Autoportret z rybą

Paweł 2010-08-15 Metody i triki

...
Pomyślałem sobie, że skoro mamy nowego Shrapa, warto może odświeżyć jakże ważny w obecnych czasach temat. Fotografowanie ryb nad wodą, robienie zdjęcia rybie, którą zamierza się wypuścić. Moim zdaniem taki temat winien wracać jak bumerang, bo i na swoim przykładzie widzę, że coraz ważniejszym „składnikiem” mojego wędkowania jest dobro ryby. Nie tylko ją złowić, ale i w zdrowiu i szczęściu wypuścić. I nie poruszam tutaj tematu C&R, ale problem, że jak już postanowimy rybę wypuścić to powinniśmy zrobić to w jak najłagodniejszy dla niej sposób. Ale jednocześnie pamiętajmy o jednym – wędkarz jest jednak myśliwym, więc i trofeum chce mieć. I właśnie bardzo dobrą formą tego jest fotografia ryby.

Na początku mojego uczestnictwa w życiu naszego portalu pokusiłem się o post na temat fotografii nad wodą. Jako, że nadal się zgadzam ze swoimi poglądami, pozwolę sobie zacytować spory fragment tego, co napisałem wtedy, a dotyczący fotografowania ryb:

Robienie zdjęć z rybą, żywą rybą. Jeżeli jesteśmy z kimś – nie ma problemu. Natomiast samemu, wbrew pozorom, może być kłopot. Z podstawowymi, „drapieżnymi” drapieżnikami kłopot jest mniejszy. Szczupak czy zwłaszcza sum to „twarde sztuki”. Ale ja mam problem np. z boleniem. Żeby zrobić dobre zdjęcie z samowyzwalacza trzeba jednak na oko wykadrować, ustawić ostrość, ba, gdzieś ten aparat ustawić. Wszystko to w pośpiechu! I jeszcze z rybą delikatnie się obchodzić. A i tak 90% zdjęć nie będzie zbyt dobra, niedokładnie wykadrowana, w tle jakiś komin, pod nogami śmieć, ostrość pół metra za blisko, za daleko, wędkarz nieuczesany, spocony, z krzywym uśmiechem, często w ruchu… itp. I prawdę powiedziawszy jak na razie rezygnuję z tego, nie będąc pewnym czy ta fotka, która notabene może być nieudana, jest warta ryzyka przypadkowego zabicia ryby, którą chcę wypuścić. Oczywiście w wypadku zabrania tej ryby problem jest mniejszy, bo można powtarzać ujęcie i 10 razy. Na najbliższy sezon już zdecydowałem, że będę chodził z małym statywem i siatką. Jak ryba będzie w siatce, w wodzie, spokojnie będę mógł ustawić statywik i parametry aparatu. Myślę, że to dobry pomysł, ale ktoś może ma jeszcze lepszy? To poproszę. Ale tak naprawdę połączenie wędkarstwo – fotografia to jest przysłowiowy strzał w 10! Bo przebywając tak często na łonie natury mamy szanse na wiele pięknych zdjęć, niekoniecznie przedstawiających ryby. Inni tej szansy nie mają!!! Więc mimo wszystkich powyższych ostrzeżeń gorąco polecam. I pamiętajmy, im więcej na fotkach będzie ryb, które nadal pływają, tym częściej będziemy mogli te ryby fotografować ponownie...

Koniec cytatu, niezły tekst mi wtedy wyszedł był, no może to o siatce nie było specjalnie trafione...

Prawie dwa sezony, które upłynęły od czasu napisania powyższych słów nie spowodowały zmiany moich zapatrywań na temat, ale pozwoliły nabrać sporego doświadczenia. No i dzięki temu zrewidowania pewnych poglądów na temat robienia zdjęć rybom. Uważam, że jak się dobrze przygotować i odpowiednio pogłówkować – takie zdjęcia można robić całkiem ładne i często.

A w tym sezonie to już stałem się doświadczonym wędkarzem robiącym sobie autoportrety z rybami. Otóż, mimo, że mam obecnie kilku przyjaciół Drakersów, z którymi zdarza mi się spotykać nad wodą – to i tak nadal najczęściej na ryby chodzę sam. Ale jednocześnie mam wielką chęć dzielenia się swoimi sukcesami i porażkami niekiedy szerszemu gronu, najczęściej w „Wieściach z nad Wisły”.
I oczywiście, widoczki wiślane fajnie wyglądają, ale jednak fotka z rybą najbardziej działa na wyobraźnię.

Obecnie dochodząc do stanowiska wędkarskiego badam je pod wieloma kątami, ale najważniejsze to:
- czy jest tam ryba (oczywiste),
- czy jest możliwość odpowiedniego podania przynęty (dość ważny szczegół),
- czy ewentualny hol jest w miarę wygodny i czy jest możliwość podebrania ryby (bo co to za radość zaciąć rybę na wysokiej skarpie i ją potem trzymać i rozglądać się myśląc, co robić?),
- czy najbliższe otoczenie pozwoli na zrobienie rybie zdjęcia, najlepiej z samowyzwalacza, rybie pozującej wraz z wędkarzem.

To naprawdę w mojej świadomości wędkarskiej dość równorzędne zagadnienia.

I w ostatnim czasie przez moją głowę przeleciało doświadczalnie wiele przemyśleń dotyczących sposobów samotnego fotografowania się z rybą.

Zacznijmy od tego, co to znaczy, „że najbliższe otoczenie pozwoli na zrobienie rybie zdjęcia”?

Niekiedy jest to niezwykle proste. Często poławiam z główek wiślanych. Tutaj „statywów” jest pod dostatkiem, nawet pokonując jednego dnia wiele główek, na każdej z nich może znaleźć odpowiednio leżący kamień. Szczególnie, że główki są często okupowane też przez grunciarzy, oni nam nieświadomie takie „statywy” produkują, przygotowując sobie wygodne stanowiska. Dodatkowym atutem główek jest to, że przy niższych stanach wody najwyżej usypane kamienie są sporo wyżej od poziomu tej wody, co pozwala na zrobienie zdjęcia w pozycji stojąc, czyli aparat wysoko na kamieniu, a wędkarz nisko, na poziomie wody. Bo niekiedy niestety wędkarz musi się trochę nagiąć do wysokości aparatu.
rapka pochylić

Innym przykładem wykorzystania główki jest taki przypadek, że mamy w planie na tej główce odbyć całe nasze wędkowanie, np. namierzyliśmy główkę sandaczową i planujemy tam poławiać wieczorkiem i parę nocnych godzin. To jest sytuacja wręcz komfortowa, bo możemy wcześniej ustawić statyw! I może to brzmi śmiesznie – nawet przy spinningowaniu można w ten sposób sobie pomóc. Pamiętajmy, nie bójmy się nawet uśmieszków przygodnych wędkarzy! Wszak w ten sposób mamy dwie pieczenie przy jednym ogniu: my zdjęcie z rybą, a ryba krótkie spotkanie trzeciego stopnia… z wędkarzem! Jedynym jej „ciężkim” doświadczeniem jest, że dostanie „fleszem po oczach”.

No właśnie..., fleszem po oczach....

Nocą robienie autoportretu z rybą jest szczególnie trudne. Na początku lipca wybrałem się na nocne połowy, chciałem złapać sumka. Znalazłem wolną główkę, za dnia rozstawiłem statywik (na płaskim kamieniu ustawiłem malutki, 30-sto centymetrowy statyw), dokręciłem do niego aparat fotograficzny, zrobiłem sobie próbne zdjęcie, żeby zorientować się gdzie będzie trzeba stanąć z rybą… Dobre, co nie? Ale za taką troskę o rybę natura obdarowała mnie… wymarzonym sumkiem!
Ale okazało się, że albo powinienem stanąć jednak o kilkanaście centymetrów bliżej, albo... wymienić lampę w aparacie, bo wyszło dość ciemno. Cóż, to zobaczyłem dopiero w domu…
sum ze statywu

Ale powiedzcie, czy po takich staraniach można było by takiego sumka zabrać? No nie bardzo!

Choć nawet w tak komfortowych przypadkach zdarzają się nieszczęścia takiego typu, że rybka w momencie strzału wymsknie się nieco z rąk. Zdjęcie wtedy jest zabawne, a mina wędkarza bezcenna!
omsknięcie sandacza

Dodatkowym atutem takiego ustawiania wcześniejszego statywu jest możliwość zrobienia fajnych fotek zachodzącego czy wschodzącego słońca, które to fotki mogłyby „z ręki” nie wyjść.

Następny przykład „łatwizny” są przykosy, na których część piasku jest już wysunięta nad wodę. Często wtedy parkuję ponton na piasku, wychodzę rozprostować kości i obławiam krawędź przykosy. Po złowieniu ryby kładę ją nie na piasku, ale w płyciutkiej wodzie, podchodzę do pontonu, włączam samowyzwalacz, ostrość ustawiam na leżącą rybę, kładę aparat na burcie pontonu. Mam aż 10 sekund, żeby podejść do ryby, wygodnie ją podnieść, no i zrobić odpowiednią minę. Sprawa jest o tyle ułatwiona, że 95% rybek łowionych przeze mnie na przykoskach to bolenie, a ta rybka po krótkim nawet holu naprawdę jest bardzo spokojna. Ze szczupakiem nie jest już tak prosto.
ryba na przykosie

Na przykosach trzeba tylko uważać, żeby nie zbliżyć się za bardzo do krawędzi zapływowej, bo można się trochę „zapaść” w piasku lub zsunąć do wody.
wpadka na przykosie

I jeszcze jeden łatwy sposób to zdjęcie na pontonie, aczkolwiek przy większych rybach trzeba trochę uważać! Po doholowaniu ryby do podbieraka, wkładam podbierak do pontonu wraz z rybą. Ważne, żeby nie było to położenie bezpośrednie na podłogę, ja wykorzystuję do tego celu kamizelkę ratunkową. Ja wiem, że dno pontonu jest bezpieczne, a rybka ma wszelkie wygody. Ważne, żeby uwolnić rybę z kotwiczki lub haka wtedy robię małą sztuczkę. Trzymam aparat ponad rybą, nastawiam ostrość na…. burtę pontonu, ustawiam aparat na tej właśnie „naostrzonej” burcie, wracam do ryby, biorę ją w ręce, i wtedy… pstryk, mam fotkę. Ostrość jest w porządku, ale niestety, tak robione zdjęcia mogą mieć jedną wadę, szczególnie w słoneczne dni. Zdarza się, że są niedoświetlone lub prześwietlone. Bo stojąc na kotwicy w nurcie nie mogę ustawić się bokiem do słońca, a zdjęcia robię wzdłuż pontonu. Więc istnieje możliwość, że parametry aparatu są ustawione pod słońce, a ja robię fotkę w przeciwnym kierunku, lub dokładnie odwrotnie. Cóż, wtedy pozostaje malutka obróbka zdjęcia już w domu...

Kolejna dość łatwa figura fotograficzna z rybą jest w wypadku ryb niezbyt dużych (boleń w granicach 60 cm to chyba max). Wtedy nie potrzebujemy żadnego statywu ani samowyzwalacza. W lewą rękę bierzemy aparat odwrotną stroną, ale tak, żeby mieć palec na spuście, w prawą bierzemy rybę i twarzujemy z nią. Lewą rękę odsuwamy maksymalnie od siebie i… robimy zdjęcie samemu sobie z rybą. Jako, że jest to szybki proces – zróbmy tych zdjęć kilka, wszak nie wiemy, na jaki punkt nam się wyostrzył aparat. Efekty bywają zaskakujące! Oczywiście w tym wypadku pamiętajmy o ustawieniu obiektywu na jak najszerszy kąt, wszak odległość jest bardzo bliska, i dokładnie nie wiemy, co kadrujemy.
figura rapka

No i jest jeszcze możliwość zrobienia fotki ryba na wyciągniętej dłoni. Choć to obarczone jest niebezpieczeństwem zbyt mocnego ściśnięcia ryby.
okoń z ręki

okoń z ręki 2

Natomiast najczęściej spinningista przemierza kilometry rzeki czy jeziora, w takich przypadkach statyw byłby raczej niedorzecznością. I tu zaczynają się schody. Niekiedy ciężko będzie zrobić dobre zdjęcie z rybą. W wypadku niedużych ryb polecam opisaną powyżej figurę fotograficzną.

A co z większymi?

Jak będziemy mieli dużo szczęścia to trafimy na leżący pień drzewa, spory kamień czy inną twardą, w miarę równą rzecz. Również nasza torba wędkarska czy plecak odpowiednio przygnieciony może nam posłużyć za prowizoryczny statyw.
W ostateczności możemy zrobić zdjęcie ryby położonej na trawie, z tym, że dobrze wtedy, żeby leżała koło czegoś, co zobrazuje jej wielkość, najlepszym chyba pomysłem jest wędka z kołowrotkiem. I mimo, że to nie będzie to zbyt atrakcyjne ujęcie – przecież pamiątka po rybie i namacalny dowód pochwycenia pięknego okazu pozostanie.

Jest jeszcze coś takiego jak przypadkowo przechodzący wędkarz, który może nam zrobić zdjęcie. Ale to jest wariant obarczony ogromnym ryzykiem. Raz, że może nie mieć pojęcia jak aparat się obsługuje, a nauka fotografowania, gdy nam rybka ledwo tlen łapie jest dość stresująca. Dwa, że jak będziemy ustawiali się do fotografii, przygodny fotograf może dać nogę z naszym drogocennym aparatem.
Trzy, w momencie wypuszczania naszej rybki możemy zostać obrzuceni stekiem wyzwisk, że nie chcemy mu jej oddać, tylko marnujemy tyle kilo pysznego mięska.
I cztery, po złapaniu okazu może się okazać, że następnego dnia w tym miejscu jest kolejka spinningistów, a i tak miejsce jest zajęte przez miejscowych żywiczarzy!

Ufff..., sporo tych zagrożeń z przypadkowo napotkanym wędkarzem- pseudofotografem. Ale możemy też mieć masę szczęścia i tenże przygodny wędkarz okaże się nie lada fachowcem, pięknie nas skadruje, każe ustawić na ładniejszym tle, wtedy będziemy mieli piękną pamiątkę z samotnego wędkowania.
I to tyle o przypadkach robienia fotek z rybkami.

Dodam tylko może, że warto potrenować „na sucho”. To nic nie kosztuje, a w przyszłości może się nam przydać. Jedynie, co to proponuję porozglądać się uważnie na boki czy nikt nie ogląda naszych prób
trening 1

trening 2

trening 3

Niestety, mimo naszych starań trafiają się fotki całkiem nieudane, najczęściej jest to ucięta głowa… wędkarza. Cóż, trzeba to zaakceptować, aczkolwiek wraz z doświadczeniem takich przypadków będzie coraz mniej!
ucieta głowa


No i na koniec bardzo ważna uwaga:

podczas autoportetowania się z rybą starajmy się, żeby przynęta była już wypięta z pyszczka. Fakt, z przynętą to jest jeszcze bardziej efektownie, ale…, dla mnie skończyło to się w zeszłym roku szpitalem, bo rybka była mniej spokojna niż przypuszczałem. No i następny tydzień miałem utrudnione wędkowanie…
kontuzja


Ważne jest, aby aparat nie był włożony gdzieś na samym dole plecaka, tylko łatwo dał się wyciągnąć. Dobrze jak ma zamocowany obiektyw szerokokątny (czyli tak naprawdę standardowy), a nie lufę do 300 mm, bo wtedy może być problem, trzeba będzie odejść dość daleko z rybą od aparatu (na pontonie czy łódce może to być odrobinę zabawne...).

No i pamiętajmy – jak nie da się zrobić rybce w żaden sposób zdjęcia – możemy spróbować zrobić fotkę rybie odpływającej do swojego domku. Wtedy z kolei warto mieć zamocowany do obiektywu filtr polaryzacyjny, który w dużym stopniu wyeliminuje nam refleksy wody, dzięki czemu zdjęcie będzie jeszcze ładniejsze.
Praktycznie 100% zdjęć robię na ustawieniach automatycznych, często, szczególnie przy dobrym oświetleniu jest to krajobraz, niekiedy portret. Ale przy fotkach holu lub wypuszczania ryby może warto zastosować też temat sport. Cóż, w tym wypadku ponad kunszt fotograficzny musimy przedłożyć dobro najlepszego przyjaciela wędkarza - rybki

Wszystko to nie zmieni faktu, że część zdjęć zrobionych sobie samemu z rybą niekoniecznie nas zadowoli. Ale tu decydujące znaczenie ma doświadczenie, choć niekiedy i szczęście się przyda.

A najlepsze zdjęcia i tak powstaną wtedy, kiedy jesteśmy nad wodą z Kompanem Wędkarzem. Na koniec przedstawię malutki fotoreportaż autorstwa mario, który zaczaił się na mnie i moją rapkę podczas holu, a potem w momencie, gdy ja odhaczałem rybę, robił na bieżąco sesję zdjęciową. Bolenia to wcale nie bolało, a zdjęcia Mariuszowi wyszły przednie! Ja mam zdjęcia z holu i z rybką, a boleń na powietrzu był krócej niż by zrobić jedno zdjęcie samemu.
mario rapka 1

mario rapka 2

mario rapka 3

mario rapka 4

mario rapka 5

Pięknie, prawda?

Pozdrawiam, Paweł

Paweł

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (19)

bysior, 2010-08-16 17:29:26
Piękny artykuł Paweł - gratulacje! :hura: :aparat: Temat, który poruszasz, jest myślę bardzo na czasie - a dzięki Tobie mamy garść cennych porad i temat do dyskusji. Ja zawsze zastanawiałem się w jaki sposób zrobić sobie autoportret z rybą, kiedy jestem sam na łódce. Następnym razem spróbuję pomysł z wyciągnięciem ręki z aparatem i zrobienie fotki paszportowej ;) PS. Zdjęcie z sandaczem - bezcenne
Kaz, 2010-08-16 18:00:10
Pawełku super i jak powiedział Bysiorek na czasie:okok:.Słusznie zrobiłeś że przypomniałeś tym artykułem jakie zasady obowiązują nas wszystkich przy połowach rybek i jeśli zamierzamy ją wypuścić:oklasky:.Foty super choć co do tego jak nazwał Bysior sandacza powstrzymam się od oceny.Ledwo go widzę i być może on wolał się skryć pod twoją pachą niż wracać do wody.:mysli:
rapa, 2010-08-16 19:03:00
Super napisane :D Ten artykuł powinien być zawsze na pierwszej stronie bo porady bardzo na czasie i cenne. Poparcie teorii materiałem fotograficznym czyni go jeszcze lepszym i wiarygodnym. Napewno skorzystam z Twojej wiedzy przy następnych połowach :oklasky:
hairy, 2010-08-16 19:29:49
Dobrze napisane. Co do statywów to jak ktoś biega z małym aparatem to proponuje coś takiego http://allegro.pl/item115769062.... Mieści się do każdej kamizelki a i nie waży tonę.
bodzio8247, 2010-08-17 22:11:22
Bardzo pouczający tekst:okok: Graty Paweł:kwiatek:
mario, 2010-08-18 09:18:16
Wiele cennych rad na pewno do wykorzystania nad wodą :aparat:
krzyko, 2010-08-18 19:22:09
Pawełku bardzo mi pomogłeś swoimi praktycznymi radami ponieważ mnie w dalszym ciągu złowienie ryby łatwiej przychodzi niż uwiecznienie jej w warunkach nocy, krzaków i wszechobecnych kamieni z jakich zbudowane są rzeczne opaski.Może dzięki Tobie uda mi się kiedyś zrobić w miarę dobre zdjęcie :aparat::zawstydzony:
, 2010-08-19 20:41:18
Ja się jakoś na autoportrety namówić nie dam. Na portrety też. Uważam, że rybki są dużo ładniejsze ode mnie. Jakbym był fajną blondee to pewnie bym się pstrykał :D a tak to wolę zrobić widoczek albo rybkę na soczystej zielonej trawce (a la natural) ew. z miarką dla celów dowodowych. Nie wydaje mi się, żeby wsadzanie swojej facjaty do obiektywu z rybą na rękach było konieczne. Poza tym jak wypuszczam rybę to robię to bezdotykowo - albo luzuję żyłkę i daje się rybie wyczepić, albo wślizguje ją na zalane wodą kamienie i manewrując samą tylko przynetą wyhaczam z pyska. Jak jednak ktoś musi się pstrykać to niech robi to jak Paweł - tak jest chyba najrozsądniej.
Wozik77, 2010-08-22 11:50:56
Cenne rady Pawełku. :oklasky: Sam po sobie wiem, jak ewoluowało moje nadwodne fotografowanie. Najgorzej wychodzi mi to samemu na łódce ale praktyka czyni mistrza.. :oczko:
bysior, 2010-09-12 22:00:07
Pawełku - na spotkaniu piwnym miałem okazję pochwalić się - a raczej zrelacjonować - moje poczynania z samowyzwalaczem. :aparat: I teraz wiem jaka to wbrew pozorom trudna sztuka fotografii... Jesteś WIELKI! :hura:
bysior, 2011-04-04 19:14:51
Sezon powoli się zaczyna... więc wrócę do Twojego artykułu Pawełku. Ostatnio klęcząc w błocie nad Wkrą jeszcze przed tym jak złowiłem rybę miałem w głowie Twoje porady. Ale tak sobie myśląc i łowiąc na przelewie, zobaczyłem, że aparat zostawiłem 30 metrów dalej z gratami żeby ciszej podejść do łowiska. Pierwszy błąd. Drugi błąd był taki, że nie dopasowałem łowiska pod warunki fotograficzne ;( A trzeci... że nie pomyślałem o tym wszystkim wcześniej! Te ryby zawróciły mi w głowie totalnie! Następnym razem, graty zostawię tam gdzie zostawiłem, a aparat bo niewielki schowam sobie do kieszeni. A to bardzo ważne, uwierzcie! Niby 30 metrów... ale w błocie i woderach to dość duży dystans. Czwarty błąd to nie mieć aparatu przy sobie. Ale to chyba nie na temat ;) Podsumowując - jeśli chcemy zrobić zdjęcie z rybą... dobierajmy odpowiednie miejscówki - żeby było to wykonalne! :aparat:
Wozik77, 2011-04-12 19:59:23
I ja podobnie jak Bysior przeczytałem artykuł ponownie. Przedsezonowe rozmyslania skłaniają mnie do jednego. Pawełku, porady potrezbuję ....!!!:bezradny: Masz jakis patent na w miare sprawne i stosunkowo bezawaryjne dla mnie okretu i ryby fotografowanie okazu będą samotnikiem na łódce? Będę wdzięczny za porady czy nawet drobne sugestie. :prosi:
Wozik77, 2011-04-12 20:02:05
Dla sprecyzowani - chodzi mi nie o zdjęcie rybki na dnie czy też z opisanej wyżej metody "wyciągniętej ręki". Chodzi mi raczej o jakis szerszy kadr, z nieco większej niz długość ręki odległości
tymon, 2011-04-12 21:41:46
Jedyną rzeczą, jaka mi przychodzi do głowy łowiąc samemu, tym bardziej na łódce to zrobienie sobie na sztywno statywu powiedzmy przy pawęży. Do tego dobrą sprawą byłby pilot na kablu, jeżeli łódka nie daje możliwości swobodnego po niej łażenia. Jeżeli można śmiało chodzić, to można rybkę przetrzymać chwilę chociażby w wodzie przy burcie i wtedy odpalić aparat, samowyzwalacz i jazda :D Tak ja to widzę :aparat:
Wozik77, 2011-04-12 21:50:27
Dobra. Muszę pomyśleć o jakims "rusztowaniu" :kwadr: Może jakaś tyczka z gwintem pod aparat na koncu :mysli: Tylko te 10 sek to mało czasu kruca bomba żeby zdązyć wyjąć rybkę i ustawić się do fotki. Ech słabo widzę te fotki z łódki.. :bezradny:
colednik, 2011-04-12 22:02:00
kiedyś widziałem można było zakupić na alledrogo takie mini statywy do szyby samochodowej itp na zacisk... tyle, że to nadaję się co najwyżej do lekkich kieszonkowych aparatów bo lustrzanki bałbym się podpiąć do tego żeby jej nie stracić:P A tak w ogóle to nie ma co cudować i do dokumentacji złowionej rybki będąc samemu wystarczy najprostszy i najtańszy cyfrak... Sam myślę żeby zakupić sobie jakiegoś najprostszego kieszonkowca który zawsze byłby pod ręką i w niczym nie przeszkadzał tak powiedzmy do max 200zl. Z gazetek co roznoszą po skrzynkach spokojnie w tej cenie można się zmieścić
bysior, 2011-07-22 08:16:30
Kolejny powrót do tego artykułu :D Wczoraj tak sobie myślałem, jak zrobić na łódce dzisiaj fotki Rapowym telefonem, żeby go nie utopić, bo Rapa zapewne byłby się złościł ;) Tak więc plan mam taki - przed wypłynięciem pstryknąć sobie kilka sweet fotek z toczka z stronę rufy - żeby ocenić kadr i odległość - co pozwoli mi w nocy wiedzieć już od razu jak mam zrobić zdjęcie z tym mega sandaczem, którego przewiduję złapać Jak zabezpieczenie dla telefonu, przywiąże go smyczą Daiwy do kłódki na toczku - jak sandacz się machnie, łódka przechyli - to jedynie zdjęcie nie wyjdzie a telefon nie spocznie po wsze czasy na dnie Narwi. Drogi Autorze Specjalisto - jakieś uwagi co do planu?
Paweł, 2011-07-22 09:02:24
Plan rewelacyjny:oklasky:! Tylko kadrując siebie wstępnie pamiętaj, że przeciętny wędkarz w barach ma około 60 cm, Ty pewnie po ostatnich "treningach z kulami" masz ze 70!!! Więc podczas próby ustaw sobie odległość tak, żebyś po bokach miał jeszcze po 20 centymetrów "wolnego" z każdej strony. Wtedy podczas precyzyjnego, centralnego ustawienia kadru, masz szansę na prawidłową fotkę sandacza do 110 cm:hejka:!!!
morouk, 2011-11-15 10:20:45
Po raz któryś wracam to tego artykułu i tak sobie myślę: kurde, kawał dobrej i pożytecznej roboty Paweł! :oklasky: