. I wygląda na nieszkodliwego wariata...

Najcięższym czasem był dla nas rok 2010. Od połowy maja do końca sierpnia to była walka o przetrwanie. Od powodzi do powodzi, ani chwili spokoju. Moje (i naszej starszyzny) doświadczenie pomogło przetrwać ten trudny czas...



Część naszych, najczęściej młodziaków, spłynęła wtedy z prądem. Tak jak ja kiedyś. Pewnie teraz buszują gdzieś w Stolicy albo jeszcze niżej. Trochę mi ich szkoda, w bieżącym roku podobno strasznie dużo tam syfu płynie, jakieś roboty przy kanalizacji się odbywają. Zabójstwo dla wodnych stworzeń to jest. Ale cóż, takie życie... A jeszcze poniżej karczują brzegi na potęgę. Wspomniany wcześniej Marian pomstuje na czym świat stoi. Musi babrać się w jakiś „łysych” rowach. Na szczęście zaczął współpracować z tamtejszym „ważnym” – Królem Tarcho. Nawet Mu zapozował, żeby świat dowiedział się o tych niegodziwościach...


Ale tu, niestety, muszę Ci się poskarżyć na Twoje plemię, na ludzi. To, jak niektórzy z Was zachowują się nad wodą – to tragedia i dramat. Te hałasy, te wrzaski, to picie wódy – koszmar. Choć to najmniejszy problem. Za to te śmieci! Przecież dla nas, zwierząt, często to śmierć! Ot, weźmy na przykład głupią gumę do rzucia. Błyszczący rzucony papierek zaciekawi małego Boberka na pewno! Kiedyś mój wnuk omal życia nie postradał jak zjadł to nieopatrznie... A żyłka czy plecionka zwinięte w kłębek i porzucone w trawie. Pewna śmierć dla kaczuchy, która zaplącze się w te sidła!
I wiele innych podobnych. Ale Ty sam dobrze wiesz o co mi chodzi. A wystarczyło by, żeby ludzie nie śmiecili. Wystarczyłoby, żeby to co przyniosą nad wodę – zabrali z powrotem. I tyle! Nie będę Ci dołączał do listu fotek tych śmieci - nie ma takich wielkich kopert!!! Dołączę tylko jedno zdjęcie. Jak oni to tutaj przynieśli???

Wasza inicjatywa sprzątania Jeziorka Czerniakowskiego odbiła się szerokim echem w naszym zwierzęcym światku... Na wiosnę zapraszamy nad Wisłę... Jeszcze o jednym muszę Ci się pożalić. Szarpakowcy. Sam jestem ofiarą tych imbecyli! Kiedyś późną jesienią płynąłem sobie spokojnie, a tu trach..., wielka kotwica wbiła mi się niedaleko ogona. Silny jestem, to i zerwałem grubą żyłkę, ale do Świąt miałem problem z powstałą raną... I trochę mnie martwi ta nagonka na nas - Bobrów. Że niby nas już tak dużo, że szkodniki jesteśmy, że przez nas te powodzie... Ludzie, opamiętajcie się, nie strzelajcie do nas! Jak taki bóbr może zaszkodzić Wiśle? Owszem, nasi we wsiach to inny problem. Im tam rzeczywiście odwala. Nie wiem, jakieś kompleksy mają czy co? Ich to naprawdę trzeba resocjalizować bo hobby - zatopić wieś – nie jest zdrową pasją.

Ale ja nie wiem co z nami będzie w międzywalu. Bo za dzikich już się wzięli. Łapią ich jak tylko się da. Podobno proponują im wczasy w Bieszczadach.

Wyjeżdżają też ponoć na Majorkę. Ale tam to chyba na stół wyjeżdżają, z jabłuszkiem... Jak to mówią: no dobrze, Panie Bobrze, dość tych narzekań na plemię ludzkie... Wszak Wigilia jest, Święta za pasem...

Chciałbym Ci się czymś ważnym dla mnie pochwalić. W 2010 roku zostałem laureatem dorocznej Nagrody Bobra. W dziedzinie badań nad nowatorskimi metodami zapobiegania skutków powodzi... Podobno moje pomysły mają być wdrożone już w 2012 roku... Oby tak się stało...

Muszę Ci jeszcze wspomnieć o naszych osobistych tegorocznych spotkaniach. Czyli wybiórczą retrospekcję 2011 roku czas zacząć!

Pierwsze nasze „bliskie spotkanie trzeciego stopnia” z Tobą miałem wczesną wiosną. 2-go kwietnia szykowaliśmy z Krysią imprezkę z okazji moich urodzin. Uroczysta kolacja miała odbyć się wieczorkiem, ale od samego rana zabrałem się za sprzątanie okolicy. Wiadomo, przypłyną najbardziej prominentne bobry z okolicy, wszak jestem szanowanym i zasłużonym obywatelem naszej społeczności.
Już bladym świtem w oddali usłyszałem wędkarza na rowerze, śmiesznie mu błotnik klekotał. Jakież było moje zdziwienie, że to Ty przypedałowałeś na ryby. Rower zmieniłeś, na czerwony. Też ładny. Przyglądałem Ci się z za tamtego krzaka po prawej...

Ustawiłeś się tylko z przepływaną, łapałeś na bata, tak na oko 6 metrów. Sporo jazików złapałeś w tej głębszej rynience przy brzegu. Ale to był błąd, grubsza ryba stała dalej, na płytszej wodzie. Gruntówka byłaby lepszym rozwiązaniem... Dwa dni później też byłeś. Już mądrzej, z feederkami penetrowałeś płytszą wodę. Ale z tego dnia szczególnie utkwiła mi w głowie kanapka, którą położyłeś na chwilę na trawie, bo branie miałeś! Nie zauważyłeś, a ubyła Ci połowa, hi hi hi... Pyszna była, z szyneczką!!!

W maju uganiałeś się za rapkami, więc widywałem Cię tylko w przelocie jak płyniesz...

Czerwiec pewnie spędziłeś wyżej, przy murku, bo Cię u nas nie widziałem. Co, sandacza pewnie poszukiwałeś w rynience przy opasce? Ciekaw jestem czy coś trafiłeś, bo z moich informacji wynika, że mętnookie w tym czasie spłynęły do Stolicy... Jakieś zgrupowanie miały czy obrady...

A pierwszego lipca omal mi łebka nie rozwaliłeś... Widziałem Cię jak przyszedłeś na główkę. 30 czerwca, za kwadrans dwudziesta czwarta. Czekałeś na północ, dokładnie o godz. 0.00 oddałeś pierwszy rzut sumowy w sezonie... Tylko dlaczego we mnie? To chyba był Salmo Boxer, bo fontanna była, że ho ho.... I postanowiłem się zemścić...

Prawie do świtu czekałem, ale warto było. Rzucałeś, rzucałeś, rzucałeś... I tak gdzieś przed trzecią usadowiłeś się wygodnie opierając się plecami o ten wielki kamień. Po raz kolejny machnąłeś spinnerkiem. Dwa obroty korbki i... spokój. Podpłynąłem bliżej, cichusieńko, cichusieńko... Wylazłem na brzeg, wlazłem na kamień i fru na główkę do wody!!! Ha ha ha, jednocześnie się ocknąłeś, zaciąłeś, poderwałeś na równe nogi... Pamiętasz (pewnie jak przez sen) ten odgłos jakby płytę chodnikową z mostu ktoś rzucił? Nie, nie, Pawełku, to nie był sum, na którego przez następne godziny gorączkowo polowałeś! To ja, Władek, żart Ci zrobiłem... Do tej pory opowiadamy sobie tę historię w gronie przyjaciół... Z rozbawieniem, z sympatią oczywiście...

Sierpniowy przyborek przegonił nas na jakiś czas z koryta. Ale Ty dawałeś nieźle sobie radę. Z uporem maniaka pokonywałeś to bagienko, w którym my sobie zrobiliśmy czasową siedzibę.

I czesałeś tę fajną miejscówkę "na wysokim"

Później wielokrotnie Ci jeszcze widywałem. A to za boleniem przed wieczorkiem się skradałeś.

A to sandacza szukałeś o zmierzchu.

Późne lato i początek jesieni zajęty byłem budowlanką.


Niestety, ten rok to ciągłe niżówki. Ciężko było. Tak jak Wam wędkarzom, nam bobrom też...



A potem Ty znikłeś mi z pola widzenia. Bałem się, że coś Ci się stało. Na szczęście w listopadzie wróciłeś. Raz podpłynąłem tak bliziutko, że zobaczyłem dlaczego tak długo Cię nie było. Twoja łapa w usztywniaczu wskazywała, że miałeś jakąś niemiłą przygodę, która wyłączyła Cię z wędkowania...

Jeszcze kilka razy wieczorami widziałem Cię jak skradałeś się za sandaczem, ale chyba nie był to dla ciebie zbyt dobry rok... Sandacze w tym roku w ogóle jakieś otumanione pływały, same nie wiedziały chyba o co im biega (pływa)... Odwrotnie niż sezon wcześniej... A ostatni raz w tym roku widzieliśmy się trzy dni temu, w ostatni dzień jesieni. No, plecionka już nieco Ci przymarzała, do tego jakiś obolały byłeś i mocno przybrudzony... Czyżby pierwszy śnieżek sprawił problemy?

Dobra, powoli będę kończył ten przydługi nieco list.

Skoro to czytasz, to znaczy, że jednak dotarłeś w Wigilię nad wodę i znalazłeś ten list. Jakbyś nie znalazł – nic by się nie stało. Miałem opcję alternatywną. Kaczka Pocztowa!

Obiecała, że jak do 15-tej nie będzie Cię nad Wisłę – podejmie się misji dostarczenia. Bo nasze Kaczki Pocztowe działają błyskawicznie i perfekcyjnie!

Ale na szczęście przybyłeś dziś. A na wiosnę zapraszam Cię na kolejne nasze „bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Wiesz już gdzie mieszkam, wpadnij proszę... Najlepiej drugiego kwietnia. Na moją osiemnastkę...

Pawle! Wesołych Świąt Tobie życzę!

I przekaż, proszę, również wszystkim Drakersom, tym Dobrym Ludziom, życzenia Zdrowych, Wesołych, Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, a także Szczęśliwego Nowego 2012 Roku...

Władek z Rodziną...”


----------

Hmmmm..., przeczytałem uważnie. I się zadumałem. Z niedowierzaniem rozglądam się wkoło niepewnie... Bo może Władek przygląda mi się z ukrycia. Pewnie tak, ale ja niestety, nie widzę Go.


Ale wierzę, że gdzieś tutaj jest Bóbr Władek... Bo... przecież... to co napisał - to szczera prawda, fakty, zdarzenia, które i ja pamiętam...

Pamiętam, doskonale pamiętam, jak przeszedłem wtedy na tę wyspę i oczom moim ukazał się cudowny widok. Dwa dorosłe bobry siedziały na granicy wody i brzegu. W porannej mgiełce podświetlanej przez wschodzące słońce... widok to przepiękny był... Patrzyłem na Nie zafascynowany. One patrzyły na mnie... Powolutku zacząłem się wycofywać, żeby nie psuć ich spokoju... Jak ja teraz żałuję, że miałem taki nędzny aparat i nie zrobiłem fotki. Bo, okazuje się, wtedy właśnie spotkałem po raz pierwszy Władka.

Pamiętam też Mike’a oczywiście! Prześliznął mi się po nogach, obrzydlistwo, po tym spotkaniu kupiłem sobie w końcu wodery! Pamiętam przecież to stado łosi, które wtargnęło do wody tuż koło mojej szczytówki. Na wspomnienie tamtej chwili odruchowo włos jeży mi się na czaszcze...

Pamiętam doskonale 1 lipca tego roku. Machałem za sumem od północy, powoli sen zaczął mnie morzyć. Usadowiłem się wygodniej... i chyba musiałem przysnąć... Obudził mnie niesamowity plusk. Sum na pewno! Ogromny!!! Do szóstej machałem za tym sumem z nową nadzieją. A tu proszę, dowiaduję się, że to kolejny żart Władka był...

Powracam ze swoich wspomnień do rzeczywistości... nad wigilijną Wisłę. Obracam w rękach niezdecydowanie kopertą.

Nie wiem co robić. Pakuję list do kieszeni... Jadę do domu. W domu opowiadam całą historię. Nie wierzą mi oczywiście! Ale przecież mam dowód, mam list! Podchodzę do wieszaka, szukam listu w kieszeni. Nie ma! Gorączkowo przeszukuję wszystkie kieszenie... Nie ma, nie ma... Czyżbym go zgubił po drodze? Bo przecież miałem go w rękach, czytałem...

Ale wiecie co? To w gruncie rzeczy nieważne czy ten list istniał czy to tylko moja fantazja. Bo przecież One tam są z nami zawsze. Towarzyszą nam wciąż w naszej pasji...Te wszystkie łosie, dziki, bobry, lisy, kaczuchy, sarenki... Patrzą na nas, obserwują. Z ufnością, z radością, z nadzieją... Nadzieją, że nie będziemy za bardzo Im przeszkadzać. Że będziemy Je szanować. Że nie będziemy śmiecić. Że nie będziemy nadmiernie hałasować. Że zachowywać się będziemy tak jakbyśmy sami tam mieszkali.

Bo pamiętajmy!!!


Ta przyroda, natura, całe to otoczenie z którym obcujemy podczas naszych wędkarskich wypraw – dla nas jest tylko (i aż) dopełnieniem naszego życia. A dla Nich, Zwierzątek, jest Domem. Szanujmy ten Dom!!! Nieważne czy to Wisła, Narew, Bug, Wkra czy inna woda... Bądźmy dla Nich Dobrymi Ludźmi... Zawsze i wszędzie... O to proszę w imieniu swoim i Władka z Rodziną.

I Wesołych Świąt Wam, Drakersi, życzymy...

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (26)

Mariano, 2011-12-24 12:54:59
Paweł jesteś Wielki.Cięzko opisac mi wrażenia po przeczytaniu.Poprostu magia
colednik, 2011-12-24 13:28:34
hihi Paweł Ty to masz wyobraźnię Powinieneś zacząć bajki dla dzieci pisać bestsellery jak nic by były:D BRAWO - TAK TRZYMAĆ !!!!!!:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
colednik, 2011-12-24 13:31:11
A Naczelny faktycznie z Narwiańskimi bobrami zaprzyjaźniony Kiedyś jak siedzieliśmy na łódce coś w krzakach buszowała, wtedy mówię... co za cholera tam chodzi... na to Bysior... spokojnie to tylko Stasiek, zaraz się uspokoi... hihi Pamiętasz Bysior??:P
, 2011-12-24 13:40:35
Rewelacja!!!!!!!:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Zły jestem, bo muszę smażyć karpia i czytam zbyt pobieżnie. Ale wrócę do opowiadania i zatopię się w smakowite frazy. A opowiadanie znakomite!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
ela, 2011-12-24 13:52:49
Super !!! :oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam Władka Bobera :buzki:
Wozik77, 2011-12-24 14:25:20
Paweł - KOSMOS pomysł i KOSMOS jego realizacja :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:. Wszak w Wigilię wiadomo, że zwierzęta mówią ludzkim głosem, ale że listy piszą i zyczenia Dobrym Ludziom składają to już bym nigdy nie pomyślał. Brawo jeszcze raz :oklasky: PS. I jak byś odpisywał Waldkowi to wspomnij, że Ci Ludzie z niebieskimi naszywkami nie tylko w Wigilię, lecz zawsze bardzo ciepło i z szacunkiem o zwierzakach myślą !!! :kotek::kotek::kotek:
Killerek, 2011-12-24 14:42:04
GENIALNE w przyszłym roku Władek musi wpaść na wigilijkę
cerber, 2011-12-24 15:23:15
Super się czytało:okok:Nie wspominając już o tym iż fajnie się wkomponowało w wigilijny nastrój.
bysior, 2011-12-24 16:13:45
Paweł - cóż powiedzieć mogę.... nie wiem, bo słów mi brak! :oklasky: :oklasky: :oklasky: :oklasky: :oklasky: Fotki listu - genialne, opowieść bobra - genialna, wplecione podsumowanie sezonu - genialnie, podsumowanie i morał - genialny! Całość - bardziej niż genialna! I wszystko dodatkowo wplecione w wigilijny wieczór! Poezja! :hura: :hura: :hura: :hura: :hura: Colednik - jaki Ty pamiętliwy jesteś :dokuczacz: :dokuczacz: :dokuczacz:
bandzior, 2011-12-24 16:42:10
Pawciu Ciężko docenić słowami to co Ty nam dajesz... Taki tekst trzeba budować i obmyślać cały rok, przygotowując i gromadząc zdjęcia. To właśnie dla tego tak lubię czytać Twoje teksty i zawsze jest mi ich mało SHRAPOWY WIEZSCZU :hura:
adam-z82, 2011-12-24 21:31:58
Paweł,rozbroiłeś mnie tym"listem"od"naszego"ziomka Władka i całej jego ferajny z nad Międzywala:muza::muza::muza: SUPER!REWELACJA!GENIALNE! Dzięki:hura:
nema44, 2011-12-24 22:12:49
Nie będę pisał, że świetne, bo to oczywistość - wszystkich już przyzwyczaiłeś do wysokiego poziomu. Jednak zamiast świątecznych życzeń napiszę coś innego, coś w formie podziękowania. Trafiłem na ten portal dzięki Tobie - szukałem informacji o łowach "późnych" sandaczy i trafiłem na ten tekst: http://shrap-drakers.pl/artykul/w-pogoni-za-sandaczem/ Przeczytałem i uznałem, że warto dołączyć do ludzi, którzy mają takie jak Ty podejście do wędkarstwa. Nie znam Cię osobiście (może kiedyś poznam), więc tak naprawdę oceniam Cię tylko przez to, co napiszesz, jednak ośmielę się zauważyć, że masz cechy, które przyciągają ludzi. To otwartość i wielka skromność. Jesteś świetnym wędkarzem, ale zupełnie nie widać w Tobie pogoni za uznaniem czy budzeniem zazdrości w oczach innych. Jak dla mnie - bez względu na okoliczności - pozostajesz takim zwykłym Pawłem, z którym każdy chciałby się wybrać na wspólne wędkowanie. Tak więc gratuluję całokształtu forumowej pracy, pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego. (Przepraszam, jeśli wyszło zbyt patetycznie i sentymentalnie, ale magia świąt działa :kwadr
ryba1981, 2011-12-25 08:04:36
witam,super opowiadanie Pawle,widok kominów elektrowni Władzio powinien kojarzyć :haha:
krzyko, 2011-12-25 08:33:50
Super, najpierw "Rybka malutka" a teraz Władek z Międzywala.Dostałeś już tyle pochwał że nie będę ich powtarzał ale mam do Ciebie prośbę Pawełku.Jak będziesz się z Władkiem widział poproś go żeby przekazał w swojej rodzinie że taki jeden z lewego brzegu Wisły prosi żeby mu już w trakcie holu suma żaden przedstawiciel społeczności bobrzej nie wpływał więcej w plecionkę :prosi:. Powiedz też że on też ma niebieską plakietkę przy kamizelce :haha:
Kaz, 2011-12-25 10:50:07
Po przeczytaniu miałem taki mętlik w głowie że już myślałem że nic nie napiszę, tyle myśli mi przebiegało przez moją głowę.Ten wypad i Władek na dodatek to już rewelacja.Pawełku któryś z kolegów napisał słusznie mając taki talent do pióra kolego drogi Ty się marnujesz w tej swojej fabryce jak to mawiasz.Koleszko miły bierz się za pisanie bo twoje opwiadania mogę czytać godzinami i mówię szczerze nigdy mnie się nie nudzą .BRWO,BRAWO,BRAWO:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
waldi-54, 2011-12-25 11:29:13
Tak jak wielu kolegów już napisało, tekst świetny, który jest efektem wielkiego talentu do pisania. Czytałem ten tekst dwa razy i za każdym razem z tą samą ciekawością, gratuluję Ci Paweł tego przesłania, które włożyłeś w myśli Władka o tym aby dbać o tą naszą Naturę, bo jeśli nie My to kto? Brawo za pomysł, brawo za talent:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
kojoto, 2011-12-25 19:54:30
Genialne, rewelacyjne, oryginalne, świetne, mistrzowskie i jeszcze bym mógł tak dalej pisać ale nie chce tracić czasu bo chcę to przeczytać jeszcze raz!! Paweł wydawaj Opowieści Wędkarskie! Będą się rozchodzić jak świeże bułeczki Mam podobne jak nie takie same pozytywne odczucia co do wszystkiego co żyje! I to jest piękne. Żeby wszyscy ludzie tacy byli... raj na ziemi :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
anguiler, 2011-12-26 00:46:02
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego tekstu. Zazdroszczę literackiej fantazji, ale też czytając czuje się bijąca od Ciebie miłość do wody i przyrody. Brawo :oklasky:
gusto, 2011-12-26 09:27:14
No i co ja mam napisc przeczytałem cały tekst jednym tchem ,to nic że kawa wystygła i żona coś tam do mnie mówiła (ubierz małą czy coś tam )nie ważne po prostu czytałem i wiele myślałem jak skomętowac ,ale po przeczytaniu recęzji dobrych ludzi ręce opadły bo niema słów które nie były by użyte pozostaje prożba o więcej no i :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: Ps.jak będziesz na imprezce u Władka to go pozdrów iuściskaj:kwiatek::okok:
Wozik77, 2011-12-26 11:26:03
Przeczytałem ponownie - MISTRZ !!! - to jedyne słowo jakie mi przychodzi do głowy. Brawa za pomysł :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Paweł, 2011-12-26 17:12:32
Cóż, wypada mi coś napisać. Zawstydzony jestem. Wielkie dzięki za te przemiłe słowa:hejka: Mam nadzieję, że Wasze nadmierne pochwały nie uderzą mi do głowy za bardzo, że sodowa nie zaatakuje…:boisie: Dla piszącego takie teksty jak ten o Boberze Władku bardzo istotną rzeczą jest, żeby… mieć dla kogo pisać. Na żadnym innym portalu bym takiego opowiadania pewnie nie opublikował bojąc się komentarzy typu: śmieszne, co ty bajeczki jakieś piszesz zamiast o okazach i trofeach… Na Shrapie tej obawy nie mam. Bo większość Drakersów takiego Władka, Staśka czy inną Andżelikę nad wodą ma:hura:! Oczywiście, ryby w naszym hobby ważne są, ale najważniejsza w jest dla nas symbioza z całym otoczeniem, współgranie… Czym byłaby wyprawa nad wodę, gdyby nie krzyk ptaka czy mlaskanie boberka… Idąc na ryby na wiosnę obserwujemy jak przyroda budzi się po zimie A o świcie obserwujemy jak przyroda budzi się do kolejnego dnia To jest baaaardzo ważna część naszego hobby… A wracając do opowiadania. Pamiętajcie – ja to tylko spisałem, list Władek napisał i to Jemu należą się wszelkie splendory… I nie omieszkam na wiosnę zajrzeć do Niego podczas pierwszej wyprawy i pozdrowić od Dobrych Ludzi…:hejka:
, 2012-02-04 13:41:46
Była gadka o pisowni słowa "znad" i dalej to samo...
Paweł, 2012-02-04 14:15:51
Salmo - wydaje mi się (aczkolwiek może się mylę), że gadka o "znad" odbywała się już po opublikowaniu tego tekstu:D Oczywiście nie zmienia to faktu, że byk jest bykiem i wstydzić się tego jako autor powinienem i wstydzę - dziękując Ci przy okazji za zwrócenie uwagi:kwiatek: Administratora jednakowoż poproszę o NIE DOKONYWANIE ZMIAN W TYTULE, wszak to i tak jest bajka:hura::hura::hejka:
Paweł, 2012-02-04 14:18:32
Aha, i drobnym druczkiem: wiem jak pisze się "niedokonywanie":haha:
bysior, 2012-02-04 14:54:25
Administrator z nad Narwi zmian nie dokona ;P
bysior, 2017-01-06 06:59:56
Czytam setny raz, szukałem co prawda Niuniusiów a znalazlem bobera :D Wielki jesteś Pawełku!