Ach ta Narew

Bizonik 2011-10-20 Wyprawy wędkarskie

...
Dawno nie byłem na rybach. Organizm domagał się świeżego powietrza, ciszy i spokoju. Będąc u starego znajomego umawiamy się na wspólny wypad nad wodę. Celem naszej wyprawy ma być wszędobylski okoń oraz szczupak a łowiskiem Narew powyżej Pułtuska. Czekam z utęsknieniem na piątkowy wieczór kiedy to zaczynam przygotowania do wypadu. Umówieni jesteśmy na 5 rano, pogoda ma być niestety nieciekawa, silny wiaterek oraz przelotne intensywne deszcze. Ale co to dla twardzieli z nad Wisły.

Rano budzi mnie dzwonek budzika w telefonie, jest godzina 4.00 wstaję i.... załamka, za oknem leje deszcz. Szybki telefon do Tomka, co robimy, w słuchawce słyszę – odpuszczamy. Smutny kładę się do łóżka, nie mogę zasnąć przewracam się z boku na bok i tak do godziny 8. Wstaję wraz z żoną z i zbieramy się na zakupy, za oknem kropi deszczyk. Wychodzę na balkon i w oddali widzę jaśniejsze niebo – jest nadzieja, że przestanie padać. Wtem słyszę dzwoniący telefon, to Tomek. Odbieram i słyszę - to co jedziemy. Jasne, daj mi tylko godzinkę pójdę z Magdą na zakupy. Umawiamy się na 11 pod garażem gdzie stoi moja biała Fischmarine. Szybkie zakupy i wracam do domu. Robię herbatkę, kanapki i zbieram się, za parę minut mamy się spotkać pod garażem. Docieram pod garaż szybkie pakowanie łódki i parę minut po 11 wyruszamy w kierunku Pułtuska. Na miejsce docieramy parę minut przed 13. Szybkie wodowanie łódki i zaraz ruszamy na wodę. Zaliczamy kolejne zatoczki tej pięknej rzeki.

Na niebie raz czarne grożące deszczem chmurki a raz piękne błękitne niebo. Pogoda rewelacyjna, wieje delikatny wiaterek, który dodaje uroku tej wędkarskiej wyprawie. Kolejne zatoczki znikają za rufą lódki a ryb jak nie było tak nie ma.

Powoli kończy nam się czas wędkowania. Czas wracać do domu. Pakujemy się i wracamy do Warszawy. Pod garażem umawiamy się na następny weekend. Wchodzę do domu i już wiem że za tydzień znowu jadę na ryby. Pełen zadowolenia idę pod prysznic i kładę się spać snuć piękne wędkarskie sny.

Szybko mija tydzień, nadchodzi piątkowy wieczór a ja siedzę w pokoju i w komputerze przeglądam pogodę na jutrzejsze ryby. Znowu ma przelotnie padać. Tym razem umawiamy się na sztywno na 6 rano pod garażem. Pada, nie pada, jedziemy. Twardym trzeba być. Wstaję zaraz po 4 szykuję kanapki i herbatę malinową. Za oknem kapie deszcz krzycząc po parapecie – Idź spać, nie warto jechać, ale ja nieustępliwy jestem. Parę minut późnej ruszam do samochodu, podjeżdżam pod garaż, wytaczam przyczepę z łódką, w miedzy czasie nadchodzi Tomek z całym majdanem. W delikatnym deszczyku pakujemy się do samochodu dodatkowo wkładam pelerynę przeciw deszczową i kalosze. Przezorny zawsze ubezpieczony tak podobno mawiają. Parę minut po 6 ruszamy, przed Nieporętem łapie nas ulewny deszcz. Wycieraczki ledwie nadążają zbierać wodę z szyb. Już prawie jestem skłonny zawrócić wędkarski zestaw, ale co tam jedziemy dalej. Pułtusk wita nas białymi chmurkami. Nad woda jesteśmy prawie sami w oddali widać dwie łódki i jednego grunciarza. Szybkie przygotowania do wodowania i już mkniemy tym razem pod prąd Narwi.

Rzeka dziś wygląda wrogo taka szara ponura jakby delikatnie oburzona że ktoś zakłóca jej spokój w ten sobotni poranek. Mijamy kolejne zatoczki obiecując sobie ze zajrzymy do nich w drodze powrotnej.

Jednak szybko się orientujemy, że dziś dłużej zabawimy w jednym miejscu. Miejsce to okaże się magiczne ale o tym na razie sza nie wolno chwalić dnia przed zachodem słońca. Zaraz po dopłynięciu Tomasz melduje szczupaka takiego około 50 cm, nie mierzony trafia do wody.

Chwile potem ma następnego, który również znika w wodach Księżniczki. Tak, Księżniczki, tak Narew nazwali jej fani na portalu Shrap-drakers.pl. Przez kolejne 2 godziny mamy kilka puknięć i tyle. Decyzja, płyniemy na brzeg rozpalić ognisko zjeść śniadanko i rozprostować kości. O 14 ponownie na wodzie. Wracamy w tajemne miejsce a tam stado kormoranów.

Te czarnuchy wyjadają mi ryby. Nie daruję im, biorę wędkę w rękę i już w pierwszym rzucie delikatne przytrzymanie. Automatycznie zacinam, wędka delikatnie pulsuje i zaraz ukazuje się pięknie wybarwiony narwiański pasiaczek. Skoro są tu okonie to zabieram się za boczny trok, bardzo lubię ta metodę. Odkładam ciężki spinning i w ręku mam swojego ulubionego Team Dragona. Szybko montuję zestaw i za chwilę holuję pasiastego drapieżcę.

Tak mija godzina, potem druga i trzecia. Kumpel w miedzyczasie łowi dwa małe sandaczyki i kilka pasiaków. Zerkam na zegarek i okazuje się to już 17, czas się zwijać.

Kurde, jak tu jechać jak tak pięknie gryzą. Ale co tam, za tydzień tu wrócę. Zbieramy się, spływamy z prądem na pełnej mocy silnika i już w niedługim czasie jesteśmy przy samochodzie. Przez cały dzień nie spadła na nas kropelka deszczu. Jak już jesteśmy gotowi do ładowania łódki zaczyna padać. Szybkie pakowanie i gnamy w kierunku stolicy. Już w samochodzie umawiamy się na niedzielę, tyle że w powiększonym gronie. Dojeżdżamy do garażu a tam czeka na nas Wojtek wraz z Łysym. Pomagają zapakować łódkę do garażu i idziemy do mojej pracowni obgadać strategię na przyszłą niedzielę. Pogaduchy przeciągają się prawie do północy, ale już wiemy, ruszamy w niedzielę o 5 rano. Nieważna pogoda jesteśmy twardzielami z Warszawy i nie straszna nam ta Narew.

Tym razem tydzień się dłuży makabrycznie z dwóch powodów, zaraz po niedzieli idę do szpitala, no i nie mogę się doczekać niedzielnego poranka. W piątek drobne zakupy wędkarskie i już prawie jestem gotowy do starcia numer trzy. Zobaczymy czym nas przywita Narnia bysiora. W sobotę już wiem, że nie będzie łatwo, zapowiadają piękną aczkolwiek późno jesienna pogodę. Zero wiatru, zero chmur i zero na termometrze. Pobudka o 4, wstaję i zerkam na spirytusowa kreskę wskazuje -1, nie jest źle. Szybka kąpiel, herbatka w termosy tym razem aż trzy i kanapeczki. Zapomniałem w sobotę kupić kiełbaski na ognisko, mam nadzieje ze chłopaki kupili. Pod garażem o 5 czeka już Tomek, szybko pakujemy łódkę i jedziemy po Łysego. Czeka już na nas pod domem, wrzuca graty do łódki i jedziemy po Wojciecha. Jak zwykle nie ma go na dole pewnie zaspał. Tomek dzwoni po niego i okazuje się że Wojtek po operacji nie bardzo może jeszcze dźwigać wiec chłopaki prawie biegiem lecą do niego na górę po sprzęt. Oczom nie wierzę, w drzwiach klatki schodowej ukazują się dwie torby pontonu, torba wędkarska, torba z termosem, torba z kanapkami, torba z ubraniami, chwilę potem silnik z dodatkowym zbiornikiem na paliwo, no i sam Wojciech z wędkami w reku i uśmiecham od ucha do ucha. Błyskawiczne pakowanie gratów do łódki i już mkniemy w kierunku Zegrza.

W połowie drogi Wojtkowi się przypomina, że nie zabrał kolejnej torby, tym razem z pompka do pontonu. Zawracamy, ja już klnę pod nosem, zawracanie przynosi pecha. Szybko docieramy pod dom i chwile potem znowu jedziemy w kierunku Zegrza. Jest już późno. W samochodzie debata czy jedziemy za Pułtusk czy zostajemy w Zegrzu na zalewie. Po burzliwej debacie i przejechaniu mostu w Zegrzu dochodzimy do wniosku że jedziemy dalej. Pułtusk i bysiorowa Narnia starcie trzecie.


Szybkie wodowanie łódki i pomoc w złożeniu pontonu i parę długich minut później mkniemy po parującej księżniczce. Dziś taka tajemnicza owiana mgiełką pary, brzegi pokryte anielsko białym szronem. Jest zabójczo pięknie.


W duszy mowie sobie, dziś nie musi być ryb. Grunt to piękna rzeka i wspaniałe towarzystwo starych znajomych.

Wraz z Łysym płyniemy w górę rzeki, pokazuję mu kolejne zatoczki w których się zatrzymamy wracając. Dopływamy do wysokiej burty rzucam kotwice i wiążę zestaw w tym czasie Łysy krzyczy że ma rybę. No kurde jak tak można, chwilę potem w podbieraku ląduje szczupły niecałe 50 cm.

Kończę wiązać zestaw, rzut i delikatne przytrzymanie, zacinam wędka delikatnie wygina się i luz. Rybka była mądrzejsza. Wyciągam przynętę a tu pęknięty hak w główce, ups, ale lipa. Kilka rzutów później Piotrek znowu łowi szczupaka ten też coś koło 50 cm . Zmieniamy miejsce, trafiamy na dołek ponad 6 m, kilka rzutów w jego kierunku i Łysielec melduje rybę, tym razem trochę to trwa nim ją zobaczę. Dwa długie odjazdy i nagle zaczep, co jest. Uwalniam łódkę z kotwicy, dopływamy do zaczepu i jest, rusza dalej. Ryba miło przygina szczytówkę. No i jest pokazał się w całej okazałości ale on piękny.

Całe 76 cm szczupaczego cielska ląduje w podbieraku. Szybkie zdjęcie i do wody.

Spływamy niżej i jeszcze niżej już nic się nie dzieje. Dopływamy do magicznego miejsca gdzie w zeszłym tygodniu łowiłem z Tomkiem. Kilka rzutów i Piotr ciągnie szczupaka, ale ten znowu ledwo wymiarowy. Odkładam ciężki spinning i ponownie sięgam po Team Dragona, w 3 rzucie mam pasiaka i tak zaczyna się zabawa.

Po mniej więcej 2 godzinach zabawy z okoniami spływamy do brzegu, ściągamy chłopaków na obiad przy ognisku. Okazuje się nikt nie zabrał kiełbaski, cóż i tak jest fajnie. Strzelające ognisko, smaczne kanapki, gorąca herbata i opowieści o rybach dopełniają dzisiejszego dnia. Wypływamy jeszcze na wodę, ale powolutku kierujemy się w stronę czekającego na nas samochodu. Dziś mamy więcej do ogarnięcia sprzętu, no i te korki powrotne.

Stajemy jeszcze w paru zatoczkach, ale bez większych efektów. Praktycznie przy samym samochodzie mam potężne branie którego nie zacinam i ryba spada po chwili. Cóż tak to jest jak się czegoś zapomni i wraca do domu.

Pakujemy łódkę i resztę gratów na przyczepę i rozpoczynamy podróż powrotną do domu. Już teraz wiem, że tam wrócę, ale kiedy to się okaże. W Nieporęcie wita nas warszawski korek, to jest najdłuższy powrót znad Narwi.

Cóż można powiedzieć o tej Narwi, jest piękna, ale jakże tajemnicza i trzeba czasu aby zrozumieć jej kaprysy, jak to na Księżniczkę przystało. Ostatnie wypady przypomniały mi dawne młodzieńcze lata spędzane na Mazurach. Ach ta Narew.

Już jesień, liście się sypią, przymrozki malują bielą na trawach, czy będzie czas ją jeszcze odwiedzić nie wiem, ale wiem, że będę deptał brzegi Królowej Wisły w poszukiwaniu jej tajemniczych mętnookich ryb. A to również tajemnicza i kapryśna rzeka. Mam nadzieję, że doceni moje dobre serce i pozwoli się dobrać do swych nieodkrytych tajemnic.

Bizonik

...

Informacje o Autorze już niebawem...

zobacz profil Autora

Komentarze (11)

moczykij, 2011-10-20 22:29:33
:oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: To dopiero tekst :oklasky::oklasky::oklasky::oklasky: W Księżniczce jestem zakochany od ponad ćwierć wieku . Byłem nad nią wczoraj i dziś . Jutro na pewno też będę :D Przecież to niecałe 10 minut spacerkiem :D Jeszcze raz :oklasky::oklasky::oklasky: za tekst i oby jak najwięcej publikacji tego typu na forum :okok:
Kryskon, 2011-10-21 07:26:42
Super relacja, ino pozazdrościć wspaniałego wypadu. U mienia łódka i wędki w tym sezonie pokryły się "rdzą". Tak (intensywnie :zly były eksploatowane:bezradny:
waldi-54, 2011-10-21 08:00:40
Piękny tekst, piękne fotki i super rybki:oklasky: Jesień z pierwszymi przymrozkami jest wręcz prześliczna a "Księżniczka" w tej scenerii wygląda jak "Królowa":okok: Brawo Paweł za hart ducha tak trzymaj, połamania życzę podczas następnych wypraw.:okok: pozdrawiam waldi-54:papa2:
Robson, 2011-10-21 09:19:54
Brawo... za fajne wypady i połowy. Tym bardziej że każde miejsce z Twoich zdjęć jest mi tak dobrze znane W tym roku również miałem fajne rybki na tym odcinku. A w miejscówce gdzie padła 76 miałem kilka tygodni temu fajną rybę ale wtedy weszła w zaczep i ja przegrałem Może to ten Gagatek
Paweł, 2011-10-21 10:15:34
No to Pawle fajnie popływałeś sobie po Narwii…:hura: Oj, zaniedbujesz Ty Wisłę, zaniedbujesz:krzyk:! Ale fakt, Narew ma swój klimat, oferuje piękne widoki, no i co równie ważne – pozwala zawalczyć z godnym, drapieżnym przeciwnikiem:hura:. Super opisane, miło się czyta takie relacje z nad wody:oklasky:. Brawo:hejka:!
Wozik77, 2011-10-21 10:56:08
Brawo Paweł :oklasky: Chwile spedzone na wodzie - bezcenne !!! Jeden z Drakersów ma napisane jako motto: "Najgorszy dzień na rybach jest lepszy, niz najlepszy dzień w pracy". Pisząc najgorszy myslę o pogodzie jaka w tych dniach chciała Was zniechęcić do wędkowania. Upór procentował i wędkarska adrenalina była. I o to chodzi :okok::okok::okok:
krzyko, 2011-10-21 16:45:32
Ale Cię wzięło Pawle na Narwiańskie połowy.Fajnie się czytało Twoją relację, która obudziła wspomnienia z dawniejszych lat kiedy spędzałem sporo czasu z wędką nad wodami pięknej Narwi.
bandzior, 2011-10-21 22:08:56
Paweł widzę że pływamy po tych samych miejscach :haha: Fajnie opisałeś ten Narwiański trud :kwiatek:
bysior, 2011-10-28 21:49:40
Bizonik fajnie opisane te wyprawy nad Księżniczkę! I były ryby - to najważniejsze i to całkiem ładne co niektóre :oklasky: :oklasky: :oklasky: Upór został wynagrodzony
, 2011-11-01 19:52:51
Podoba mi się:D:D:D:D:D.Mieszkam niedaleko .Często tam wędkuje:w8::w8::w8:.WIELE RAZY WAS WIDZIAŁEM.:krzyk::krzyk::ostr::ostr::krzyk:
, 2011-11-27 15:12:42
Nie znam Narwi bo mieszkam na wybrzeżu ale podoba mi się opis przygody no foty super