Shrap-Drakers konkurs MADCAT

Biebrza - dzika rzeka

Bizonik 2012-05-13 Wyprawy wędkarskie

...
W jeden z wiosennych dni pada pytanie. Czy jedziemy nad Biebrzę? Mnie długo nie trzeba pytać.
Mogę połączyć tu moje hobby wędkarstwo i fotografię. Zapada decyzja wyjazdu na tą dziką rzekę.

Kierownikiem zamieszania jest Waldi wraz z synem. Oni organizują cały wyjazd.

Biebrzańska grupa zwiadowcza ma składać się z 6 osób. Waldi wraz z synem, Kaziu z Bożenką oraz ja z młodą.
Termin wyjazdu ustalony jest na 11 maja. Strasznie nie mogę się doczekać wyjazdu. Przestępuję z nogi na nogę. Czytam wszelkie możliwe informacje na temat Biebrzy. Chłonę wiedzę, chcę sie przygotować jak najlepiej. Za jakiś czas dowiaduję się, że mamy spływać tratwą po rzece. Cóż to będzie za wypad. Kwiecień mija na przeglądaniu wszelkich publikacji. Rezygnuję z wyjazdu na Podlasie na weekend majowy. Muszę skończyć przebudowę domku na działce. Majówka mija błyskawicznie i pozostaje 4 dni do spływu. 4 dni przygotowań, zakupów. Umawiamy się, że startujemy w nocy z czwartku na piątek. W planie jest być przed 7 rano w Białymstoku. Chcemy zrobić miłą niespodziankę Krzysiowi i Bożence. We czwartek szybciutko kończę pracę i biorę się za pakowanie. Ruszamy na 3 ekipy. Ekipa lubelska – Waldi z synem, ekipa radomska Kaziu z Bożenką, no i my z Warszawy. W ostatniej chwili dowiaduję się, że nie jedzie syn Waldka i Waldi jedzie do Kazia. Z Kaziem umawiam się po drodze przed Białymstokiem, oni maja ciut dalej i muszą wyruszyć wcześniej. Wieczorem ostatnia kontrola samochodu, uzupełnienie płynu do spryskiwaczy oraz końcowe pakowanie się. Budzik nastawiam na 3 rano, chcę wyjechać przed 4. Agata już śpi i ja się kładę. Usypiam, a w głowie wizja pięknej rzeki. Oczami wyobraźni widzę rzekę i łąki zalane wodą z tysiącem ptaków. Ze snu wyrywa mnie budzik. Wstaję szybciutko, ledwo patrzę na oczy. Budzę młodą, szybciutkie śniadanie, herbata w termos i ruszamy. Jeszcze tylko na stację nakarmić samochód i możemy mknąc na Polesie. Trasa okazuje się być prawie pusta, zatem mkniemy. Za oknem wstaje dzień, przed Wyszkowem mijamy pasące się na łące łosie. Z drogowego letargu wyrywa mnie telefon. To Kaziu juz jest za Ostrowią Mazowiecką, ja jestem 20 km za nimi więc spokojnie umawiamy się na przystanek gdzieś po drodze. Czekają na nas tuż przed Białymstokiem. Dojeżdżam i już razem ruszamy dalej. Dostaję adres do Krzysia, wbijam w nawigację i już przemykamy po uliczkach białego miasta. Gościna u Krzysia super milutka, wypijamy herbatkę, zjadamy śniadanko a w tle na tv lecą zdjęcia z ostatniego wypadu nad Narew. Dobrze, czas na nas, żegnamy się z gospodarzami i lecimy dalej. Pozostało 70 km, juz czuć zapach biebrzańskich bagien.
Docieramy na miejsce i od razu mi się podoba. Przed samym gospodarstwem wita nas bunkier linii obronnej mołotowa. Człowiek uczy się przez całe życie, mimo tego, że interesowałem się okresem wojennym to jakoś nie dotarłem do tych materiałów. Ale o tym później.



Gospodarz wita nas serdecznie, tratwa już czeka na przyczepie. Ostatnie przygotowania do drogi.
W miedzy czasie przepakowujemy się do busa. Ale nabraliśmy tych bagaży, ledwo się mieści.
Wsiadamy do auta i jedziemy do miejsca wodowania, po drodze gospodarz wraz z Waldim rozmawiają o umocnieniach, a ja słucham, chłonę wiedzę. Okazuje się, że nasz przewodnik jest pasjonatem linii mołotowa i przynależy do grupy badawczej Kriepost. Grupa ta zajmuje się odnajdywaniem i katalogowaniem umocnień linii mołotowa. Jeżdżą po całej wschodniej Polsce i zbierają informacje, robią zdjęcia oraz przygotowują budowle do zwiedzania. Dla zainteresowany adres strony internetowej www.kriepost.org . Pan Jan opowiada o pracach zespołu.





Docieramy nad rzekę, szybko wysiadamy i przyglądamy się jak jedna osoba sprytnie daje sobie radę z wodowaniem naszego pływadła.



W niecałą godzinę jesteśmy gotowi na nowa przygodę. Zaokrętowani ruszamy najpierw w górę rzeki.


Nie jest łatwo, tratwa żyje własnym rzecznym życiem. Nie chce się nas słuchać.

Ale zgrany zespół napędowy szybko zgrywa się i zaczynamy płynąć. Mamy sprzymierzeńca w postaci wiatru w plecy.

Rzeka jak dla mnie wiślaka z dziada pradziada jest wąska, malutka, leniwie płynąca. Okolona wysoką słomkową trzciną ukrywająca tajemnice biebrzańskich brzegów.

Po wysokich brzegach widać, że w ostatnich dniach woda mocno opadła.


Mijamy kolejny zakręt i spotykamy wędkarzy łowiących białą rybę. Z oddali ich obserwujemy, nie chcemy im przeszkadzać. Stajemy nieopodal i zaczynamy spinningować. Nic się nie dzieje, zatem w ręce trafiają spławikówki. I już chwilę później mamy pierwszą rybę spływu.

To mega piękna biebrzańska ukleja. Niestety, nie udaje się nic więcej złowić.
Podejmujemy decyzję spłynięcia w dół rzeki. Raz, że z prądem będzie łatwiej, a dwa, że jakoś mamy przeczucie, że tam będzie fajniej. Mijamy most drogowy i kolejowy i już jesteśmy poniżej miejsca wodowania.

Tu rzeka jest ciut szybsza, za pierwszym zakrętem jest wejście do starorzecza, postanawiamy się tu zatrzymać. Kotwiczymy, a właściwie palujemy się i zaczynamy obławianie wody.
Cztery kije spinningowe świszczą w powietrzu. Co chwilę słychać plusk wpadającej do wody przynęty. Woda jak marzenie, ujście starorzecza porośniętego roślinnością podwodną i głęboka rynna w nurcie. Na brzegu wydeptane liczne dojścia do wody świadczą, że jesteśmy w dobrym miejscu.


I w końcu jest, wędka wygina się, kołowrotek pomrukuje i chwilkę później naszym oczom ukazuje się szczupaczek. Waldi wyciąga zdobycz z wody, a rybka chcąc szybko wrócić do wody wbija mu w palec kotwice woblera. Rybka wraca do wody, czas na następne.

Czas upływa nieubłagalnie.



Znaleźliśmy miejscówkę na nocleg i nocne wędkowanie. Kaziu poszedł na rekonesans, a my z Waldim nęcimy białoryb.

W miedzy czasie robimy grilla, ale będzie wyżerka. Swojska kaszanka, żeberka, karkówka, pierś z kurczaka, do tego sałatka to nasze wieczorne menu.

Przy grillu i wędkach upływa nam czas. Nastaje biebrzański wieczór, a z nim coraz głośniej słychać ptaki. W oddali słychać krzyczące żurawie, a co jakiś czas przerywa im bąk. Do ptasiej orkiestry dołącza kukułka umilając nam wieczór. Nastaje noc, gwieździste niebo nad nami, w tajemniczej ciemności słychać dzikie zwierzęta. Czuję się jak na wyprawie po dzikiej rzece.

Agata z Bożenką poszły spać, ja z Kaziem przyszykowaliśmy sobie leżanki i wraz z Waldim rozpoczęliśmy wędkarskie opowieści.

W oddali pojedyncze błyski, nadciąga burza. Szybciutko robimy porządek na tratwie, przygotowując ją do burzy. Nastaje cisza, całkowita cisza, słychać bicie serca i pomruki odległej burzy. Zauważamy nadciągająca burzę z drugiej strony. Juz wiemy, że nie będzie łatwo. Tratwa jest niczym żagiel i trudno będzie utrzymać ją na silnym wietrze, czekamy na burzę. Błyski coraz częstsze praktycznie na ¾ horyzontu nie dają nam wątpliwości – będziemy mieli co robić tej nocy.
Grobową ciszę przerywa śpiew słowika, to miód dla naszych serc. Za chwilkę odzywa się kolejny.
Kaz kładzie się na przygotowanej leżance, ja ląduję na materacu na pokładzie, a Waldek z wędką w ręku postanawia łowić nocne biebrzańskie ryby.


Słowiki koncertują, w nadbrzeżnych szuwarach słychać żabki. Powieki robią się coraz cięższe, zaczynam usypiać. Słowicze trele utulają mnie o snu. Zapadam w sen.
Ale mnie rąbie, co za bestia, czemu ja. Otwieram oczy, komary rąbią niesamowicie. Waldi łowi płoteczki, Kaziu szykuje się na spinningowy wypad. Aga z Bożenką jeszcze śpią.

Niebo zasnute ciężkimi chmurami zwiastuje nadchodzący deszcz. Czas podjąć decyzje co robimy dalej. Idę na brzeg poszukać tropów łosia, który w nocy przeprawiał się przez Biebrzę.

Na brzegu znajduję olbrzymią ilość bobrzych tuneli.



Docieram do lasu okalającego rzekę, na skraju znajduję tropy łosia.

Zaczyna padać deszcz, wracam. Krople deszcze uderzają o tafle wody.

Ptaki milkną. Podnosimy kotwiczne tyczki i płyniemy w stronę mostu. Chcemy jeszcze połowić, więc zatrzymujemy się na co fajniejszych miejscówkach.


Waldi próbuje skusić płoteczki, Kaziu walczy z drapieżnikami, a ja postanawiam rozpalić grilla. Czas na śniadanie. Po śniadanku dobijamy do zatoczki w której Waldi złowił wczoraj szczupaczka.

Chłopaki walczą z wędkami, a ja ruszam na rekonesans po brzegu. Robię krok na twardym gruncie i okazuje się, że on nie taki twardy jak wygląda. Zapadam się po kolana, Bożenka szybko reaguje i Kaziu podaje mi wiosło. Opieram je i powolutku wyciągam nogi z błota.
Zdziwnieni a ja w błocie po kolana

Utytłany w błocie wracam na tratwę, piorę buty i spodnie, a właściwie płuczę je w Biebrzy i ruszam ponownie na brzeg. Tym razem wykorzystuję drabinkę do wydostania się na brzeg.



Wypalony brzeg wygląda strasznie. Martwe ślimaki, całkowity brak owadów ukazuje jakie spustoszenie robi jeden z żywiołów. W oddali latają żurawie.

Na zielonej łące znajduję żabkę, która pozuje do zdjęcia.


Docieram do odciętego starorzecza, woda wygląda zachęcająco. Obchodzę je dookoła i jestem prawie przy tratwie.




Kaziu spinninguje w poszukiwaniu szczupaków. Zachęcam go do odwiedzenia starorzecza.

Po drodze spotykam miejscowego wędkarza, rozmawiamy chwilkę i okazuje się, że woda w ciągu ostatnich kilku dni opadła o 50 cm i ryba nie żeruje.





Wracam, po drodze dochodzi do mnie Agata i już wspólnie wracamy na tratwę.

Kaziu wraz z Bożenką wędrują nad wspomniane starorzecze, a my z Waldkiem i Agatą spływamy tratwą do mostu.
Przybijamy do mostu i bierzemy się za porządki.
To koniec spływu. Rozładowujemy tratwę.


Mamy dwie godziny na uporządkowanie rzeczy i sprzątnięcia tratwy.


Idzie nam to sprawnie. Obozowisko robimy pod mostem, deszcz ciągle siąpi. Nadjeżdża Pan Jan, pomagamy wyciągnąć tratwę i ruszamy do chaty. Przepakowujemy się do naszych samochodów, żegnamy się z przesympatycznym gospodarzem i ruszamy do domu. Obiecuję sobie powrót nad tę piękną rzekę. Zmieniamy trasę powrotu. Jedziemy przez Goniądz, aby dojechać do kładki dydaktycznej na biebrzańskich bagnach.
Docieramy do Twierdzy Osowiec, stamtąd to już chwilka i jesteśmy na miejscu.

Zostawiamy samochody i ruszamy na ścieżkę.




Pierwsza jest wieża widokowa. Ale tu jest pięknie - słyszę od córki.


W oddali widać rybitwy białoskrzydłe, nad głowami przelatują nam gęsi.


Idziemy dalej, pojedyncze deski kładki pogryzione przez bobry. Na trawach przysiadają ważki i inne owady.




Bagna całe żyją, ptasie trele umilają nam spacer. Po drodze widzimy polującego drapieżnika, po krótkiej naradzie z Waldim oceniamy go na błotniaka stawowego.


Mijamy kolejne punkty widokowe i docieramy do kolejnej wieży widokowej.









Obok niej stoi bunkier zespołu obronnego Twierdzy Osowiec.
Tym razem na wieży jestem pierwszy i widok zapiera mi oddech w piersi.



W oddali widać niezliczone ilości ptaków, rybitwy, żurawie, bociany, i krążące nad nimi drapieżniki.


Przeszukujemy okolice w poszukiwaniu łosi, ale jest za późno na nie, trzeba by poczekać do wieczora.



Schodzimy na dół, idziemy jeszcze obejrzeć bunkier i czas wracać.

Jeszcze kawałek drogi do samochodu i ponad 200 km do domu. Żegnamy się z Bożenka, Kaziem i Waldim i ruszamy do domu.
I tak właśnie kończy się przygoda z Biebrzą. Ale czy się kończy? A może to dopiero początek odkrywania tej pięknej krainy? Już w samochodzie obiecuję sobie powrót nad biebrzańskie bagna.
Tym razem inaczej przygotowany. Zapewne pierwszym celem będą bunkry linii Mołotowa, a przy okazji inne zabytki okolicy. Ptaki pozostawiam sobie na jesień. Tak jak powiedział Pan Jan - zostałem biebrznięty.

A oto dodatkowo od naszego poety Waldiego wierszyk dodający smaku całej wyprawie

Biebrzo – rzeko zapomnienia.

Biebrzo, rzeko mych młodzieńczych marzeń,
ukryta wśród mazurskich i podlaskich łąk.
Dziś po wielu latach starań oraz dążeń,
jesteś osiągalna, bo na wyciągnięcie rąk.

Jesteś skarbem żywym Polski i Europy,
poprzez tysiąclecia płyniesz sobie w dal.
Bronisz skarbów swoich, zniechęcasz głupoty.
Tyś pomnik przyrody, wykuty wśród fal.

Zbyt głośno o Tobie, rzeko zapomnienia,
tym się Biebrzo martwię i w sercu mam lęk,
że nadejdą lata, gdy zechcą Cię zmieniać
i nic nie pomoże z głębi bagien jęk.

Ty jesteś ostoją dla ptactwa wszelkiego,
jesteś jak oaza wśród pustyni piasków,
tu z połowy świata dla potomstwa swego,
zlatuje się ptactwo by tańczyć o brzasku.

Ileż tu zwierzyny żyje na mokradłach,
ileż ptactwa fruwa nad twymi łąkami,
Ty jak matka czuła chronisz je na bagnach,
każdej wiosny obmywasz je swymi wodami.

Bądź nie ujarzmiona, jako dzika rzeka
i taka pozostań w swojej pradolinie,
niech „pseudo uczeni” mijają Cię z daleka,
wtedy dzikość Twoja jeszcze się rozwinie.

Biebrzo, póki płyniesz, jako dzika rzeka,
bądź tym dla poetów, czym myśl dla tworzenia,
wolno nieś swe wody gdzie Cię Narew czeka
i pozdrów ją ode mnie – rzeko zapomnienia.

Poeci o Tobie niechaj piszą wiersze
i niech strofy płyną aż do Niemna wód
a w każdym wierszu zdanie jako pierwsze,
- Rzeko zapomnienia - Tyś Natury Cud.


Podziękowania dla wspaniałej załogi biebrzańskiej tratwy.

Z wędkarskim pozdrowieniem
Paweł Bizonik Ciołek

Bizonik

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (8)

gusto, 2012-05-14 11:12:25
Ale wam zazdroszczę wyprawy ,musiało być niesamowici ,szczególnie noc na tratwie i wyczekiwanie burzy ,zdięcia mistrzowski.Wielkie brawa dla wszystkich uczestników:oklasky::oklasky::oklasky::papa2:
Wozik77, 2012-05-14 20:26:31
Biebrzańskiego nieba i powietrza zawsze można zazdrościć. Fajną mieliście wyprawę, choć rybkami nie okraszoną. Pogoda widzę tylko mogła być lepsza, ale co tam. Grunt to wyśmienity wypoczynek a taki chyba był. :okok:
, 2012-05-15 06:17:15
Gratuluję pomysłu, wyprawy, świetnego artykułu, pięknych zdjeć::D:D:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::haha::oklasky:
tomek79, 2012-05-15 11:45:26
Póki co nie przeczytałem tekstu, ale po fotkach wnioskuję, ze to musiała być kapitalna przygoda. I mimo ze rybek na fotkach niewiele to i tak szczerze zazdroszcze
waldi-54, 2012-05-15 12:02:08
Tak na dobrą sprawę to dopiero dzisiaj wróciłem z wyprawy do domu bo prosto od Kaza z Radomia już w niedzielę razem z nim pojechaliśmy na działkę aby powetować sobie te szczupacze niepowodzenia z Biebrzy, ale o tym wypadzie później. Brawo Paweł za artykuł i piękne fotki.:oklasky::oklasky::oklasky: Brawo za całą tę Biebrańską eskapadę.:oklasky::oklasky::oklasky: Ja "biebrznięty" byłem od dawna a teraz się tylko do biebrzyłem,:D mam nadzieję jeszcze w tym roku ponownie się znaleźć pośród biebrzańskich bagien, tylko na innym już odcinku tej pięknej rzeki. Wielkie dzięki za ten wspólnie spędzony czas wszystkim uczestnikom tego spływu.:okok: Pozdrawiam waldi-54:papa2:
Kaz, 2012-05-15 15:29:05
Dziękuję wszystkim uczestnikom i Tobie Pawełku za wspaniały artykuł o naszej wyprawie .Wspaniała i dzika rzeka, trele słowików a może ich wzajemne przekomarzanie się wniosły sporo w tem jak wspaniały wieczór i noc jaką spedziliśmy wspólnie na tratwie.Jak już wracałem to powiedziałem że jeszcze nie raz tam wrócę na tą piękną rzekę - jest naprawdę warto.To trzeba zobaczyć aby uwierzyć. :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky::oklasky:
Paweł, 2012-05-15 19:49:58
Świetna sprawa taka "przejażdżka" po Biebrzy:hura: Do tego towarzystwo przednie, czego chcieć więcej? No może kilku jeszcze rybek i odrobinę lepszej pogody... Ale to zapewne do nadrobienia w przyszłości :cwaniak::okok::hura::oklasky::hejka:
, 2012-05-15 20:15:16
Pawlaczku, wielkie dzięki za obecność Waszej ekipy na naszych włościach i myślę, że to nie ostatni raz. Zapraszam przeserdelecznie na następny wypad na Biebrzę bardziej typowo wędkarski. Nie chcąc powielać zaproszenia, a do Tomcia trudno się dobić, więc tu wkleję link do zaproszenia http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3267&Itemid=165